Wszystko było "w porządku". Chodziłam do szkoły, piłam kawę, odrabiałam lekcje a nawet się uśmiechałam. Każdego dnia byłam jakby wyprana z uczuć, maskując wszystko sztucznym śmiechem i głupimi odzywkami. Nikt jednak nie zauważał jak bardzo cierpiałam, ponieważ myślałam. Nie ma nic gorszego niż nasze myśli, ponieważ to one nas doszczętnie zabijają. Wypełniają pustkę, wprowadzając mętlik w naszych głowach. Umieramy, pochłaniani przez własne myśli.
Po raz kolejny poprawiłam swoje włosy, które latały dookoła mojej twarzy z powodu strasznego wiatru. Na pewno wyglądałam jak strach na wróble w wersji deluxe. Szłam do szkoły na długo wyczekiwaną próbę. Podobno przyszedł wczoraj list od organizatorki, więc mogliśmy się wziąć do pracy. Tęskniłam za niektórymi osobami, a niektórych wolałabym w ogóle nie ujrzeć. Mam nadzieję, że śpiew chodż trochę poprawi mój humor. Od rana chodzę naburmuszona, nawet głupia suszarka doprowadziła mnie do łez. Stanowczo powinnam się uspokoić. Wzięłam głęboki wdech, po czym otworzyłam drzwi prowadzące do szkoły. Od razu poczułam nieprzyjemny zapach środków do mycia podłóg. Kroczyłam korytarzem, poprawiając co chwila opadającą z ramienia torbę wypełnioną nutami. Lucy prosiła mnie, abym zabrała ich kilka. Będziemy musieli wybrać jakąś piosenkę i moje zbiory mogą być przydatne.
Weszłam do sali - uwaga, zapiszcie ten dzień w kalendarzu - pół godziny wcześniej. Tak, Ja Jade Black nie spożniłam się gdzieś a nawet jestem przed czasem. W sali jak zwykle panował bałagan oraz oświetlenie nie było najlepsze. Zamknęłam za sobą drzwi, dostrzegając kogoś w sali. To był Liam. Nie sądziłam, że go tutaj spotkam. Szczerze mówiąc, to wolałabym bym być sama, aby pomyśleć i pośpiewać w spokoju. Dziwi mnie również, że jest tutaj sam, bez Sue. Myślałam, że są nierozłączni.
Liam był ubrany w czarne spodnie i bluzę naszej szkolnej drużyny sportowej. Trzymał w ręku mikrofon, więc zapewne moje przyjście przerwało jego plany.
- Em ... cześć - powiedziałam nieśmiało, wieszając swoją kurtkę na jednym z krzeseł.
- Cześć. Właśnie miałem śpiewać.
Pokiwałam głową, nie wiedząc co odpowiedzieć chłopakowi. Jeszcze nigdy nie słyszałam jak Liam śpiewa, więc szczerze mówiąc to byłam bardzo ciekawa.
- Nie chciałabyś może zaśpiewać ze mną?
Przystanęłam, spoglądając zdziwiona na chłopaka. Pokazałam na siebie palcem, jakby nie dowierzając, że mówi do mnie. Mimo że byłam jedyna w sali.
Nie byłam pewna, czy się zgodzić. Wiadomo, to dobry sposób na rozśpiewanie, ale ktoś może za chwilę tutaj przyjść, a tego na pewno nie chcemy. Przy okazji, nie przepadam za Liam'em,
- No, nie daj się prosić.
Usłyszałam błagalny głos chłopaka. Spojrzałam na jego uśmiech i wymiękłam. Wzięłam leżący na ziemi mikrofon. Raz się żyje. Ustałam obok chłopaka na podeście, starając się nie zwracać uwagi na powiększający się uśmiech na jego twarzy.
- Co śpiewamy? - spytałam, kiedy Liam wciąż się na mnie gapił z pedofilską miną. Nie żartuję. Ten uśmiech mnie przeraża.
- Promiscuous. Nelly Furtado i Timbalanda. Mam nadzieję, że znasz? - powiedział, odwracając się w stronę magnetofonu, aby włączyć podkład muzyczny.
Prychnęłam twierdząco. Każdy zna tą piosenkę, chodżby z radia. Kilka lat temu ją uwielbiałam, dlatego słowa są mi dobrze znane.
Na początku śpiewałam stojąc sztywno, jednak po chwili stanowczo się rozlużniłam. Rytm piosenki wprawił mnie w taneczny nastrój, a wesoła postawa Liam'a stanowczo mi się udzieliła. Już po chwili śpiewałam z uśmiechem na twarzy, delikatnie gestykulując i patrząc się na chłopaka, który swoją drogą miał naprawdę ładny głos. Ruszałam biodrami w rytm muzyki, wyśpiewując kwestię Nelly, która miała duży podtekst. Śpiewaliśmy w pewnym sensie o seksie, na co nie zwracaliśmy uwagi. Całkowicie się rozlużniłam i dałam się ponieść muzyce wraz z chłopakiem. Nie zauważyliśmy, kiedy w sali pojawili się pozostali, przysłuchując się naszemu śpiewu. Dokończyłam piosenkę z uśmiechem. O dziwo świetnie się bawiłam.
Odłożyłam mikrofon na stolik, dotykając przez przypadek dłoni Liam'a. Po moim ciele przeszedł dziwny dreszcz, który starałam się zignorować. Stałam tak przez chwilę, póki nie dotarły do mnie oklaski. To Paul, Lucy i Lucas klaskali, uśmiechając się do nas szeroko. Natomiast Sue nie była z tego za bardzo zadowolona. Okey, to bardzo delikatnie określenie. Była wkurzona na maksa.
- Co tu się do cholery dzieje?
Jej twarz przybrała delikatnie czerwony kolor, resztę przykryła tapeta. Swoją drogą, miała jej dzisiaj strasznie dużo. Pomalowane na brązowo usta wykrzywiła w grymasie, ściągając z siebie zapewne drogie futro.
- Śpiewamy.
Odpowiedział jej zdawkowo Liam, kończąc temat. Teraz wydał mi się jakiś dziwnie smutny, jakby obecność jego dziewczyny zepsuła ma humor. Może się pokłócili?
Postanowiłam przestać zamartwiać się nie własnymi sprawami i poszłam przywitać się z pozostałymi.
- Hej wam! - krzyknęłam, przytulając się do Paula. Tęskniłam za nim. Następnie dostałam całusa od Lucy.
- Laska, świetnie wam to wyszło - powiedziała, żując arbuzową gumę, która jest jej ulubioną.
- Lucy ma rację, piękny głos.
- To jak współgrały
- I te kocie ruchy
- Ta chemia
- Przestańcie, nie widzicie, że zestresowaliście dziewczynę?
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością do Lucasa. Na pewno nie było aż tak cudownie, jak mówią. Podobało mi się, ale nie należy tego aż tak dobrze oceniać. Po prostu śpiewaliśmy.
- Nie prawda ...
- Jesteś chamem! - krzyknęła Sue, przerywając moją wypowiedż. Uwaga, uwaga idę po popcorn! Szykuje się piękna kłótnia. Mimo że nienawidzę jak ludzie się kłócą, to nie jest mi przykro z powodu Sue.
- Nie gadaj, że będziesz mi teraz robiła jakieś chore akcje zazdrości!
- Nie jestem o nią zazdrosna.
Sue prychnęła, wskazując na mnie paznokciem.
- Ona nie jest warta mojego zachodu.
- Nie wtrącaj jej do tego!
Czy Liam właśnie się za mną wstawił? Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam, a oglądałam wiele hiszpańskich telenoweli.
- Cholera, możecie nie krzyczeć z samego rana?! - wykrzyczał Harry, trzaskając drzwiami od sali, przez co nieznacznie się skrzywił.
Jego widok mnie bardzo zaskoczył. Brązowe loki zaczesał zieloną bandamką, pod oczami miał ciemne zakola. Wyglądał jakby nie przespał całej nocy i
- Jak tam impreza?
i był na imprezie.
- Weż nic nie mów. Moja głowa zaraz wybuchnie. - odpowiedział Paulowi, po czym usiadł na krześle.
- Ile lasek zaliczyłeś?
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, który miałam ochotę zetrzeć.
- Przestałem liczyć po 5, chyba dlatego, że film mi się urwał.
Harry mówił o tym wszystkim, jakby sex z przypadkową dziewczyną był czymś normalnym. Był niewzruszony tym, że złamał serce każdej z tych dziewcząt, że skrzywdził mnie. Nie wiem, czemu poczułam się zdradzona i zraniona. Jestem pewna, że wyraz mojej twarzy przypominał, jakbym zjadła kwaśną cytrynę, a myślenie o nim i tych dziewczynach przyprawiło mnie o mdłości.
- Dobra, koniec gadania o laskach i innych dziewojach, które aktualnie wypłakują łzy szczęścia, ponieważ Harry je dotknął i przejdżmy do sprawy konkursu. - powiedziała Lucy, wyciągając z torby list.
Usiadłam obok dziewczyny, aby mieć dobry widok na informacje zawarte w liście.
Witam!
Chciałbym serdecznie zaprosić Chór Varsity na wzięcie udziału w konkursie pt:"Odkrycie młodych gwiazd" który odbędzie się w 3 etapach. Pierwszy z nich to ćwierćfinał w którym przewidujemy, że weżmie udział około 26 grup (grupa powinna składać z chłopaków lub dziewczyn, może być też wymieszana, liczbą uczestników nie może przekroczyć 10, wiek uczestników od 16 do 19 roku życia).Następnie do półfinału przejdzie 15 grup, w finale zobaczymy się tylko z 7 grupami.
Oto zasady panujące w ćwierćfinale.
- każdy chór śpiewa tylko jedną piosenkę
- strój oraz sprzęty muzyczne chór zapewnia sobie sam
- nie ma tematu konkursu, więc jest dowolność w wyborze piosenki ( nie może ona trwać dłużej niż 6 minut, piosenki można miksować, nie mogą to być prace napisane samodzielnie przez chór)
- opłata startowa wynosi 20 euro od osoby.
Zgłoszenia są przyjmowane do tygodnia od otrzymania listu na e-mail: młodegwiazdy@imply.com
Ćwierćfinał już 3 marca o godzinie 15 w Międzynarodowym Domu Kultury im. Jacksona w Londynie*
Życzę powodzenia! Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia
Chórów John Mac.
Te właśnie słowa przeczytała nam Lucy, po czym na sali zapanowało poruszenie. Każdy zaczął przekrzykiwać każdego. Lucy była bardzo poddenerwowana, Paul wymachiwał rękoma, krzycząc na Lucasa, a Harry zapalił papierosa mimo że nie wolno mu było.
Ja natomiast byłam jak:
- O co wam do cholery chodzi?
* Nie ma takiego Domu Kultury, został on wymyślony na cele opowiadania.
Droga do wolności
Moim marzeniem było wyjść z piekła. Musiałam jednak znależć kogoś, kto by mnie przez nie przeprowadził. Przez całe życie uczyłam się odróżniać diabły i anioły, dobrych ludzi od złych. Potem się zakochałam ...
sobota, 26 marca 2016
niedziela, 6 marca 2016
Rozdział 8 Kawa czarna jak jego dusza
Przykro mi mała. Nie masz 9 lat, ba bliżej ci do 19. Nikt cię nie
weżmie za rękę i nie przeprowadzi przez życie. Prawdopodobnie skopią ci
tyłek i zostawią samą, próbując zniszczyć na każdym kroku. Jeśli sama o
siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi za ciebie. Przyjaciele powiedzą
ci, że będzie dobrze, ale sama musisz sprawić, że tak właśnie się
stanie. Musisz wziąć się w garść i zacząć żyć.
Przez ostatnie dwa dni nie odbywały się próby chóru. Harry był wkurzony na wszystkich i nie chciał przyjść do szkoły. Nie jest to jedyny powód. List od organizatorki konkursu wciąż do nas nie dotarł. Nie wiemy, kiedy konkurs się odbędzie oraz jaki jest jego temat. Nie możemy nic zdziałać bez piosenki. Lucy uznała, że każdy z nas powinien samodzielnie popracować nad swoim głosem w domu, a spotkamy się, kiedy będziemy mieli jakiekolwiek informacje. Ostatnie dni spędziłam przy pianinie, śpiewając wszystkie piosenki jakie znałam. Starałam się rozśpiewać, ponieważ już dawno tego nie robiłam. Wiele piosenek doprowadzało mnie do łez, ponieważ boleśnie przypominały mi o mojej mamie. Jestem jednak pewna, że wszystkie szczęśliwe rzeczy, które dzieją się w moim życiu to jej zasługa. Mama jest ze mną na każdym kroku i opiekuje się mną. Chór to moja szansa na lepsze życie i nie zamierzam jej zmarnować.
Przejrzałam się w lustrze i głośno westchnęłam. Byłam zmęczona. W nocy nie mogłam spać, przez co rano głowa bolała mnie okropnie. Nawet leki przeciwbólowe przestały na mnie działać. Miałam ciemne wory pod oczami, których nawet najlepszy korektor nie chciał zakryć. Moje usta, pomalowane na czerwono, drżały. Wzięłam szczotkę do ręki i rozczesałam swoje włosy, krzywiąc się, kiedy natrafiałam na kołtuny. Miałam się spotkać z Lucy w kawiarni. Dziewczyna uznała, że nie może przesiedzieć ferii w domu i musimy się gdzieś ruszyć. Ubrałam się w ciemne jeansy i czarny sweter. Osobiście wolałabym leżeć w łóżku i nie pokazywać się nikomu na oczy. Podobała mi się wizja oglądania romantycznych filmów i picia kakao przez cały dzień. Założyłam na nogi moje ulubione, czarne botki na grubym obcasie. Był to prezent od babci na święta. Były śliczne i jestem pewna, że kosztowały jej całą rentę. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę wstanie się jej odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robi.
Na zegarku wybiła godzina 17. Cholera, byłam spóżniona. Zbiegłam po schodach na tyle szybko, na ile pozwoliły mi buty. O mało co, a nie przewróciłabym się, wpadając na babcię, która właśnie wychodziła z kuchni.
- Dziecko drogie, gdzie ci się tak śpieszy?
Spojrzałam na babcię, która wycierała ręce w zielony fartuch. Uśmiechnęła się do mnie ciepło, kiedy ucałowałam jej policzek.
- Idę się spotkać z Lucy - powiedziałam, owijając się grubym szalikiem w kratkę. Na dworze było przerażliwie zimno.
- Cudowna dziewczyna. Przyprowadż ją kiedyś do nas obiad.
- Obiecuję.
Ostatni raz obdarzyłam babcię uśmiechem i ruszyłam w stronę Starbucksa. Starałam się iść w miarę szybko, uważając równocześnie, aby nie przewrócić się na oblodzonym chodniku. Popadał deszcz z śniegiem, a z powodu tak niskiej temperatury wszystko zamarzło. Lucy nienawidzi, kiedy ktoś się spóżnia, a ja do punktualnych nie należę. Dotarłam do kawiarni piętnaście minut póżniej. Kiedy tylko weszłam, poczułam piękny zapach kawy. Kawiarnia była ładnie przystrojona, miała przytulny wygląd. Jak zwykle było tutaj bardzo dużo ludzi, którzy pragnęli się choć trochę ogrzać. Zdjęłam z siebie kurtkę i ruszyłam w stronę Lucy, która wesoło do mnie machała. Chwila .. wesoło? Myślałam, że będzie zła za moje spóżnienie. Przepchnęłam się przez grupę ludzi, mówiąc ciche przepraszam.
- Hej, sorki za spóżnienie.
Dziewczyna pocałowała mnie w policzek. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Wciąż nie mogę uwierzyć, dlaczego ludzie wyśmiewają się z jej wagi. Ma lekką nadwagę, ale co z tego? Ładnie się ubiera, ma piękne włosy, zawsze jest perfekcyjnie umalowana i śpiewa jak anioł. Dodatkowo ma złote serce i można na niej polegać. Jest dwudziesty pierwszy wiek, a ludzie wciąż patrzą się tylko na wagę, na wygląd, a nie na charakter. Potem się dziwią, że najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkali okazała się zwykłą, zdradziecką suką.
- Nic nie szkodzi. Nie jesteś jedyna.
Klapnęłam na krzesło, patrząc zdziwiona na Lucy. Byłam pewna, że same miałyśmy się tutaj spotkać.
- To kto jeszcze będzie z nami? - spytałam, stukając paznokciami o stół.
- Właściwie to ...
- Tutaj jesteście.
Podniosłam głowę, spoglądając na Paula, który był roześmiany, a jego policzki było mocno zaróżowione. Uśmiechnęłam się na ten widok, dopóki zza jego sylwetki nie wyłoniła się postać Harrego. Westchnęłam przerażona. A zapowiadało się tak cudownie. Jego zielone oczy patrzyły się na mnie przenikliwie. Wyglądał na zaskoczonego. Ugh ... więc nie tylko ja nie wiedziałam o dodatkowym gościu.
Ucałowałam Paula w policzek, a Harrego przywitałam zwykłym Hej. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, nawet przebywanie w jednym pomieszczeniu sprawia, że się denerwuje.
- Lucy, nie powiedziałaś mi, że będziemy mieli dodatkowych gościu - rozpoczęłam rozmowę, spoglądając wymownie na dziewczynę. Wydaje mi się, że o czymś takim powinnam zostać poinformowana.
- Wiem, przepraszam - Lucy zaczesała swoje długie, blond włosy na prawe ramię - ale dowiedziałam się chwilę temu.
Pokiwałam głową, spoglądając kątem oka na chłopaka siedzącego obok mnie. Obracał w dłoniach czarnego Iphona i patrzył się przez okno. Starał się nie zwracać na mnie uwagi.
- Dobra, przyszedłem na kawę - powiedział Paul, rozładowując napiętą atmosferę. - Idę zamawiać, więc co kto chce?
- Czarna.
Kiedy tylko Harry się odezwał, po moim ciele przeszły ciarki. Przypomniała mi się nasza rozmowa na pomoście. Westchnęłam, zamykając na chwilę oczy. Miałam o tym zapomnieć. Nie chcę sobie zepsuć wieczoru, ponieważ szanowny pan pobawię się twoimi uczuciami postanowił się tu zjawić.
- Jak twoja dusza? - spytałam, nie oczekując od niego odpowiedzi - Dla mnie będzie cappucino.
- Jasne słońce.
Uśmiechnęłam się ciepło do Paula, na co Harry prychnął pod nosem. O co mu chodzi? Jeśli się nie podoba, to niech wyjdzie. Nikt go na siłę nie trzyma.
- A i to ja stawiam. - powiedział Paul, kiedy zauważył jak wyciągam portfel.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Podziękowałam mu skinieniem głowy. Po chwili odszedł złożyć zamówienie wraz z Lucy, przez co zostałam sama z Harrym. Serio? Musieli mnie zostawić akurat z nim? Wzięłam serwetkę do ręki, starając się zająć czymkolwiek.
- Przepraszam.
Usłyszałam cichy szept obok siebie. Przysięgam, że chyba mi się coś wydawało i mam omamy słuchowe.
- Nie każ mi powtarzać, ponieważ tego nie zrobię.
Wow, więc mam się czuć zaszczycona, ponieważ wielki książę postanowił mnie przeprosić? Mam jeszcze klęknąć przed nim czy co? Prędzej to on powinien to zrobić.
- Dlaczego to zrobiłeś? - mój głos był przepełniony bólem. Ja naprawdę cierpiałam - Dlaczego mnie skrzywdziłeś?
- Chciałem ci pomóc.
Pokiwałam głową, nie zwracając uwagi na dłoń chłopaka, która dotknęła mojego ramienia.
- Następnym razem sprawdż lepiej w słowniku co znaczy słowo pomoc.
Wstałam gwałtownie i udałam się w stronę toalet. Nie miałam siły na rozmowę z nim. Teraz mnie przeprasza a powinien zastanowić się nad swoim czynem wcześniej. Rozumiem chciał mi ''pomóc", ale jeśli oczekiwał, że póżniej miałabym zapomnieć, to się mylił. Umyłam ręce i starłam tusz, który rozmazał mi się w kącikach. Nie jestem pewna, jak mam się przy nim zachować. Mam być spokojna, wyluzowana, obrażona? Dlaczego to jest takie trudne? Wzięłam kilka głębszych wdechów i wróciłam do stolika. Harry siedział skulony i wciąż bawił się swoim telefonem. Nie podniósł spojrzenia, kiedy usiadłam. Nie podziękował, kiedy po chwili dostał swoją kawę.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili ciszy Lucy, patrząc się na nas uważnie.
- A wygląda, żeby było?
- Harry - zganiał go Paul, mieszając swoją kawę.
- Co Harry? Co Harry? Nie będę udawał, że ją lubię. - w tym momencie wskazał na mnie palcem - Zachowuje się jak dziecko, ponieważ nie chce przyjąć moich przeproszeń. Królewna się znalazła.
Prychnął, zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Tak po prostu zostawił nas samych, oszołomionych zaistniałą sytuacją. Zrobiło mi się przykro. W pewnym sensie, w jakimś najmniejszym kawałku go choć trochę lubiłam, a teraz? Nie wydaje mi się, aby przyjażń była nam pisana. Ba, żadna bliska relacja nie jest nam pisana.
- Przepraszam za niego - powiedział Paul, spoglądając na mnie z smutkiem.
Nie miał za co. To nie on, a Harry powinien błagać mnie o przebaczenie. Jestem jednak świadoma, że prędko to nie nastąpi.
Wypiłam łyk kawy, zostawiając ślad mojej czerwonej szminki na brzegu filiżanki.
- Nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo cię nie lubi.
Ja wiem.
- Ja również nie wiem - skłamałam.
Jest zły na siebie, ponieważ wyrządził mi krzywdę, ale nie chce się do tego przyznać. Całą swoją złość przelewa na mnie, co sprawia, że cierpię. Harry się zmienia, mimo że nie chce do tego doprowadzić. Broni się przed wszystkim co dobre, ponieważ uważa, że na to nie zasługuje.
- Czy możemy o tym proszę nie rozmawiać? - spytałam, co od razu znalazło się z aprobatą moich przyjaciół. Mimo wszystko czułam przenikliwy wzrok Paula na sobie. Wiedziałam, że czeka mnie póżniej poważna rozmowa.
Piliśmy kawę i rozmawialiśmy na wszystkie możliwe tematy, omijając sprawę z Harrym. Poznałam kilka ciekawych historii na temat członków Varsity. Kiedyś Harry tak bardzo wkurzył się na Sue na balu, że wylał na jej suknię wartą kilka tysięcy poncz. Bądżmy szczerzy, czerwone plamy nie wyglądały uroczo z kamieniami Svarovskiego. Albo poznałam też kolejną historię. Był dzień egzaminów z języka angielskiego. Wiadomo, trzeba było przyjść ładnie ubranym, na galowo. Mniejsza z tym. Paul uznał, że musi go zdać na 101 %, więc przygotowywał się całą noc. Z tego powodu rano był potwornie zmęczony. Przyszedł do szkoły, ledwie otwierał oczy, a do sali wpadł spóżniony. No cóż, to nie to wywołało uśmiech innych, a jego piżama. Zgadza się, przyszedł na ważny egzamin do szkoły w piżamie, a raczej jej braku. Pojawił się w krótkich spodenkach z myszką Mickey. Jak to usłyszałam, to oplułam się kawą, a swoich śmiechem zwróciłam uwagę połowy osób w kawiarni. Lucy powiedziała, że gdzieś w internecie wciąż krążą jego zdjęcia. Sytuacja jest przezabawna, ale zastanawia mnie jedno. Jakim cudem nikt w drodze do szkoły nie zwrócił mu uwagi, jak on sam mógł tego nie zauważyć?
Spotkanie, pomimo incydentu na samym początku, przebiegło bardzo pomyślnie. Wydaje mi się, że potrzebowałam w swoim życiu osób, które uczyniłyby je lepszym. Znamy się bardzo krótko, jednak zaczynam darzyć ich coraz większymi uczuciami. Odnalazłam osoby, które się ze mnie nie śmieją. Mogę z nimi miło spędzić czas, wiem również, że w każdej chwili mogę na nich polegać.
- Właśnie! - krzyknął Paul, wyprowadzając mnie z dziwnego transu. W pewnym momencie przestałam ich słuchać, a skupiłam się na własnych myślach - Zapraszam was na imprezę.
Zachłysnęłam się kawą. Ja i impreza? Te słowa nie łączą się w żaden możliwy sposób. Byłam na jednej i uznałam, że nigdy więcej. Miałam wtedy 16 lat i był to najgorszy rok mojego nędznego życia. Pewnego dnia znalazłam w szafce anonimowe zaproszenie na imprezę, którą organizowała szkolna elita. Byłam zdziwiona, zwłaszcza, że podpisał ją Matt. Nigdy mnie nie lubił i zawsze znajdował okazję, aby się ze mnie pośmiać. Odrzuciłam zaproszenie, ale przez następny tydzień dostawał liściki i kwiaty. To zawsze były róże. Do dzisiaj przypominają mi, jak zdradzieckimi kwiatami są. Nie dziwię się, że mają kolce. W końcu uznałam, co mi szkodzi. Byłam głupią, zaślepioną dziewczyną, która pragnęła chodż trochę miłości. Przyjęłam zaproszenie i postanowiłam udać się na imprezę. Ubrałam moją jedyną sukienkę, nałożyłam na usta czerwoną szminkę, którą podkradłam mamie. Chciałam być ładna dla Matta. Przyszłam na imprezę, co zwróciło uwagę wszystkich zebranych. Śmiali się .... śmiali się ze mnie. Podeszłam do Matta, który trzymał na kolanach tlenioną blondynę. Przysięgam, że jej sztuczny biust praktycznie wylewał się z koszulki. Do dzisiaj pamiętam chichot Matta, pamiętam ten szyderczy śmiech, kiedy wskazywał na duży monitor. Przewijały się na nim zdjęcia, moje zdjęcia, moje nagie zdjęcia. Wszystkie zostały zrobione, kiedy brałam prysznic po wf-ie. Byłam pewna wtedy, że wszyscy już wyszli z szatni. Starałam się jak najszybciej wybiec z tego domu. Do dziś czuję obleśne ręce chłopaków na swoim ciele, czuję jak mnie popychają. Chciałam uciec, jednak ludzie zagracali mi drogę. Pokazywali na mnie palcami, wyzywali mnie. Złamali mnie doszczętnie. Zabrali kawałek mnie, jednak to nie był koniec. Zdjęcia zaczęły krążyć po internecie, a sprawa nie ucichła do końca roku szkolnego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo zażenowana. Taka naga. Nikomu tego nie życzę, naprawdę nikomu.
- Em, nie jestem pewna - odezwałam się, czując na sobie ciekawskie spojrzenia przyjaciół.
- Ale dlaczego? - spytała Lucy, stukając paznokciami o blat stolika - Przecież będzie fajnie.
- Wydaje mi się, że imprezy nie są dla mnie. - wzruszyłam ramionami.
- No proszę cię.
Paul podszedł do mnie i podając mi rękę, pomógł wstać.
- Zgódż się, proszę, prooooszę.
- Nie, ja chyba ...
Wtedy chłopak uklęknął przede mną na jedno kolano, zwracając uwagę ludzi w kawiarni.
- Mogę tak cały dzień - jego ciepłe usta dotknęły mojej dłoni - Chodż osobiście mi się to nie uśmiecha, więc proszę, powiedz tak.
Chłopak postawił mnie pod ścianą. Nie miałam wyjścia. Nie ważne jak bym się wykręciła, wiem, że i tak by mnie tam zabrali, chodżby i w piżamie. Bardzo mi zależy na ich przyjażni, więc jeśli pójdę z nimi na imprezę, to może nic mi nie zaszkodzi?
- Tak.
Ludzie zaczęli klaskać, kiedy chłopak wziął mnie w swoje ramiona i delikatnie okręcił. Zarumieniłam się, wracając na swoje miejsce. Ludzi chyba sobie za dużo wyobrazili. Upiłam łyka zimnej już kawy.
- Paul, nie jestem z ciebie zbyt zadowolona - powiedziała Lucy, karcąc chłopaka wzorkiem - żeby oświadczać się w Starbucksie i jeszcze nie dać jej pierścionka? Słaby z ciebie romantyk.
- Przepraszam. Czy ty, Jade, zostaniesz moją wybranką już do końca? - spytał, zakładając na mój palec najmniejszy z pierścionków Lucy. Mimo tego i tak było za duży.
Uśmiechnęłam się na słowa chłopaka.
- Przykro mi, ale nie. - podniosłam głowę, wczuwając się w swoją rolę - Kocham kogoś innego.
Paul spojrzał na mnie przerażony, a Lucy udawała,że ociera łzy.
- Proszę - zaczął łamiącym się głosem - powiedz mi, kto jest twoim wybrankiem?
- Brat kuzyna, zmarłego wujka od strony twojej siostry.
Przyjaciele spojrzeli na mnie zszokowani, a po chwili wspólnie się śmialiśmy. Jedno mogę przyznać. Jesteśmy dziwni, ale właśnie za to ich polubiłam. Są inni ode mnie, dzięki czemu cudownie się dopełniamy. Cały czas się śmieją i robią zamęt wokół siebie. Lubią, kiedy coś się dzieje i przy nich nigdy nie muszę się nudzić. Znamy się krótko, ale naprawdę dobrze się z nimi dogaduje.
Nagle Paul dostałam wiadomość na swoim telefonie. Przez chwilę mignęła mi tapeta z zdjęciem jego i Lucasa. Nie wiedziałam, że się przyjażnią. Wydawali się być obojętni wobec siebie na zajęciach.
- Niestety, ale muszę się już zbierać - westchnął chłopak, zakładając kurtkę - Lucy, kochanie podwieziesz mnie, prawda?
- Jeśli zmieścisz swój gruby tyłek do mojego auta, to pewnie.
- On nie jest gruby. Przy okazji wszyscy go kochają. Prawda Jade? - spytał się mnie, wskazując na tyłek.
Zaśmiałam się na ich wymianę zdań i energicznie pokiwałam głową
- Stanowczo.
Kiedy i Lucy wstała, również zaczęłam się ubierać. Moja kawa się skończyła, nie miałam też potrzeby siedzieć sama w kawiarni. Na dworze była bardzo ciemno, zbliżała się 20. Powinna stanowczo wracać do domu, aby babcia nie zaczęła się o mnie martwić. Nigdy nie wiadomo, jakiego zboczeńca można spotkać po drodze.
- Podwiozę cię - powiedziała Lucy, kiedy wyszliśmy na mrożne powietrze. Otuliłam się szczelniej szalikiem.
- Nie chcę robić problemu ...
- To nie było pytanie, tylko stwierdzenie - zarządziła dziewczyna, zatrzymując się przez samochodem. Nie jestem dobra w te klocki, więc nawet nie rozpoznałam marki. Wiem tylko, że jest biały i cholernie drogi.
Usiadłam na tylnym siedzeniu, wdychając zapach skóry i cytryny. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, a wiedziałam, że czeka mnie nieprzespana noc. Kolejna z rzędu. Uśmiechnęłam się mimo wszystko, kiedy przyjaciele zaczęli śpiewać. Po chwili dołączyłam się do nich, wykrzykując słowa piosenki Dynamite. Już dawno nie czułam się taka wolna i szczęśliwa. Otworzyłam okno, nie przejmując się lodowatym powietrzem, które wleciało do środka. Uniosłam ręce do góry i zamknęłam oczy. Pochłaniałam tą chwilę całą sobą.
Notka od autorki: Witam ponownie! Jak wrażenia po rozdziale? Mam nadzieję, że warto było na niego poczekać. Jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność. Zostawiajcie po sobie komentarze! Czekam na wasze opinie.
Zapraszam również na moje drugie opowiadanie: http://smoke-with-me.blogspot.com
Następny rozdział już w niedzielę!
All the love,
Anastazja.
Przez ostatnie dwa dni nie odbywały się próby chóru. Harry był wkurzony na wszystkich i nie chciał przyjść do szkoły. Nie jest to jedyny powód. List od organizatorki konkursu wciąż do nas nie dotarł. Nie wiemy, kiedy konkurs się odbędzie oraz jaki jest jego temat. Nie możemy nic zdziałać bez piosenki. Lucy uznała, że każdy z nas powinien samodzielnie popracować nad swoim głosem w domu, a spotkamy się, kiedy będziemy mieli jakiekolwiek informacje. Ostatnie dni spędziłam przy pianinie, śpiewając wszystkie piosenki jakie znałam. Starałam się rozśpiewać, ponieważ już dawno tego nie robiłam. Wiele piosenek doprowadzało mnie do łez, ponieważ boleśnie przypominały mi o mojej mamie. Jestem jednak pewna, że wszystkie szczęśliwe rzeczy, które dzieją się w moim życiu to jej zasługa. Mama jest ze mną na każdym kroku i opiekuje się mną. Chór to moja szansa na lepsze życie i nie zamierzam jej zmarnować.
Przejrzałam się w lustrze i głośno westchnęłam. Byłam zmęczona. W nocy nie mogłam spać, przez co rano głowa bolała mnie okropnie. Nawet leki przeciwbólowe przestały na mnie działać. Miałam ciemne wory pod oczami, których nawet najlepszy korektor nie chciał zakryć. Moje usta, pomalowane na czerwono, drżały. Wzięłam szczotkę do ręki i rozczesałam swoje włosy, krzywiąc się, kiedy natrafiałam na kołtuny. Miałam się spotkać z Lucy w kawiarni. Dziewczyna uznała, że nie może przesiedzieć ferii w domu i musimy się gdzieś ruszyć. Ubrałam się w ciemne jeansy i czarny sweter. Osobiście wolałabym leżeć w łóżku i nie pokazywać się nikomu na oczy. Podobała mi się wizja oglądania romantycznych filmów i picia kakao przez cały dzień. Założyłam na nogi moje ulubione, czarne botki na grubym obcasie. Był to prezent od babci na święta. Były śliczne i jestem pewna, że kosztowały jej całą rentę. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę wstanie się jej odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robi.
Na zegarku wybiła godzina 17. Cholera, byłam spóżniona. Zbiegłam po schodach na tyle szybko, na ile pozwoliły mi buty. O mało co, a nie przewróciłabym się, wpadając na babcię, która właśnie wychodziła z kuchni.
- Dziecko drogie, gdzie ci się tak śpieszy?
Spojrzałam na babcię, która wycierała ręce w zielony fartuch. Uśmiechnęła się do mnie ciepło, kiedy ucałowałam jej policzek.
- Idę się spotkać z Lucy - powiedziałam, owijając się grubym szalikiem w kratkę. Na dworze było przerażliwie zimno.
- Cudowna dziewczyna. Przyprowadż ją kiedyś do nas obiad.
- Obiecuję.
Ostatni raz obdarzyłam babcię uśmiechem i ruszyłam w stronę Starbucksa. Starałam się iść w miarę szybko, uważając równocześnie, aby nie przewrócić się na oblodzonym chodniku. Popadał deszcz z śniegiem, a z powodu tak niskiej temperatury wszystko zamarzło. Lucy nienawidzi, kiedy ktoś się spóżnia, a ja do punktualnych nie należę. Dotarłam do kawiarni piętnaście minut póżniej. Kiedy tylko weszłam, poczułam piękny zapach kawy. Kawiarnia była ładnie przystrojona, miała przytulny wygląd. Jak zwykle było tutaj bardzo dużo ludzi, którzy pragnęli się choć trochę ogrzać. Zdjęłam z siebie kurtkę i ruszyłam w stronę Lucy, która wesoło do mnie machała. Chwila .. wesoło? Myślałam, że będzie zła za moje spóżnienie. Przepchnęłam się przez grupę ludzi, mówiąc ciche przepraszam.
- Hej, sorki za spóżnienie.
Dziewczyna pocałowała mnie w policzek. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Wciąż nie mogę uwierzyć, dlaczego ludzie wyśmiewają się z jej wagi. Ma lekką nadwagę, ale co z tego? Ładnie się ubiera, ma piękne włosy, zawsze jest perfekcyjnie umalowana i śpiewa jak anioł. Dodatkowo ma złote serce i można na niej polegać. Jest dwudziesty pierwszy wiek, a ludzie wciąż patrzą się tylko na wagę, na wygląd, a nie na charakter. Potem się dziwią, że najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkali okazała się zwykłą, zdradziecką suką.
- Nic nie szkodzi. Nie jesteś jedyna.
Klapnęłam na krzesło, patrząc zdziwiona na Lucy. Byłam pewna, że same miałyśmy się tutaj spotkać.
- To kto jeszcze będzie z nami? - spytałam, stukając paznokciami o stół.
- Właściwie to ...
- Tutaj jesteście.
Podniosłam głowę, spoglądając na Paula, który był roześmiany, a jego policzki było mocno zaróżowione. Uśmiechnęłam się na ten widok, dopóki zza jego sylwetki nie wyłoniła się postać Harrego. Westchnęłam przerażona. A zapowiadało się tak cudownie. Jego zielone oczy patrzyły się na mnie przenikliwie. Wyglądał na zaskoczonego. Ugh ... więc nie tylko ja nie wiedziałam o dodatkowym gościu.
Ucałowałam Paula w policzek, a Harrego przywitałam zwykłym Hej. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, nawet przebywanie w jednym pomieszczeniu sprawia, że się denerwuje.
- Lucy, nie powiedziałaś mi, że będziemy mieli dodatkowych gościu - rozpoczęłam rozmowę, spoglądając wymownie na dziewczynę. Wydaje mi się, że o czymś takim powinnam zostać poinformowana.
- Wiem, przepraszam - Lucy zaczesała swoje długie, blond włosy na prawe ramię - ale dowiedziałam się chwilę temu.
Pokiwałam głową, spoglądając kątem oka na chłopaka siedzącego obok mnie. Obracał w dłoniach czarnego Iphona i patrzył się przez okno. Starał się nie zwracać na mnie uwagi.
- Dobra, przyszedłem na kawę - powiedział Paul, rozładowując napiętą atmosferę. - Idę zamawiać, więc co kto chce?
- Czarna.
Kiedy tylko Harry się odezwał, po moim ciele przeszły ciarki. Przypomniała mi się nasza rozmowa na pomoście. Westchnęłam, zamykając na chwilę oczy. Miałam o tym zapomnieć. Nie chcę sobie zepsuć wieczoru, ponieważ szanowny pan pobawię się twoimi uczuciami postanowił się tu zjawić.
- Jak twoja dusza? - spytałam, nie oczekując od niego odpowiedzi - Dla mnie będzie cappucino.
- Jasne słońce.
Uśmiechnęłam się ciepło do Paula, na co Harry prychnął pod nosem. O co mu chodzi? Jeśli się nie podoba, to niech wyjdzie. Nikt go na siłę nie trzyma.
- A i to ja stawiam. - powiedział Paul, kiedy zauważył jak wyciągam portfel.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Podziękowałam mu skinieniem głowy. Po chwili odszedł złożyć zamówienie wraz z Lucy, przez co zostałam sama z Harrym. Serio? Musieli mnie zostawić akurat z nim? Wzięłam serwetkę do ręki, starając się zająć czymkolwiek.
- Przepraszam.
Usłyszałam cichy szept obok siebie. Przysięgam, że chyba mi się coś wydawało i mam omamy słuchowe.
- Nie każ mi powtarzać, ponieważ tego nie zrobię.
Wow, więc mam się czuć zaszczycona, ponieważ wielki książę postanowił mnie przeprosić? Mam jeszcze klęknąć przed nim czy co? Prędzej to on powinien to zrobić.
- Dlaczego to zrobiłeś? - mój głos był przepełniony bólem. Ja naprawdę cierpiałam - Dlaczego mnie skrzywdziłeś?
- Chciałem ci pomóc.
Pokiwałam głową, nie zwracając uwagi na dłoń chłopaka, która dotknęła mojego ramienia.
- Następnym razem sprawdż lepiej w słowniku co znaczy słowo pomoc.
Wstałam gwałtownie i udałam się w stronę toalet. Nie miałam siły na rozmowę z nim. Teraz mnie przeprasza a powinien zastanowić się nad swoim czynem wcześniej. Rozumiem chciał mi ''pomóc", ale jeśli oczekiwał, że póżniej miałabym zapomnieć, to się mylił. Umyłam ręce i starłam tusz, który rozmazał mi się w kącikach. Nie jestem pewna, jak mam się przy nim zachować. Mam być spokojna, wyluzowana, obrażona? Dlaczego to jest takie trudne? Wzięłam kilka głębszych wdechów i wróciłam do stolika. Harry siedział skulony i wciąż bawił się swoim telefonem. Nie podniósł spojrzenia, kiedy usiadłam. Nie podziękował, kiedy po chwili dostał swoją kawę.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili ciszy Lucy, patrząc się na nas uważnie.
- A wygląda, żeby było?
- Harry - zganiał go Paul, mieszając swoją kawę.
- Co Harry? Co Harry? Nie będę udawał, że ją lubię. - w tym momencie wskazał na mnie palcem - Zachowuje się jak dziecko, ponieważ nie chce przyjąć moich przeproszeń. Królewna się znalazła.
Prychnął, zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Tak po prostu zostawił nas samych, oszołomionych zaistniałą sytuacją. Zrobiło mi się przykro. W pewnym sensie, w jakimś najmniejszym kawałku go choć trochę lubiłam, a teraz? Nie wydaje mi się, aby przyjażń była nam pisana. Ba, żadna bliska relacja nie jest nam pisana.
- Przepraszam za niego - powiedział Paul, spoglądając na mnie z smutkiem.
Nie miał za co. To nie on, a Harry powinien błagać mnie o przebaczenie. Jestem jednak świadoma, że prędko to nie nastąpi.
Wypiłam łyk kawy, zostawiając ślad mojej czerwonej szminki na brzegu filiżanki.
- Nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo cię nie lubi.
Ja wiem.
- Ja również nie wiem - skłamałam.
Jest zły na siebie, ponieważ wyrządził mi krzywdę, ale nie chce się do tego przyznać. Całą swoją złość przelewa na mnie, co sprawia, że cierpię. Harry się zmienia, mimo że nie chce do tego doprowadzić. Broni się przed wszystkim co dobre, ponieważ uważa, że na to nie zasługuje.
- Czy możemy o tym proszę nie rozmawiać? - spytałam, co od razu znalazło się z aprobatą moich przyjaciół. Mimo wszystko czułam przenikliwy wzrok Paula na sobie. Wiedziałam, że czeka mnie póżniej poważna rozmowa.
Piliśmy kawę i rozmawialiśmy na wszystkie możliwe tematy, omijając sprawę z Harrym. Poznałam kilka ciekawych historii na temat członków Varsity. Kiedyś Harry tak bardzo wkurzył się na Sue na balu, że wylał na jej suknię wartą kilka tysięcy poncz. Bądżmy szczerzy, czerwone plamy nie wyglądały uroczo z kamieniami Svarovskiego. Albo poznałam też kolejną historię. Był dzień egzaminów z języka angielskiego. Wiadomo, trzeba było przyjść ładnie ubranym, na galowo. Mniejsza z tym. Paul uznał, że musi go zdać na 101 %, więc przygotowywał się całą noc. Z tego powodu rano był potwornie zmęczony. Przyszedł do szkoły, ledwie otwierał oczy, a do sali wpadł spóżniony. No cóż, to nie to wywołało uśmiech innych, a jego piżama. Zgadza się, przyszedł na ważny egzamin do szkoły w piżamie, a raczej jej braku. Pojawił się w krótkich spodenkach z myszką Mickey. Jak to usłyszałam, to oplułam się kawą, a swoich śmiechem zwróciłam uwagę połowy osób w kawiarni. Lucy powiedziała, że gdzieś w internecie wciąż krążą jego zdjęcia. Sytuacja jest przezabawna, ale zastanawia mnie jedno. Jakim cudem nikt w drodze do szkoły nie zwrócił mu uwagi, jak on sam mógł tego nie zauważyć?
Spotkanie, pomimo incydentu na samym początku, przebiegło bardzo pomyślnie. Wydaje mi się, że potrzebowałam w swoim życiu osób, które uczyniłyby je lepszym. Znamy się bardzo krótko, jednak zaczynam darzyć ich coraz większymi uczuciami. Odnalazłam osoby, które się ze mnie nie śmieją. Mogę z nimi miło spędzić czas, wiem również, że w każdej chwili mogę na nich polegać.
- Właśnie! - krzyknął Paul, wyprowadzając mnie z dziwnego transu. W pewnym momencie przestałam ich słuchać, a skupiłam się na własnych myślach - Zapraszam was na imprezę.
Zachłysnęłam się kawą. Ja i impreza? Te słowa nie łączą się w żaden możliwy sposób. Byłam na jednej i uznałam, że nigdy więcej. Miałam wtedy 16 lat i był to najgorszy rok mojego nędznego życia. Pewnego dnia znalazłam w szafce anonimowe zaproszenie na imprezę, którą organizowała szkolna elita. Byłam zdziwiona, zwłaszcza, że podpisał ją Matt. Nigdy mnie nie lubił i zawsze znajdował okazję, aby się ze mnie pośmiać. Odrzuciłam zaproszenie, ale przez następny tydzień dostawał liściki i kwiaty. To zawsze były róże. Do dzisiaj przypominają mi, jak zdradzieckimi kwiatami są. Nie dziwię się, że mają kolce. W końcu uznałam, co mi szkodzi. Byłam głupią, zaślepioną dziewczyną, która pragnęła chodż trochę miłości. Przyjęłam zaproszenie i postanowiłam udać się na imprezę. Ubrałam moją jedyną sukienkę, nałożyłam na usta czerwoną szminkę, którą podkradłam mamie. Chciałam być ładna dla Matta. Przyszłam na imprezę, co zwróciło uwagę wszystkich zebranych. Śmiali się .... śmiali się ze mnie. Podeszłam do Matta, który trzymał na kolanach tlenioną blondynę. Przysięgam, że jej sztuczny biust praktycznie wylewał się z koszulki. Do dzisiaj pamiętam chichot Matta, pamiętam ten szyderczy śmiech, kiedy wskazywał na duży monitor. Przewijały się na nim zdjęcia, moje zdjęcia, moje nagie zdjęcia. Wszystkie zostały zrobione, kiedy brałam prysznic po wf-ie. Byłam pewna wtedy, że wszyscy już wyszli z szatni. Starałam się jak najszybciej wybiec z tego domu. Do dziś czuję obleśne ręce chłopaków na swoim ciele, czuję jak mnie popychają. Chciałam uciec, jednak ludzie zagracali mi drogę. Pokazywali na mnie palcami, wyzywali mnie. Złamali mnie doszczętnie. Zabrali kawałek mnie, jednak to nie był koniec. Zdjęcia zaczęły krążyć po internecie, a sprawa nie ucichła do końca roku szkolnego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo zażenowana. Taka naga. Nikomu tego nie życzę, naprawdę nikomu.
- Em, nie jestem pewna - odezwałam się, czując na sobie ciekawskie spojrzenia przyjaciół.
- Ale dlaczego? - spytała Lucy, stukając paznokciami o blat stolika - Przecież będzie fajnie.
- Wydaje mi się, że imprezy nie są dla mnie. - wzruszyłam ramionami.
- No proszę cię.
Paul podszedł do mnie i podając mi rękę, pomógł wstać.
- Zgódż się, proszę, prooooszę.
- Nie, ja chyba ...
Wtedy chłopak uklęknął przede mną na jedno kolano, zwracając uwagę ludzi w kawiarni.
- Mogę tak cały dzień - jego ciepłe usta dotknęły mojej dłoni - Chodż osobiście mi się to nie uśmiecha, więc proszę, powiedz tak.
Chłopak postawił mnie pod ścianą. Nie miałam wyjścia. Nie ważne jak bym się wykręciła, wiem, że i tak by mnie tam zabrali, chodżby i w piżamie. Bardzo mi zależy na ich przyjażni, więc jeśli pójdę z nimi na imprezę, to może nic mi nie zaszkodzi?
- Tak.
Ludzie zaczęli klaskać, kiedy chłopak wziął mnie w swoje ramiona i delikatnie okręcił. Zarumieniłam się, wracając na swoje miejsce. Ludzi chyba sobie za dużo wyobrazili. Upiłam łyka zimnej już kawy.
- Paul, nie jestem z ciebie zbyt zadowolona - powiedziała Lucy, karcąc chłopaka wzorkiem - żeby oświadczać się w Starbucksie i jeszcze nie dać jej pierścionka? Słaby z ciebie romantyk.
- Przepraszam. Czy ty, Jade, zostaniesz moją wybranką już do końca? - spytał, zakładając na mój palec najmniejszy z pierścionków Lucy. Mimo tego i tak było za duży.
Uśmiechnęłam się na słowa chłopaka.
- Przykro mi, ale nie. - podniosłam głowę, wczuwając się w swoją rolę - Kocham kogoś innego.
Paul spojrzał na mnie przerażony, a Lucy udawała,że ociera łzy.
- Proszę - zaczął łamiącym się głosem - powiedz mi, kto jest twoim wybrankiem?
- Brat kuzyna, zmarłego wujka od strony twojej siostry.
Przyjaciele spojrzeli na mnie zszokowani, a po chwili wspólnie się śmialiśmy. Jedno mogę przyznać. Jesteśmy dziwni, ale właśnie za to ich polubiłam. Są inni ode mnie, dzięki czemu cudownie się dopełniamy. Cały czas się śmieją i robią zamęt wokół siebie. Lubią, kiedy coś się dzieje i przy nich nigdy nie muszę się nudzić. Znamy się krótko, ale naprawdę dobrze się z nimi dogaduje.
Nagle Paul dostałam wiadomość na swoim telefonie. Przez chwilę mignęła mi tapeta z zdjęciem jego i Lucasa. Nie wiedziałam, że się przyjażnią. Wydawali się być obojętni wobec siebie na zajęciach.
- Niestety, ale muszę się już zbierać - westchnął chłopak, zakładając kurtkę - Lucy, kochanie podwieziesz mnie, prawda?
- Jeśli zmieścisz swój gruby tyłek do mojego auta, to pewnie.
- On nie jest gruby. Przy okazji wszyscy go kochają. Prawda Jade? - spytał się mnie, wskazując na tyłek.
Zaśmiałam się na ich wymianę zdań i energicznie pokiwałam głową
- Stanowczo.
Kiedy i Lucy wstała, również zaczęłam się ubierać. Moja kawa się skończyła, nie miałam też potrzeby siedzieć sama w kawiarni. Na dworze była bardzo ciemno, zbliżała się 20. Powinna stanowczo wracać do domu, aby babcia nie zaczęła się o mnie martwić. Nigdy nie wiadomo, jakiego zboczeńca można spotkać po drodze.
- Podwiozę cię - powiedziała Lucy, kiedy wyszliśmy na mrożne powietrze. Otuliłam się szczelniej szalikiem.
- Nie chcę robić problemu ...
- To nie było pytanie, tylko stwierdzenie - zarządziła dziewczyna, zatrzymując się przez samochodem. Nie jestem dobra w te klocki, więc nawet nie rozpoznałam marki. Wiem tylko, że jest biały i cholernie drogi.
Usiadłam na tylnym siedzeniu, wdychając zapach skóry i cytryny. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, a wiedziałam, że czeka mnie nieprzespana noc. Kolejna z rzędu. Uśmiechnęłam się mimo wszystko, kiedy przyjaciele zaczęli śpiewać. Po chwili dołączyłam się do nich, wykrzykując słowa piosenki Dynamite. Już dawno nie czułam się taka wolna i szczęśliwa. Otworzyłam okno, nie przejmując się lodowatym powietrzem, które wleciało do środka. Uniosłam ręce do góry i zamknęłam oczy. Pochłaniałam tą chwilę całą sobą.
Notka od autorki: Witam ponownie! Jak wrażenia po rozdziale? Mam nadzieję, że warto było na niego poczekać. Jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność. Zostawiajcie po sobie komentarze! Czekam na wasze opinie.
Zapraszam również na moje drugie opowiadanie: http://smoke-with-me.blogspot.com
Następny rozdział już w niedzielę!
All the love,
Anastazja.
wtorek, 1 marca 2016
WIELKI POWRÓT
Przepraszam, bardzo, bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście i znajdą się osoby, które będą czytały moje opowiadanie. Przepraszam, jeśli kogoś zawiodłam moją nieobecnością. Nie byłam jednak w stanie napisać żadnego nowego rozdziału. Miałam duże problemy zdrowotne i rodzinne. Przez mój stan zdrowia nie byłam w stanie rozmyślać nad opowiadaniem. Bardzo was przepraszam, jednak nie martwcie się, nie zapomniałam o was. Obiecuję, że nie zniknę tak więcej. Od teraz, rozdziały będą dodawane w każdą niedzielę. Mam nadzieję, że ten dzień wam będzie pasował. Życzę wam miłego tygodnia i do zobaczenia w niedzielę. Kocham was i jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność.
All the love,
Anastazja
All the love,
Anastazja
czwartek, 4 lutego 2016
Rozdział 7 Decyzja została podjęta
Znalazłam się w ramionach dziewczyny, która mocno mnie do siebie przytuliła.
- Nic się wielkiego nie stało, nie masz co się martwić - powiedział cicho Paul, starając się nie zdenerwować Lucy, która zaczynała być kłębkiem nerwów.
- To twoja wina, co jej powiedziałeś!?! - wykrzyczała Lucy, szturchając chłopaka w klatkę piersiową.
- Ale on nic...
Naprawdę chciałam mu pomóc, ale dziewczyna mnie nie słuchała. Wydawało mi się,jakbym rozpętała prawdziwe piekło. Lucy zaczęła wymachiwać rękoma i krzyczeć zupełnie niestworzone rzeczy. Biedny Paul musiał słuchać jakim jest dupkiem oraz jak powinien używać mózgu. Gdyby nie Harry, jestem pewna, że chłopak nie wyszedłby z tej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu.
- Co się tutaj do cholery wyprawia? Czy możecie uspokoić swoje zwierzęce ego, zwłaszcza ty Lucy? Jestem pewien, że na Antarktydzie cię słyszeli.
Harry wcale nie przesadził. Czuję, jakby moje bębenki w uszach uschły i zupełnie zanikły po jej krzyku.
- No bardzo mi przykro, ale to wina Paula. Doprowadził Jade do płaczu.
- Co zrobił?
Oczy Harrego nagle pociemniały, a ręce zacisnęły się w pięści.
- To nie prawda!
- Nie kłam! - powiedzieli równocześnie Harry i Lucy.
- Wysłuchajcie mnie okey?!? - krzyknęłam, starając się ich uspokoić - Płakałam, ponieważ Paul powiedział najmilszą rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam.Chcę mi pomóc, co bardzo doceniam, dlatego proszę, nie wymyślajcie swoich własnych historii.
Na korytarzu zapanowała kompletna cisza. Lucy i Harry popatrzyli się na siebie, na mnie i na końcu na Paula.
- Przepraszam cię stary - powiedział pierwszy Harry, klepiąc chłopaka po plecach.
- Ja też cię przepraszam - westchnęła dziewczyna, podchodząc bliżej chłopaka - Po prostu martwię się o Jade, bałam się, że naprawdę ją skrzywdziłeś.
- Nie mógłbym tego zrobić - chłopak przygarnął do siebie Lucy, mocno przytulając.
Przyrzekam, że w tym momencie moje serce zaczęło się topić. Wyczułam w jego głosie dobroć, był również szczery. Żaden chłopak nie zachowywał się tak wobec mnie nigdy ... no może oprócz Harrego.
Drzwi od sali muzycznej otworzyły się po raz kolejny i ujrzeliśmy głowę Liama.
- Nie chcę wam przeszkadzać w wyznaniach miłosnych, ale tracimy czas.
Chłopak miał rację. Za oknem zaczęło się ściemniać, a nie mieliśmy jeszcze niczego przygotowanego. Nie byłam wtajemniczona w całą sprawę. Tak, to oznacza, że zgodzę się dołączyć do Varsity. Może to lekkomyślne, może to głupie, ale co mi szkodzi spróbować. Muszę posłuchać się Paula i zmienić coś w swoim życiu. Ostatnie lata przeleciały mi między palcami, nie pozwolę, aby teraz było tak samo.
Weszliśmy ponownie do sali. Lucas dalej czytał swoją książkę, a Sue wystukiwała rytm na ekranie telefonu.
- Co wy tak długo robiliście?
- Obmyślaliśmy plan zamordowania cię. Wolisz szybką i bezbolesną śmierć czy może wybierasz tą powolną w katuszach - powiedziałam, siadając przy pianinie. Wyprostowałam nogi i wytarłam spocone dłonie o nogawki spodni. - osobiście widziałabym cię w drugiej opcji.
Dziewczyna przewróciła oczami i wróciła do przeglądania czegoś w telefonie.
- Więc, zanim zaczniemy. Jade, czy chciałabyś dołączyć do Varsity? - spytała Lucy, zaciskając swoje ręce w pięści. Zauważyłam, jak pierścionki wrzynały się w jej skórę.
- Ja .. no .. - zamknęłam oczy i mocno odetchnęłam. Teraz albo nigdy- zgadzam się.
- Wiedziałem! - wykrzyczał Paul i wziął mnie w swoje objęcia. - Dziękuję, że się zgodziłaś - szept dotarł do moich uszu.
- To ja dziękuję tobie - również wyszeptałam, wdychając zapach perfum chłopaka.
- Więc skoro wszystko już wyjaśnione - powiedziała zadowolona Lucy - to zapewne chcesz wiedzieć o co tak naprawdę chodzi w tym konkursie.
- Tak - westchnęłam uradowana - byłabym wdzięczna.
- Przygotowywaliśmy się do niego przez ostatnie dwa lata. Nabieraliśmy wprawy, jeżdząc na coraz to nowsze konkursy. Aż wreszcie nadszedł szaleńczy okres czasu dla wszystkich chórów z Londynu i okolic. Od teraz rozpoczną się konkursy na których liczy się zajęte miejsce, a nie liczba uzyskanych punktów. Najpierw czeka nas ćwierćfinał, półfinał i na końcu finał. Najpierw przechodzą grupy z miejscami 8 i niżej. Do finału przechodzą tylko 4 grupy.
- Okey, z iloma chórami zaczynamy?
- Około 25. - westchnął Harry, przeczesując swoje loki palcami.
- Ile? - wytrzeszczyłam oczy - Żeby wejść do półfinału musimy pokonać przynajmniej 16 grup?
- Wow, jednak matematyka nie jest taka trudna.
Oczywiście Sue musiała wtrącić swoje trzy grosze. Ta dziewczyna staje się coraz bardziej denerwująca. Nie rozumiem jak inni mogli z nią wytrzymać.
- W przeciwieństwie do ciebie potrafię odejmować.
- Dziewczyny - westchnęła Lucy, przykładając palce do skroni.
- Jeśli się nie uspokoicie, to obie stąd wylecicie, jasne? - powiedział poważnie wkurzony Harry, przyglądając się nam.
- To nie moja wina. - powiedziałam, obejmując się rękoma. Zrobiło mi się dziwnie zimno.
- W ogóle to co ona tutaj robi? - barbie pokazała na mnie swoim różowym tipsem - poradzilibyśmy sobie bez niej.
- Skoro jesteś tak mądra, to śmiało, może sama odejdziesz? - do rozmowy wtrącił się Harry, który jak ja zaczął tracić panowanie.
- A może ty zechciałbyś opuścić nasze skromne progi i udać się jak najdalej stąd? - Sue uśmiechnęła się sztucznie w stronę chłopaka.
- Wow, użyłaś mądrych słów - powiedziałam- jestem z ciebie taka dumna.
Nikt mnie jednak nie słuchał. Wszyscy byli zapatrzeni na Harrego, który przewrócił krzesło i wyszedł z sali, trzaskając drzwiami.
Skuliłam się na ten dżwięk. Nigdy nie kojarzył mi się dobrze. Cała kłótnia była głupia i było mi przykro, że w niej uczestniczyłam. Nie zrobiłam najlepszego pierwszego wrażenia.
- Kurwa - powiedział Paul, ruszając za swoim przyjacielem.
No cóż, o dwóch mniej. Ta sytuacja robi się coraz gorsza.
Lucy westchnęła, garbiąc się na krześle.
- No cóż, najwidoczniej dzisiaj już nic więcej nie zdziałamy - powiedziała zawiedziona, zakładając torbę na ramię i biorąc kurtkę do ręki - Możecie iść do domu. Napiszę, czy jutro robimy próbę.
Lucy wyszła, zostawiając mnie trochę oszołomioną. Nie tego się spodziewałam, chodż bądżmy szczerzy, żadnej z rzeczy, które się dzisiaj wydarzyły się nie spodziewałam. Założyłam kurtkę, zabrałam torebkę i żegnając się krótkim - Cześć ruszyłam za dziewczyną. Poszłam za nią do toalety, nie odzywając się po drodze słowem. Starałam się wymyśleć, co mogłabym powiedzieć.
Położyłam torbę na ziemi, spoglądając na Lucy, która myła ręce. Tak naprawdę starała się czymś zająć.
- Przepraszam - zaczęłam, bawiąc się nitką wystającą z mojego swetra - nie powinnam była wdawać się z nią w kłótnie.
- Nie powinnaś była - przyznała dziewczyna, wycierając ręce o zielony papier - ale wina nie leży tylko po twojej stronie.
- Wiem, ale powinnam coś zrobić. - mój głos delikatnie się załamał. Czemu byłam taka słaba - przez to zepsułam próbę.
Dziewczyna mnie do siebie mocno przytuliła.
- Nic nie zepsułaś. Nie martw się
- Ale przecież ... ja .... i Harry
- To Sue zawiniła. Nie przejmuj się, ale proszę ... następnym razem staraj się ją po prostu olać.
Pokiwałam głową, wycierając delikatnie policzki z łez. Bardzo się cieszę, że Lucy nie jest na mnie zła. Martwiłam się, że mogłam zniszczyć naszą przyjażń.
- Dziękuję, że mogłam do was dołączyć.
- Ależ to ja powinnam podziękować tobie, nawet nie wiesz jak bardzo uratowałaś nasz zespół.
Uśmiechnęłam się na jej słowa. Tyko potwierdziła mnie w przekonaniu, że dokonałam właściwej decyzji. Bardzo się cieszę, że przyjęłam jej propozycję. Powinnam coś zmienić w swoim życiu, a dołączenie do Varsity może być dobrym początkiem.
- Muszę lecieć słońce. Głowa do góry - powiedziała uśmiechnięta Lucy i pocałowała mnie w policzek.
Pomachałam do dziewczyny i patrzyłam jak znika za drzwiami. Może moje decyzja była zbyt gwałtownie podjęta, może za dużo ryzykuje, ale mam to gdzieś. Jeśli dzięki temu będę szczęśliwa to nie mam czego żałować.
- Nic się wielkiego nie stało, nie masz co się martwić - powiedział cicho Paul, starając się nie zdenerwować Lucy, która zaczynała być kłębkiem nerwów.
- To twoja wina, co jej powiedziałeś!?! - wykrzyczała Lucy, szturchając chłopaka w klatkę piersiową.
- Ale on nic...
Naprawdę chciałam mu pomóc, ale dziewczyna mnie nie słuchała. Wydawało mi się,jakbym rozpętała prawdziwe piekło. Lucy zaczęła wymachiwać rękoma i krzyczeć zupełnie niestworzone rzeczy. Biedny Paul musiał słuchać jakim jest dupkiem oraz jak powinien używać mózgu. Gdyby nie Harry, jestem pewna, że chłopak nie wyszedłby z tej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu.
- Co się tutaj do cholery wyprawia? Czy możecie uspokoić swoje zwierzęce ego, zwłaszcza ty Lucy? Jestem pewien, że na Antarktydzie cię słyszeli.
Harry wcale nie przesadził. Czuję, jakby moje bębenki w uszach uschły i zupełnie zanikły po jej krzyku.
- No bardzo mi przykro, ale to wina Paula. Doprowadził Jade do płaczu.
- Co zrobił?
Oczy Harrego nagle pociemniały, a ręce zacisnęły się w pięści.
- To nie prawda!
- Nie kłam! - powiedzieli równocześnie Harry i Lucy.
- Wysłuchajcie mnie okey?!? - krzyknęłam, starając się ich uspokoić - Płakałam, ponieważ Paul powiedział najmilszą rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam.Chcę mi pomóc, co bardzo doceniam, dlatego proszę, nie wymyślajcie swoich własnych historii.
Na korytarzu zapanowała kompletna cisza. Lucy i Harry popatrzyli się na siebie, na mnie i na końcu na Paula.
- Przepraszam cię stary - powiedział pierwszy Harry, klepiąc chłopaka po plecach.
- Ja też cię przepraszam - westchnęła dziewczyna, podchodząc bliżej chłopaka - Po prostu martwię się o Jade, bałam się, że naprawdę ją skrzywdziłeś.
- Nie mógłbym tego zrobić - chłopak przygarnął do siebie Lucy, mocno przytulając.
Przyrzekam, że w tym momencie moje serce zaczęło się topić. Wyczułam w jego głosie dobroć, był również szczery. Żaden chłopak nie zachowywał się tak wobec mnie nigdy ... no może oprócz Harrego.
Drzwi od sali muzycznej otworzyły się po raz kolejny i ujrzeliśmy głowę Liama.
- Nie chcę wam przeszkadzać w wyznaniach miłosnych, ale tracimy czas.
Chłopak miał rację. Za oknem zaczęło się ściemniać, a nie mieliśmy jeszcze niczego przygotowanego. Nie byłam wtajemniczona w całą sprawę. Tak, to oznacza, że zgodzę się dołączyć do Varsity. Może to lekkomyślne, może to głupie, ale co mi szkodzi spróbować. Muszę posłuchać się Paula i zmienić coś w swoim życiu. Ostatnie lata przeleciały mi między palcami, nie pozwolę, aby teraz było tak samo.
Weszliśmy ponownie do sali. Lucas dalej czytał swoją książkę, a Sue wystukiwała rytm na ekranie telefonu.
- Co wy tak długo robiliście?
- Obmyślaliśmy plan zamordowania cię. Wolisz szybką i bezbolesną śmierć czy może wybierasz tą powolną w katuszach - powiedziałam, siadając przy pianinie. Wyprostowałam nogi i wytarłam spocone dłonie o nogawki spodni. - osobiście widziałabym cię w drugiej opcji.
Dziewczyna przewróciła oczami i wróciła do przeglądania czegoś w telefonie.
- Więc, zanim zaczniemy. Jade, czy chciałabyś dołączyć do Varsity? - spytała Lucy, zaciskając swoje ręce w pięści. Zauważyłam, jak pierścionki wrzynały się w jej skórę.
- Ja .. no .. - zamknęłam oczy i mocno odetchnęłam. Teraz albo nigdy- zgadzam się.
- Wiedziałem! - wykrzyczał Paul i wziął mnie w swoje objęcia. - Dziękuję, że się zgodziłaś - szept dotarł do moich uszu.
- To ja dziękuję tobie - również wyszeptałam, wdychając zapach perfum chłopaka.
- Więc skoro wszystko już wyjaśnione - powiedziała zadowolona Lucy - to zapewne chcesz wiedzieć o co tak naprawdę chodzi w tym konkursie.
- Tak - westchnęłam uradowana - byłabym wdzięczna.
- Przygotowywaliśmy się do niego przez ostatnie dwa lata. Nabieraliśmy wprawy, jeżdząc na coraz to nowsze konkursy. Aż wreszcie nadszedł szaleńczy okres czasu dla wszystkich chórów z Londynu i okolic. Od teraz rozpoczną się konkursy na których liczy się zajęte miejsce, a nie liczba uzyskanych punktów. Najpierw czeka nas ćwierćfinał, półfinał i na końcu finał. Najpierw przechodzą grupy z miejscami 8 i niżej. Do finału przechodzą tylko 4 grupy.
- Okey, z iloma chórami zaczynamy?
- Około 25. - westchnął Harry, przeczesując swoje loki palcami.
- Ile? - wytrzeszczyłam oczy - Żeby wejść do półfinału musimy pokonać przynajmniej 16 grup?
- Wow, jednak matematyka nie jest taka trudna.
Oczywiście Sue musiała wtrącić swoje trzy grosze. Ta dziewczyna staje się coraz bardziej denerwująca. Nie rozumiem jak inni mogli z nią wytrzymać.
- W przeciwieństwie do ciebie potrafię odejmować.
- Dziewczyny - westchnęła Lucy, przykładając palce do skroni.
- Jeśli się nie uspokoicie, to obie stąd wylecicie, jasne? - powiedział poważnie wkurzony Harry, przyglądając się nam.
- To nie moja wina. - powiedziałam, obejmując się rękoma. Zrobiło mi się dziwnie zimno.
- W ogóle to co ona tutaj robi? - barbie pokazała na mnie swoim różowym tipsem - poradzilibyśmy sobie bez niej.
- Skoro jesteś tak mądra, to śmiało, może sama odejdziesz? - do rozmowy wtrącił się Harry, który jak ja zaczął tracić panowanie.
- A może ty zechciałbyś opuścić nasze skromne progi i udać się jak najdalej stąd? - Sue uśmiechnęła się sztucznie w stronę chłopaka.
- Wow, użyłaś mądrych słów - powiedziałam- jestem z ciebie taka dumna.
Nikt mnie jednak nie słuchał. Wszyscy byli zapatrzeni na Harrego, który przewrócił krzesło i wyszedł z sali, trzaskając drzwiami.
Skuliłam się na ten dżwięk. Nigdy nie kojarzył mi się dobrze. Cała kłótnia była głupia i było mi przykro, że w niej uczestniczyłam. Nie zrobiłam najlepszego pierwszego wrażenia.
- Kurwa - powiedział Paul, ruszając za swoim przyjacielem.
No cóż, o dwóch mniej. Ta sytuacja robi się coraz gorsza.
Lucy westchnęła, garbiąc się na krześle.
- No cóż, najwidoczniej dzisiaj już nic więcej nie zdziałamy - powiedziała zawiedziona, zakładając torbę na ramię i biorąc kurtkę do ręki - Możecie iść do domu. Napiszę, czy jutro robimy próbę.
Lucy wyszła, zostawiając mnie trochę oszołomioną. Nie tego się spodziewałam, chodż bądżmy szczerzy, żadnej z rzeczy, które się dzisiaj wydarzyły się nie spodziewałam. Założyłam kurtkę, zabrałam torebkę i żegnając się krótkim - Cześć ruszyłam za dziewczyną. Poszłam za nią do toalety, nie odzywając się po drodze słowem. Starałam się wymyśleć, co mogłabym powiedzieć.
Położyłam torbę na ziemi, spoglądając na Lucy, która myła ręce. Tak naprawdę starała się czymś zająć.
- Przepraszam - zaczęłam, bawiąc się nitką wystającą z mojego swetra - nie powinnam była wdawać się z nią w kłótnie.
- Nie powinnaś była - przyznała dziewczyna, wycierając ręce o zielony papier - ale wina nie leży tylko po twojej stronie.
- Wiem, ale powinnam coś zrobić. - mój głos delikatnie się załamał. Czemu byłam taka słaba - przez to zepsułam próbę.
Dziewczyna mnie do siebie mocno przytuliła.
- Nic nie zepsułaś. Nie martw się
- Ale przecież ... ja .... i Harry
- To Sue zawiniła. Nie przejmuj się, ale proszę ... następnym razem staraj się ją po prostu olać.
Pokiwałam głową, wycierając delikatnie policzki z łez. Bardzo się cieszę, że Lucy nie jest na mnie zła. Martwiłam się, że mogłam zniszczyć naszą przyjażń.
- Dziękuję, że mogłam do was dołączyć.
- Ależ to ja powinnam podziękować tobie, nawet nie wiesz jak bardzo uratowałaś nasz zespół.
Uśmiechnęłam się na jej słowa. Tyko potwierdziła mnie w przekonaniu, że dokonałam właściwej decyzji. Bardzo się cieszę, że przyjęłam jej propozycję. Powinnam coś zmienić w swoim życiu, a dołączenie do Varsity może być dobrym początkiem.
- Muszę lecieć słońce. Głowa do góry - powiedziała uśmiechnięta Lucy i pocałowała mnie w policzek.
Pomachałam do dziewczyny i patrzyłam jak znika za drzwiami. Może moje decyzja była zbyt gwałtownie podjęta, może za dużo ryzykuje, ale mam to gdzieś. Jeśli dzięki temu będę szczęśliwa to nie mam czego żałować.
OGŁOSZENIA
Dziękuję bardzo wszystkim, którzy to czytają. Nie macie pojęcia, jak wiele to dla mnie znaczy. Byłabym jednak wdzięczna za większą ilość komentarzy ... okey za jakiekolwiek komentarze. Nie musicie pisać recenzji, ale wystarczyłoby tylko kilka słów. Bardzo mi zależy na jak największej ilości czytających. Nie chcę do niczego zmuszać, ale proszę, pozostawcie coś po sobie. To naprawdę niewiele, a zachęca do dalszego pisania.
No, to chyba tyle z ogłoszeń parafialnych. Rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj. Będzie raczej przejściowy, więc nie oczekujcie szalonych zwrotów akcji bądż jakiegoś morderstwa. Śmiem stwierdzić, wszystko w swoim czasie.
ZAPRASZAM RÓWNIEŻ NA MOJE DRUGIE OPOWIADANIE: http://smoke-with-me.blogspot.com
No, to chyba tyle z ogłoszeń parafialnych. Rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj. Będzie raczej przejściowy, więc nie oczekujcie szalonych zwrotów akcji bądż jakiegoś morderstwa. Śmiem stwierdzić, wszystko w swoim czasie.
ZAPRASZAM RÓWNIEŻ NA MOJE DRUGIE OPOWIADANIE: http://smoke-with-me.blogspot.com
środa, 3 lutego 2016
Rozdział 6 Czemu do cholery płakałaś?
- Co? - spytałam. Ustałam na drżących nogach i przeczesałam włosy
palcami. To wszystko wydaje się być cholernym snem, z którego nie chcę
się wybudzić. - Lucy, o co chodzi?
- Chcesz do nas dołączyć? Byłoby cudownie mieć cię w zespole.
Poczułam ciepły oddech dziewczyny na moim karku. Stała za mną i delikatnie głaskała moje plecy, abym się rozlużniła. Nie było to jednak możliwe, ponieważ przez moją głowę przewijało się milion różnych myśli.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili Blanka, spoglądając na mnie dziwnie - Zrobiłaś się blada.
- Ta, tak, wszystko okey - usiadłam na ziemi w siadzie skrzyżnym, podpierając głowę rękoma. - Możecie mi proszę wszystko dokładnie wyjaśnić? Nie jestem w stanie zrozumieć...
- Więc tak, potrzebujemy jednej osoby do chóru, a Paul uznał, że idealnie zastąpisz naszego wcześniejszego pianistę.
- Skąd takie przypuszczenie, że się nadaję?
Zwróciłam się w stronę Paula. Na jego twarzy znajdował się uśmiech, a oczy błyszczały radośnie.
- Przed chwilą udowodniłaś, że jesteś z nas wszystkich najlepsza.
Poczułam jak się rumienię. Mam nadzieję, że warstwa makijażu to przykryła.
- Proszę was, nie jest aż taka dobra.
- Zamknij chociaż raz swoje szanowne usteczka,okey?- spytał z jadem w głosie Harry.
- Liam, powiedz coś mu! - wrzasnęła do swojego chłopaka Sue, marszcząc przy tym czoło. Powinna na to uważać, ponieważ mogą jej się zrobić zmarszczki.
- Mówię ci coś.
Liam westchnął, zupełnie nie wzruszony zdenerwowaną Sue,która stukała nerwowo paznokciami po telefonie. Najwidoczniej był przyzwyczajony do humorków swojej dziewczyny oraz do opinii innych na jej temat. Zastanawiam się, po co on z nią jest, skoro w ogóle się nią nie zajmuje.
- Możemy przejść do sedna? - spytał Lucas, spoglądając na nas spod książki. - Nie mam całego dnia na słuchanie waszych rozmów.
- Nie martw się, też mam lepsze rzeczy do roboty - westchnęłam, spoglądając ze zrozumieniem na Lucasa.
- Na przykład siedzenie w domu? - prychnęła Sue, grzebiąc w czarnej torebce od Michaela Korsa.
- Uwierz mi, że to jest o wiele ciekawsze od oglądania twojej krzywej mordy.
Sue wstała gwałtownie z krzesła, przewracając przy tym otwartą butelkę z wodą. Ciecz rozlała się na drewnianej powierzchni, a ona niczym się nie przejmując, ruszyła w moją stronę. Gdyby nie interwencja Liama, zapewne po jedną z nas jechałby już ambulans. Na ogół jestem bardzo spokojną dziewczynką, jeśli jednak ktoś mnie zdenerwuje to bez pałki (lub innego ciężkiego przedmiotu nadającego się do obrony własnej) radzę nie podchodzić.
- Jezu, dziewczyny, uspokójcie się - powiedział Paul, sprzątając rozlaną wodę. Oczywiście, księżniczka Sue nie mogła ruszyć swojego tyłka i to wytrzeć. - Nie chcemy doprowadzić do trzeciej wojny światowej.
- Którą to ja bym wygrała - westchnęła z zachwytem Sue, przeglądając się w małym różowym lusterku.
- Przed czy po tym, jak pobiegniesz do Liama z płaczem po pomoc?
To ją zamknęło. W końcu ktoś musi ją nauczyć, że powinna szanować ludzi.
- Serio, czy możecie skończyć? Obie? - skarciła mnie wzrokiem Lucy - Chciałabym przejść do sedna sprawy.
- Jasne, przepraszam - westchnęłam, opierając się o krzesło. Dzisiaj wydarzyło się stanowczo za wiele rzeczy. Jedyne na co mam ochotę to usiąść z kubkiem herbaty pod kocem i przeglądać tumblra.
- Nasz chór nazywa się Varsity. Nazwa ta zachowała się odkąd nasi pradziadkowie chodzili do tej szkoły. Oni również byli częścią chóru, uczęszczali na różne konkursy, wysławiali naszą szkołę. Staramy się podtrzymać tą tradycję od dwóch lat, oczekując na najważniejszy konkurs w naszym życiu. Przygotowaliśmy się do niego naprawdę długo, ale plany poszły się .. no cóż .. walić.
- To kurwa mało powiedziane. - powiedział wkurzony Harry. Zauważyłam, jak jego ręce zacisnęły się w pięści - Ten dupek zostawił to wszystko kilka miesięcy przed najważniejszym konkursem w naszym życiu, wystawił nas.
- Przepraszam was - powiedziała załamana Blanka, wybiegając z klasy z łzami w oczach. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na dziewczynę, do której wspomnienia zaczęły powracać. To najgorsze co mogło się jej przydarzyć. Zakochać się w człowieku, który odszedł nie tylko od niej, ale również od znajomych. Zniszczył wszystko, nad czym pracowali. Pokochała zdrajcę i widzę, jak bardzo teraz cierpi.
Za dziewczyną pobiegła Lucy. Wydało mi się dziwne, że nie zrobiła tego ,,przyjaciółka'' Blanki, Sue. Jej na prawdę nie obchodzi nic, oprócz samej siebie. Myślałam, że może tylko udaje, że może jednak ma jakieś uczucia. Tracę do niej szacunek za każdym, cholernym, razem.
- Więc tak, jak sama zauważyłaś ... Nathan był dla nas bardzo ważny. - przerwał panującą ciszę Paul. Jego głos był delikatnie zachrypnięty. On sam wciąż nie mógł się pogodzić z odejściem Nathana. Czułam się dziwnie słuchając o osobie, której nie znam, o rzeczach, które nie powinny być dla mnie przeznaczone. Nie chcę być wciągania w problemy, ponieważ to nigdy nie przynosi niczego dobrego.
- I mam zastąpić jego miejsce? - spytałam niepewnie, oglądając swoje paznokcie - Nie jestem pewna, czy wybraliście odpowiednią osobę.
Po chwili ciszy, ktoś odezwał się zdenerwowany.
- Eliza, idziesz ze mną - rozkazał Paul, pomagając mi wstać z podłogi.
Byłam zaskoczona. Nie bardzo wiedziałam, co mógłby ode mnie chcieć. Otrzepałam swoje jeansy i ruszyłam za chłopakiem. Moje serce waliło, jakby miało wyskoczyć z piersi, kiedy Paul zamykał drzwi od sali za nami.
- Co ty odwalasz?! - krzyknął, jego głos odbił się echem od ścian.
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi - powiedziałam cicho, bojąc się reakcji chłopaka. Postarałam się odsunąć kawałek, jednak nogi nie chciały ze mną współpracować. Były jak z waty.
- Nie udawaj takiej cichej i spokojnej!!! Dobrze wiesz ...
W moich oczach pojawiły się łzy. Postawa chłopaka naprawdę mnie przeraziła. Czułam się, jakby miał mnie za chwilę uderzyć. Starałam się znależć możliwą drogę ucieczki.
Oczy Paula na chwilę się zamknęły, głęboko odetchnął. Jego dłonie się rozlużniły.
- Przepraszam za moją gwałtowną reakcję - powiedział w końcu przyciszonym głosem. Był zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem.
Ja również odetchnęłam. Moje ciało trochę się rożlużniło, jednak wciąż starałam się być gotowa na każdy ruch z jego strony.
- Przeprosiny przyjęte - starałam się delikatnie uśmiechnąć, aby uspokoić chłopaka. Wydawał się równie zdziwiony swoim zachowaniem, jak i ja.
- Chciałem po prostu powiedzieć, że byłem na pogrzebie twojej mamy.
Złapałam się za miejsce, w którym powinno znajdować się serce. Przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ poczułam ogromny ból w tym miejscu. To wspomnienia chciały wydostać się na wierzch.
- Czy mogę...
- Jasne, nie martw się - powiedziałam ochrypłym głosem - kontynuuj.
- No dobrze - chłopaka zastanawiał się, jak wszystko wyjaśnić bez zranienie mnie - Niosłem wtedy kwiaty. Na pewno mnie nie pamiętasz, nie dziwię ci się. Kurcze .. - Paul przejechał ręką po czole, myśląc intensywnie - chciałem tylko powiedzieć, że się nie doceniasz. Masz głos anioła, a boisz się go wykorzystać. Zrozum dziewczyno, że przeszłość nie może wpłynąć na przyszłość.
Jego ramiona delikatnie otuliły moje ciało, a ja nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam płakać.
- Potrafisz śpiewać lepiej niż wiele gwiazd. Kiedy tylko cię ujrzałem, siedzącą za pianinem, wiedziałem, że idealnie uzupełnisz naszą grupę. Jesteś darem dla każdego z nas.
Zaczęłam coraz mocniej szlochać, moje ciało delikatnie się trzęsło. Sama nie wiedziałam, dlaczego tak było.
- Proszę cię - Paul zmusił mnie, abym spojrzała w jego czekoladowe oczy - uwierz w siebie. Jesteś ptakiem, jesteś wolna. Jedyne co musisz zrobić, to rozłożyć skrzydła i polecieć. Zaufaj mi, że możesz się wznieść wyżej, niż tylko ci się wydaje.
Zacisnęłam pięści na koszulce chłopaka. Chciałam, aby moje serce posłuchało Paula i rozpoczęło nowe życie.
- Pozwól sobie pomóc. Rozumiesz? - przytaknęłam delikatnie głową - Nie zamykaj się w sobie, a wszystko stanie się o wiele prostsze.
Poczułam się dziwnie wolna. Ból w klatce piersiowej zaczął powoli znikać. Otarłam policzki rękoma, na których pozostały ślady po czarnym tuszu.
- Dziękuję - powiedziałam, wyswobodzając się z uścisku chłopaka - Chyba potrzebowałam mocnego kopa w dupę.
Na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech. Zauważył, że Paul przetarł swoje oczy. Doprowadziłam go do płaczu? Nie chcę, aby się to więcej powtórzyło. Poczułam dziwną potrzebę ochrony Paula, jego szczęścia. Stał się dla mnie kimś ważnym i wydaje mi się, że znam go dłużej niż godzinę. Teraz wydaje mi się, to śmieszne. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie może stać się tak wiele rzeczy. Poznałam osobę, która pomogła mi, ledwo mnie znając.
- Przepraszam za to, że jestem taka słaba
- Nie jesteś ...
- i przepraszam też za koszulkę - wskazałam ręką na biały podkoszulek, ubrudzony resztkami mojego makijażu - odkupię ci ją.
- Nawet sobie nie żartuj. Mam takich z 20.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Nie wiem czemu, nie było w tym nic zabawnego. Po prostu tego potrzebowałam, a chłopak mnie dobrze rozumiał. Już dawno nie ogarnęła mnie taka głupawka. Dopiero po chwili udało mi się uspokoić, kiedy usłyszałam chrząknięcie obok siebie. To Lucy stała niedaleko nas z Blanką. Dziewczyna miała czerwone oczy, delikatnie opuchnięte, a ręce wciąż delikatnie się jej trzęsły. Mimo wszystko, na jej twarzy mogłam zauważyć zupełnie inne emocje, tak samo jak i u Lucy. Dziewczyny były zupełnie oniemiałe. No cóż, nie ma co się dziwić. Ja na ich miejscu, widząc siebie zapłakaną, z zupełnie obcym chłopakiem mogłoby wydawać się co najmniej podejrzane.
- Co tutaj się dzieje? - spytałam ostrożnie Lucy, podchodząc do przodu. Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna trzymała Blankę za rękę - I czemu, do cholery, płakałaś?
Notka od autorki: Jak mijają wam ferie? Jak minął dzień u tych, którzy byli w szkole. Jestem potwornie zmęczona, ale również szczęśliwa. Byłam wczoraj na koncercie Imagine Dragons. Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak cudownego. Świetnie się bawiłam i mam nadzieję, że na następnej trasie też się u nas pojawią.
A jak podoba wam się rozdział? Jak myślicie, jak dalej potoczą się losy bohaterki?
Komentujcie, ponieważ czekam na waszą opinię.
- Chcesz do nas dołączyć? Byłoby cudownie mieć cię w zespole.
Poczułam ciepły oddech dziewczyny na moim karku. Stała za mną i delikatnie głaskała moje plecy, abym się rozlużniła. Nie było to jednak możliwe, ponieważ przez moją głowę przewijało się milion różnych myśli.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili Blanka, spoglądając na mnie dziwnie - Zrobiłaś się blada.
- Ta, tak, wszystko okey - usiadłam na ziemi w siadzie skrzyżnym, podpierając głowę rękoma. - Możecie mi proszę wszystko dokładnie wyjaśnić? Nie jestem w stanie zrozumieć...
- Więc tak, potrzebujemy jednej osoby do chóru, a Paul uznał, że idealnie zastąpisz naszego wcześniejszego pianistę.
- Skąd takie przypuszczenie, że się nadaję?
Zwróciłam się w stronę Paula. Na jego twarzy znajdował się uśmiech, a oczy błyszczały radośnie.
- Przed chwilą udowodniłaś, że jesteś z nas wszystkich najlepsza.
Poczułam jak się rumienię. Mam nadzieję, że warstwa makijażu to przykryła.
- Proszę was, nie jest aż taka dobra.
- Zamknij chociaż raz swoje szanowne usteczka,okey?- spytał z jadem w głosie Harry.
- Liam, powiedz coś mu! - wrzasnęła do swojego chłopaka Sue, marszcząc przy tym czoło. Powinna na to uważać, ponieważ mogą jej się zrobić zmarszczki.
- Mówię ci coś.
Liam westchnął, zupełnie nie wzruszony zdenerwowaną Sue,która stukała nerwowo paznokciami po telefonie. Najwidoczniej był przyzwyczajony do humorków swojej dziewczyny oraz do opinii innych na jej temat. Zastanawiam się, po co on z nią jest, skoro w ogóle się nią nie zajmuje.
- Możemy przejść do sedna? - spytał Lucas, spoglądając na nas spod książki. - Nie mam całego dnia na słuchanie waszych rozmów.
- Nie martw się, też mam lepsze rzeczy do roboty - westchnęłam, spoglądając ze zrozumieniem na Lucasa.
- Na przykład siedzenie w domu? - prychnęła Sue, grzebiąc w czarnej torebce od Michaela Korsa.
- Uwierz mi, że to jest o wiele ciekawsze od oglądania twojej krzywej mordy.
Sue wstała gwałtownie z krzesła, przewracając przy tym otwartą butelkę z wodą. Ciecz rozlała się na drewnianej powierzchni, a ona niczym się nie przejmując, ruszyła w moją stronę. Gdyby nie interwencja Liama, zapewne po jedną z nas jechałby już ambulans. Na ogół jestem bardzo spokojną dziewczynką, jeśli jednak ktoś mnie zdenerwuje to bez pałki (lub innego ciężkiego przedmiotu nadającego się do obrony własnej) radzę nie podchodzić.
- Jezu, dziewczyny, uspokójcie się - powiedział Paul, sprzątając rozlaną wodę. Oczywiście, księżniczka Sue nie mogła ruszyć swojego tyłka i to wytrzeć. - Nie chcemy doprowadzić do trzeciej wojny światowej.
- Którą to ja bym wygrała - westchnęła z zachwytem Sue, przeglądając się w małym różowym lusterku.
- Przed czy po tym, jak pobiegniesz do Liama z płaczem po pomoc?
To ją zamknęło. W końcu ktoś musi ją nauczyć, że powinna szanować ludzi.
- Serio, czy możecie skończyć? Obie? - skarciła mnie wzrokiem Lucy - Chciałabym przejść do sedna sprawy.
- Jasne, przepraszam - westchnęłam, opierając się o krzesło. Dzisiaj wydarzyło się stanowczo za wiele rzeczy. Jedyne na co mam ochotę to usiąść z kubkiem herbaty pod kocem i przeglądać tumblra.
- Nasz chór nazywa się Varsity. Nazwa ta zachowała się odkąd nasi pradziadkowie chodzili do tej szkoły. Oni również byli częścią chóru, uczęszczali na różne konkursy, wysławiali naszą szkołę. Staramy się podtrzymać tą tradycję od dwóch lat, oczekując na najważniejszy konkurs w naszym życiu. Przygotowaliśmy się do niego naprawdę długo, ale plany poszły się .. no cóż .. walić.
- To kurwa mało powiedziane. - powiedział wkurzony Harry. Zauważyłam, jak jego ręce zacisnęły się w pięści - Ten dupek zostawił to wszystko kilka miesięcy przed najważniejszym konkursem w naszym życiu, wystawił nas.
- Przepraszam was - powiedziała załamana Blanka, wybiegając z klasy z łzami w oczach. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na dziewczynę, do której wspomnienia zaczęły powracać. To najgorsze co mogło się jej przydarzyć. Zakochać się w człowieku, który odszedł nie tylko od niej, ale również od znajomych. Zniszczył wszystko, nad czym pracowali. Pokochała zdrajcę i widzę, jak bardzo teraz cierpi.
Za dziewczyną pobiegła Lucy. Wydało mi się dziwne, że nie zrobiła tego ,,przyjaciółka'' Blanki, Sue. Jej na prawdę nie obchodzi nic, oprócz samej siebie. Myślałam, że może tylko udaje, że może jednak ma jakieś uczucia. Tracę do niej szacunek za każdym, cholernym, razem.
- Więc tak, jak sama zauważyłaś ... Nathan był dla nas bardzo ważny. - przerwał panującą ciszę Paul. Jego głos był delikatnie zachrypnięty. On sam wciąż nie mógł się pogodzić z odejściem Nathana. Czułam się dziwnie słuchając o osobie, której nie znam, o rzeczach, które nie powinny być dla mnie przeznaczone. Nie chcę być wciągania w problemy, ponieważ to nigdy nie przynosi niczego dobrego.
- I mam zastąpić jego miejsce? - spytałam niepewnie, oglądając swoje paznokcie - Nie jestem pewna, czy wybraliście odpowiednią osobę.
Po chwili ciszy, ktoś odezwał się zdenerwowany.
- Eliza, idziesz ze mną - rozkazał Paul, pomagając mi wstać z podłogi.
Byłam zaskoczona. Nie bardzo wiedziałam, co mógłby ode mnie chcieć. Otrzepałam swoje jeansy i ruszyłam za chłopakiem. Moje serce waliło, jakby miało wyskoczyć z piersi, kiedy Paul zamykał drzwi od sali za nami.
- Co ty odwalasz?! - krzyknął, jego głos odbił się echem od ścian.
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi - powiedziałam cicho, bojąc się reakcji chłopaka. Postarałam się odsunąć kawałek, jednak nogi nie chciały ze mną współpracować. Były jak z waty.
- Nie udawaj takiej cichej i spokojnej!!! Dobrze wiesz ...
W moich oczach pojawiły się łzy. Postawa chłopaka naprawdę mnie przeraziła. Czułam się, jakby miał mnie za chwilę uderzyć. Starałam się znależć możliwą drogę ucieczki.
Oczy Paula na chwilę się zamknęły, głęboko odetchnął. Jego dłonie się rozlużniły.
- Przepraszam za moją gwałtowną reakcję - powiedział w końcu przyciszonym głosem. Był zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem.
Ja również odetchnęłam. Moje ciało trochę się rożlużniło, jednak wciąż starałam się być gotowa na każdy ruch z jego strony.
- Przeprosiny przyjęte - starałam się delikatnie uśmiechnąć, aby uspokoić chłopaka. Wydawał się równie zdziwiony swoim zachowaniem, jak i ja.
- Chciałem po prostu powiedzieć, że byłem na pogrzebie twojej mamy.
Złapałam się za miejsce, w którym powinno znajdować się serce. Przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ poczułam ogromny ból w tym miejscu. To wspomnienia chciały wydostać się na wierzch.
- Czy mogę...
- Jasne, nie martw się - powiedziałam ochrypłym głosem - kontynuuj.
- No dobrze - chłopaka zastanawiał się, jak wszystko wyjaśnić bez zranienie mnie - Niosłem wtedy kwiaty. Na pewno mnie nie pamiętasz, nie dziwię ci się. Kurcze .. - Paul przejechał ręką po czole, myśląc intensywnie - chciałem tylko powiedzieć, że się nie doceniasz. Masz głos anioła, a boisz się go wykorzystać. Zrozum dziewczyno, że przeszłość nie może wpłynąć na przyszłość.
Jego ramiona delikatnie otuliły moje ciało, a ja nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam płakać.
- Potrafisz śpiewać lepiej niż wiele gwiazd. Kiedy tylko cię ujrzałem, siedzącą za pianinem, wiedziałem, że idealnie uzupełnisz naszą grupę. Jesteś darem dla każdego z nas.
Zaczęłam coraz mocniej szlochać, moje ciało delikatnie się trzęsło. Sama nie wiedziałam, dlaczego tak było.
- Proszę cię - Paul zmusił mnie, abym spojrzała w jego czekoladowe oczy - uwierz w siebie. Jesteś ptakiem, jesteś wolna. Jedyne co musisz zrobić, to rozłożyć skrzydła i polecieć. Zaufaj mi, że możesz się wznieść wyżej, niż tylko ci się wydaje.
Zacisnęłam pięści na koszulce chłopaka. Chciałam, aby moje serce posłuchało Paula i rozpoczęło nowe życie.
- Pozwól sobie pomóc. Rozumiesz? - przytaknęłam delikatnie głową - Nie zamykaj się w sobie, a wszystko stanie się o wiele prostsze.
Poczułam się dziwnie wolna. Ból w klatce piersiowej zaczął powoli znikać. Otarłam policzki rękoma, na których pozostały ślady po czarnym tuszu.
- Dziękuję - powiedziałam, wyswobodzając się z uścisku chłopaka - Chyba potrzebowałam mocnego kopa w dupę.
Na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech. Zauważył, że Paul przetarł swoje oczy. Doprowadziłam go do płaczu? Nie chcę, aby się to więcej powtórzyło. Poczułam dziwną potrzebę ochrony Paula, jego szczęścia. Stał się dla mnie kimś ważnym i wydaje mi się, że znam go dłużej niż godzinę. Teraz wydaje mi się, to śmieszne. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie może stać się tak wiele rzeczy. Poznałam osobę, która pomogła mi, ledwo mnie znając.
- Przepraszam za to, że jestem taka słaba
- Nie jesteś ...
- i przepraszam też za koszulkę - wskazałam ręką na biały podkoszulek, ubrudzony resztkami mojego makijażu - odkupię ci ją.
- Nawet sobie nie żartuj. Mam takich z 20.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Nie wiem czemu, nie było w tym nic zabawnego. Po prostu tego potrzebowałam, a chłopak mnie dobrze rozumiał. Już dawno nie ogarnęła mnie taka głupawka. Dopiero po chwili udało mi się uspokoić, kiedy usłyszałam chrząknięcie obok siebie. To Lucy stała niedaleko nas z Blanką. Dziewczyna miała czerwone oczy, delikatnie opuchnięte, a ręce wciąż delikatnie się jej trzęsły. Mimo wszystko, na jej twarzy mogłam zauważyć zupełnie inne emocje, tak samo jak i u Lucy. Dziewczyny były zupełnie oniemiałe. No cóż, nie ma co się dziwić. Ja na ich miejscu, widząc siebie zapłakaną, z zupełnie obcym chłopakiem mogłoby wydawać się co najmniej podejrzane.
- Co tutaj się dzieje? - spytałam ostrożnie Lucy, podchodząc do przodu. Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna trzymała Blankę za rękę - I czemu, do cholery, płakałaś?
Notka od autorki: Jak mijają wam ferie? Jak minął dzień u tych, którzy byli w szkole. Jestem potwornie zmęczona, ale również szczęśliwa. Byłam wczoraj na koncercie Imagine Dragons. Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak cudownego. Świetnie się bawiłam i mam nadzieję, że na następnej trasie też się u nas pojawią.
A jak podoba wam się rozdział? Jak myślicie, jak dalej potoczą się losy bohaterki?
Komentujcie, ponieważ czekam na waszą opinię.
sobota, 30 stycznia 2016
Rozdział 5 Skinny Love
Dżwięk przychodzącego sms-a zbudził mnie z snu. Chciałam go chyba
wyłączyć specjalną mocą, bo jedyne co udało mi się zrobić, to spaść z
łóżka, obijając sobie przy tym łokieć. Przeklnęłam w myślach tego, kto
miał czelność do mnie napisać. Wyplątałam nogi spod puchowej kołdry i
odgarnęłam czerwone kosmyki włosów z twarzy. Nie miałam ochoty wstać i
byłabym w stanie spać nawet i na ziemi. Ciekawość jednak wzięła górę.
Byłam naprawdę zdziwiona, ponieważ kto mógł do mnie napisać o tej
godzinie? Nie żebym miała w kim wybierać. Z westchnieniem podniosłam się
z łózka i zaczęłam szukać telefonu. W końcu, jakimś cudem, znalazłam go
w czarnym bucie. Nie jest on może jakiejś super znanej marki i nie
kosztował tysięcy. Dostałam go ostatnio od babci i wystarcza, żeby
dzwonić, pisać i słuchać muzyki. Nie potrzebuję więcej.
Spojrzałam na ekran, który się ściemnił, ponieważ miałam tylko 5 procent baterii.
Dostałam wiadomość od Lucy. No cóż, mogłam się tego spodziewać. Tylko ona miałaby ze mną ochotę porozmawiać. W ciągu ostatniego miesiąca polubiłam ją. Spędzałyśmy ze sobą czas, pisałyśmy. Lucy jest straszną gadułą, co mi odpowiada. Wystarczy,że podchwyci byle jaki temat, a rozmowa jest zapewniona na kilka godzin. Dzięki temu nie poruszamy niewygodnych tematów, oraz nie muszę się za bardzo wypowiadać. Lucy jest też kompletnie szalona, zboczona i potwornie uparta. Jeśli się na coś zdecyduje, to jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko postawić na swoim.
Spojrzałam na treść wiadomości.
- Przyjdż do szkoły o 12. Sala numer 42. NIE przyjmuję odmowy!!!
Okey, o co chodzi? Co ona może ode mnie chcieć w ferie? Najchętniej to bym się nie zgodziła, zwłaszcza, że mówi o tym, dwie godziny przed. Nienawidzę jak ktoś rozwala mój zaplanowany dzień. Zaczynam się wtedy stresować. Potrzebuję się na wszystko psychicznie przygotować. Niespodziewane wyjazdy lub spotkania nie są dla mnie. Wiem jednak, że będzie na mnie wkurzona jeśli nie przyjdę, a tego nie chcę. Wreszcie znalazła się osoba, która mnie lubi. Nie mogę tego zmarnować.
Zeszłam do kuchni, aby poinformować o moim wyjściu babcię. Niestety, ale jedyne co zastałam, to kawałek kartki na blacie.
Kochanie, jestem w pracowni. Wrócę do domu o 18. Obiad jest w lodówce.
Kocham cię, babcia.
Mam nadzieję, że zdążę wrócić do domu przed nią. Nie chcę teraz do niej dzwonić i zawracać jej głowy. Wiem, że ciężko pracuje, odkąd jej emerytura przestała nam wystarczać. Bardzo chciałabym jakoś pomóc, jednak babcia nie pozwala mi iść nawet do najprostszej pracy. Powiedziała, że powinnam zająć się nauką. Będę musiała jednak postawić na swoim, ponieważ nie pozwolę się jej tak zamęczać. Pracuje jako krawcowa, ale mimo wszystko jest to dla niej ciężka praca.
Zrobiłam sobie kawę, aby choć trochę się obudzić. Byłam trochę głodna, jednak nie potrzebowałam śniadania. Dzięki temu utrzymam kontrolę. Nie odchudzam się, ponieważ już jestem chuda. Robię to, aby chodż w jakimś stopniu panować nad swoim życiem. Kiedy wiem, że nie jem, jestem szczęśliwa. To jest pewnego rodzaju zadanie do wykonania. Liczy się to jak pokonam głód, ile schudnę. Chcę wiedzieć, że mam kontrolę. Demon w głowie ciągle podpowiada mi, jak powinnam się pilnować. Ile się uczyć, ile jeść, ile ćwiczyć. Muszę mieć wszystko zaplanowane. To potwornie męczące kontrolować swoje życie.
Wróciłam do pokoju i zajęłam się szykowaniem do wyjścia. Uwielbiam się malować i czesać. To zawsze bardzo mnie rozlużnia i uspokaja. Jest to jedyna przyjemna część w ciągu całego dnia. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały sweter z dekoldem w serek i czarne botki na małym obcasie. Założyłam słuchawki na uszy i zamykając uprzednio drzwi na klucz, ruszyłam do szkoły.
Budynek jak zwykle nie wyglądał przyjażnie, jednak tym razem był bardziej przerażający niż normalnie. Na schodach nie stali nastolatkowie marznący z zimna, a parking był opuszczony. Zamiast śniegu, na ziemi leżało błoto tworząc świat bardziej ponurym. Na jednym drzewku zauważyłam lampki świąteczne, które delikatnie się paliły. Miały za zadanie wprowadzić tutaj miłą atmosferę. Ja natomiast poczułam żal do lampek. Skojarzyły mi się z miłością, jaką dostajemy od ludzi. Nasze życie jest jak cholerne lampki świąteczne. Przez pewien czas otrzymujemy szczęście, a uczucia mienią się różnymi kolorami. Mijają dni, tygodnie, lata a my zostajemy zapomnieni. Nasze światełka przestają się tak ślicznie palić, coraz bardziej słabniemy. W końcu lampki gasną na dobre. Inni starają się nas ratować, jednak jest już za póżno. Nigdy nie zapłoniemy tak mocno, jak za pierwszym razem.
Westchnęłam przeciągle i otworzyłam mosiężne drzwi od szkoły. Dziwię się, że przez ostatnie mrozy jeszcze tutaj są. Budynek wygląda jakby miał 200 lat i nadawał się do zburzenia. Wszystko tutaj jest asymetryczne i nie pasuje do siebie. Każdy schodek pochodzi z innego tworzywa, a okna mają różne kształty. Ściany zostały zbudowane z cegieł, przed drzwiami znajdują się kolumny o skręconym trzonie w stylu barokowym. Dach jest po prostu mieszanką kilku epok. Nie wiem, kto budował tą szkołę, ale musiał mieć coś z głową. Nie rozumiem, jak dyrektorka mogła zgodzić się na taki wygląd. Ludzie są dziwniejsi, niż możemy to sobie wyobrazić.
Nigdy nie byłam w sali numer 42, więc odnalezienie jej okazało się nie lada wyzwaniem. Moje buty piszczały po wypolerowanej podłodze, a przez okna wpadało trochę promieni słonecznych. Były one jednak tak brudne, że więcej światła dałaby mi latarka. Po pewnym czasie usłyszałam krzyki na końcu korytarza. Zapewne powinnam się przestraszyć, jednak kto by się bał piszczącego głosiku Sue? Szłam dalej w kierunku drzwi, kiedy gwałtownie się zatrzymałam. Czerwona lampeczka zapaliła się w mojej głowie.
- Co do cholery robi tutaj Sue?
Mam nadzieję, że to nie jest głupi kawał z ich strony. Nie chcę zostać oblana lodowatą wodą lub śmierdzącym czymś. Nigdy nie wiem, co oni dodają do tej papki w filmach. Przeważnie jest zielona albo brązowo- podobna i szczerze mówiąc, to chętnie poprosiłabym o przepis na nią.
Wzięłam głęboki wdech, po czym nacisnęłam na klamkę. Na początku oślepiło mnie słońce wpadające przez ogromne okno znajdujące się w sali. W sali znajdowało się więcej osób niż Sue zdzira czy Lucy. Większości z nich nie znałam, kojarzyłam tylko z lekcji. Rozmowy ucichły, co wprowadziło mnie w dodatkowe zakłopotanie. Zaczęłam szukać wzrokiem Lucy, ale zamiast niej natrafiłam na Harrego. Chłopak siedział na jednym z krzeseł, obracając w palcach papierosa. Wyglądał, jakby nie obchodziło go to, że się tutaj znajduje, że ktokolwiek się tutaj znajduje. Nie rozmawiałam z Harrym od naszego ostatnia spotkania nad jeziorem, czyli jakiś tydzień. Starałam się nie myśleć o nim i jego słowach, tak jak kazał. Udawało mi się to, do teraz. Przez moją głowę zaczęły po raz kolejny przewijać się tysiące słów, które wypowiedział tamtej nocy. W sercu rozpoczęła się istna walka o ponowne zapomnienie.
Ktoś odwrócił mnie w swoją stronę i mocno do siebie przytulił. Poczułam zapach truskawkowych perfum od Victoria's Secret. Tak właśnie pachniała Lucy. Słodycz delikatnie mnie uspokoiła, ponieważ znałam ten zapach i nie czułam się samotnie.
- Wiedziałam, że przyjdziesz - powiedziała dziewczyna i wypuściła mnie z swoich ramion.
- Co się tutaj dzieje? - szepnęłam, mając nadzieję, że wszytko się zaraz wyjaśni. Nienawidzę niespodzianek, a to jest stanowczo jedna z gorszych.
Lucy jednak zupełnie olała moje pytanie i ustała na środku sali. Dopiero teraz lepiej się jej przyjrzałam. Na jednym końcu poustawiane były instrumenty. Perkusja, gitary, flet, tamburyny, skrzypce, a nawet pianino. Było śliczne i wyglądało na stare. Zostało pomalowane na biało, jednak w kilku miejscach mogłam zauważyć, gdzie się odprysnęła. Jego powierzchnia delikatnie błyszczała przez promienie słońca. Obok niego stało małe siedzisko. Jego nóżki zostały wykonane z ciemnego drewna, a obicie było czerwone. Naszła mnie ochota na zagranie piosenki na tym ślicznym instrumencie. Mimo tego, wróciłam do dalszego oglądania sali. Znajdowało się w niej bardzo dużo krzeseł i kilka stolików. Leżały na nich porozwalane kartki z nutami i książki do muzyki. W kącie stała wieża i magnetofon. Pod jedną ze ścian znajdował się podest wyłożony ciemną, niebieską tkaniną. Ustawione zostało na nim kilka statywów i mikrofony. Sala muzyczna była jednym, wielkim chaosem. Zapewne tutaj odbywały się próby szkolnego zespołu.
Nagle do klasy wszedł chłopak, którego kojarzę z lekcji matematyki. Zawsze Siedzi z tyłu i jest znajomym Willa. Ma dredy i chodzi tylko w dresach.
- Paul, 8 minut spóżnienia - Lucy spojrzała surowym wzrokiem na chłopaka, stukając palcem w złoty zegarek.
- Nie bądż suką.
Czy mi się wydaje, czy Paul nazwał Lucy tak jak ją nazwał? Już chciałam coś powiedzieć i ją obronić, kiedy dziewczyna się uśmiechnęła i przytuliła chłopaka. Zamrugałam kilka razy, aby mieć pewność, że dobrze widzę. Nie mam pojęcia co się właśnie wydarzyło i chyba zaraz oszaleję, jeśli nie dostanę wyjaśnień.
- Jeśli już mamy wszystkich, wydaje mi się, że możemy zaczynać. - głos Lucy zrobił się oficjalny i poważny - Jak widzicie mamy dodatkową osobę na dzisiejszej próbie - dziewczyna pokazała mi gestem ręki, aby podeszła. Przeszłam na drżących nogach do niej. Czułam się, jakby była na inicjacji. Wszystkie pary oczu były zwrócone w moją stronę. - Jade, jak ci kiedyś wspomniałam, prowadzę chór Varsity, a to jego członkowie.
- Okey, ale co ja tutaj robię? - spytałam,zdrapując czerwony lakier z paznokcia. Robię się coraz bardziej zestresowana i zarazem podekscytowana.
- Daj mi dokończyć. Chłopak, który przed chwilą tutaj wszedł to Paul. Potrafi grać na perkusji - chłopak pomachał do mnie przyjażnie - obok niego siedzi Harry, gra na gitarze - Harry spojrzał mi głęboko w oczy. Zauważyłam, że jest zmartwiony, jednak starał się to jak najbardziej ukryć pod maską obojętności - dalej masz Blankę - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przyjażnie, za co została skarcona spojrzeniem - Sue - ta zdzira przesłała mi buziaka - Liam, dobrze rapuje- czy ten chłopak musi nosić bluzę z logiem szkoły nawet w ferie? - i na końcu mamy Lucasa.
- Kujon!!! - krzyknęła Sue, rozsadzając się wygodnie na kolanach Liama.
Powód numer 1675, żeby nie lubić tej dziewczyny. Laska myśli, że jest bogata i popularna, więc wszystko jej wolno.
- W naszym chórze mieliśmy jeszcze jednego członka, niestety odszedł. Dowiedziałam się od jednej osoby, że wiele potrafisz.
- Phi, pewnie nawet nie potrafisz grać - Sue przekręciła oczami.
- Właściwie, to potrafię, na pianinie - powiedziałam z dumą w głosie.
- Na prawdę? - dopytał się Paul, jednak wydawało mi się, że zna odpowiedz. Udawanie zdziwionego nie wychodzi mu najlepiej.
- Zagrasz nam coś? - poprosiła Lucy, robiąc przy tym swoje kocie oczka.
Nie jestem pewna, czy powinnam to śpiewać. Nie mam jakiegoś dużego talentu, aby im to pokazać. Nie chcę zostać wyśmiana, a zwłaszcza przy Sue. No i Harrym.
- No proszę, zagraj coś. Proszę, proszę.
- Nie chcę się ośmieszyć Lucy. - poprawiłam torebkę, która zaczęła mi się zsuwać z ramienia. Występ publiczny, zwłaszcza bez rozgrzewki zapewne zakończy się jeszcze większą porażką.
- Nie ośmieszysz się - wyszeptał Harry, przerywając na chwilę zabawę papierosem.
Poczułam jak na moje policzki występują rumieńce. Teraz na pewno nie wolno mi tego spieprzyć, skoro Harry we mnie wierzy.
Pokiwałam delikatnie głową i podeszłam do pianina. Usiadłam przed nim i przejechałam delikatnie palcami po klawiszach. Nacisnęłam jeden z nich i już wiedziałam, co zagrać. Zaczęłam śpiewać piosenkę Birdy- Skinny Love. Znałam nuty na pamięć, więc nie miałam z tym problemu. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce. Dżwięki przepływały dookoła mnie tworząc nowy świat. Najpierw cicho, a póżniej coraz głośniej śpiewałam słowa piosenki. Ma ona głębokie przesłanie i jest po prostu śliczna. Nie brzmię w niej jak Birdy, mam jednak nadzieję, że jest to do zniesienia. W moich oczach zaczynają gromadzić się łzy, a ręce drżą. Wyciągam ostatnią wysoką nutę i kończę piosenkę.
Spojrzałam na zgromadzone przede mną osoby. Lucy ocierała łzy z policzków, Harry patrzył się w ścianę, a jego twarz była bez emocji. Paul nie był ani wzruszony, ani zszokowany. Zaczął klaskać, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Więc jak, chcesz do nas dołączyć?
Notka od Autorki: Rozdziały będą pojawiały się wcześniej! Zaczęły się ferie, więc mam sporo czasu na pisanie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba! Proszę o komentarze oraz zapraszam was na moje drugie opowiadanie http://smoke-with-me.blogspot.com Miłego czytania!
Spojrzałam na ekran, który się ściemnił, ponieważ miałam tylko 5 procent baterii.
Dostałam wiadomość od Lucy. No cóż, mogłam się tego spodziewać. Tylko ona miałaby ze mną ochotę porozmawiać. W ciągu ostatniego miesiąca polubiłam ją. Spędzałyśmy ze sobą czas, pisałyśmy. Lucy jest straszną gadułą, co mi odpowiada. Wystarczy,że podchwyci byle jaki temat, a rozmowa jest zapewniona na kilka godzin. Dzięki temu nie poruszamy niewygodnych tematów, oraz nie muszę się za bardzo wypowiadać. Lucy jest też kompletnie szalona, zboczona i potwornie uparta. Jeśli się na coś zdecyduje, to jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko postawić na swoim.
Spojrzałam na treść wiadomości.
- Przyjdż do szkoły o 12. Sala numer 42. NIE przyjmuję odmowy!!!
Okey, o co chodzi? Co ona może ode mnie chcieć w ferie? Najchętniej to bym się nie zgodziła, zwłaszcza, że mówi o tym, dwie godziny przed. Nienawidzę jak ktoś rozwala mój zaplanowany dzień. Zaczynam się wtedy stresować. Potrzebuję się na wszystko psychicznie przygotować. Niespodziewane wyjazdy lub spotkania nie są dla mnie. Wiem jednak, że będzie na mnie wkurzona jeśli nie przyjdę, a tego nie chcę. Wreszcie znalazła się osoba, która mnie lubi. Nie mogę tego zmarnować.
Zeszłam do kuchni, aby poinformować o moim wyjściu babcię. Niestety, ale jedyne co zastałam, to kawałek kartki na blacie.
Kochanie, jestem w pracowni. Wrócę do domu o 18. Obiad jest w lodówce.
Kocham cię, babcia.
Mam nadzieję, że zdążę wrócić do domu przed nią. Nie chcę teraz do niej dzwonić i zawracać jej głowy. Wiem, że ciężko pracuje, odkąd jej emerytura przestała nam wystarczać. Bardzo chciałabym jakoś pomóc, jednak babcia nie pozwala mi iść nawet do najprostszej pracy. Powiedziała, że powinnam zająć się nauką. Będę musiała jednak postawić na swoim, ponieważ nie pozwolę się jej tak zamęczać. Pracuje jako krawcowa, ale mimo wszystko jest to dla niej ciężka praca.
Zrobiłam sobie kawę, aby choć trochę się obudzić. Byłam trochę głodna, jednak nie potrzebowałam śniadania. Dzięki temu utrzymam kontrolę. Nie odchudzam się, ponieważ już jestem chuda. Robię to, aby chodż w jakimś stopniu panować nad swoim życiem. Kiedy wiem, że nie jem, jestem szczęśliwa. To jest pewnego rodzaju zadanie do wykonania. Liczy się to jak pokonam głód, ile schudnę. Chcę wiedzieć, że mam kontrolę. Demon w głowie ciągle podpowiada mi, jak powinnam się pilnować. Ile się uczyć, ile jeść, ile ćwiczyć. Muszę mieć wszystko zaplanowane. To potwornie męczące kontrolować swoje życie.
Wróciłam do pokoju i zajęłam się szykowaniem do wyjścia. Uwielbiam się malować i czesać. To zawsze bardzo mnie rozlużnia i uspokaja. Jest to jedyna przyjemna część w ciągu całego dnia. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały sweter z dekoldem w serek i czarne botki na małym obcasie. Założyłam słuchawki na uszy i zamykając uprzednio drzwi na klucz, ruszyłam do szkoły.
Budynek jak zwykle nie wyglądał przyjażnie, jednak tym razem był bardziej przerażający niż normalnie. Na schodach nie stali nastolatkowie marznący z zimna, a parking był opuszczony. Zamiast śniegu, na ziemi leżało błoto tworząc świat bardziej ponurym. Na jednym drzewku zauważyłam lampki świąteczne, które delikatnie się paliły. Miały za zadanie wprowadzić tutaj miłą atmosferę. Ja natomiast poczułam żal do lampek. Skojarzyły mi się z miłością, jaką dostajemy od ludzi. Nasze życie jest jak cholerne lampki świąteczne. Przez pewien czas otrzymujemy szczęście, a uczucia mienią się różnymi kolorami. Mijają dni, tygodnie, lata a my zostajemy zapomnieni. Nasze światełka przestają się tak ślicznie palić, coraz bardziej słabniemy. W końcu lampki gasną na dobre. Inni starają się nas ratować, jednak jest już za póżno. Nigdy nie zapłoniemy tak mocno, jak za pierwszym razem.
Westchnęłam przeciągle i otworzyłam mosiężne drzwi od szkoły. Dziwię się, że przez ostatnie mrozy jeszcze tutaj są. Budynek wygląda jakby miał 200 lat i nadawał się do zburzenia. Wszystko tutaj jest asymetryczne i nie pasuje do siebie. Każdy schodek pochodzi z innego tworzywa, a okna mają różne kształty. Ściany zostały zbudowane z cegieł, przed drzwiami znajdują się kolumny o skręconym trzonie w stylu barokowym. Dach jest po prostu mieszanką kilku epok. Nie wiem, kto budował tą szkołę, ale musiał mieć coś z głową. Nie rozumiem, jak dyrektorka mogła zgodzić się na taki wygląd. Ludzie są dziwniejsi, niż możemy to sobie wyobrazić.
Nigdy nie byłam w sali numer 42, więc odnalezienie jej okazało się nie lada wyzwaniem. Moje buty piszczały po wypolerowanej podłodze, a przez okna wpadało trochę promieni słonecznych. Były one jednak tak brudne, że więcej światła dałaby mi latarka. Po pewnym czasie usłyszałam krzyki na końcu korytarza. Zapewne powinnam się przestraszyć, jednak kto by się bał piszczącego głosiku Sue? Szłam dalej w kierunku drzwi, kiedy gwałtownie się zatrzymałam. Czerwona lampeczka zapaliła się w mojej głowie.
- Co do cholery robi tutaj Sue?
Mam nadzieję, że to nie jest głupi kawał z ich strony. Nie chcę zostać oblana lodowatą wodą lub śmierdzącym czymś. Nigdy nie wiem, co oni dodają do tej papki w filmach. Przeważnie jest zielona albo brązowo- podobna i szczerze mówiąc, to chętnie poprosiłabym o przepis na nią.
Wzięłam głęboki wdech, po czym nacisnęłam na klamkę. Na początku oślepiło mnie słońce wpadające przez ogromne okno znajdujące się w sali. W sali znajdowało się więcej osób niż Sue zdzira czy Lucy. Większości z nich nie znałam, kojarzyłam tylko z lekcji. Rozmowy ucichły, co wprowadziło mnie w dodatkowe zakłopotanie. Zaczęłam szukać wzrokiem Lucy, ale zamiast niej natrafiłam na Harrego. Chłopak siedział na jednym z krzeseł, obracając w palcach papierosa. Wyglądał, jakby nie obchodziło go to, że się tutaj znajduje, że ktokolwiek się tutaj znajduje. Nie rozmawiałam z Harrym od naszego ostatnia spotkania nad jeziorem, czyli jakiś tydzień. Starałam się nie myśleć o nim i jego słowach, tak jak kazał. Udawało mi się to, do teraz. Przez moją głowę zaczęły po raz kolejny przewijać się tysiące słów, które wypowiedział tamtej nocy. W sercu rozpoczęła się istna walka o ponowne zapomnienie.
Ktoś odwrócił mnie w swoją stronę i mocno do siebie przytulił. Poczułam zapach truskawkowych perfum od Victoria's Secret. Tak właśnie pachniała Lucy. Słodycz delikatnie mnie uspokoiła, ponieważ znałam ten zapach i nie czułam się samotnie.
- Wiedziałam, że przyjdziesz - powiedziała dziewczyna i wypuściła mnie z swoich ramion.
- Co się tutaj dzieje? - szepnęłam, mając nadzieję, że wszytko się zaraz wyjaśni. Nienawidzę niespodzianek, a to jest stanowczo jedna z gorszych.
Lucy jednak zupełnie olała moje pytanie i ustała na środku sali. Dopiero teraz lepiej się jej przyjrzałam. Na jednym końcu poustawiane były instrumenty. Perkusja, gitary, flet, tamburyny, skrzypce, a nawet pianino. Było śliczne i wyglądało na stare. Zostało pomalowane na biało, jednak w kilku miejscach mogłam zauważyć, gdzie się odprysnęła. Jego powierzchnia delikatnie błyszczała przez promienie słońca. Obok niego stało małe siedzisko. Jego nóżki zostały wykonane z ciemnego drewna, a obicie było czerwone. Naszła mnie ochota na zagranie piosenki na tym ślicznym instrumencie. Mimo tego, wróciłam do dalszego oglądania sali. Znajdowało się w niej bardzo dużo krzeseł i kilka stolików. Leżały na nich porozwalane kartki z nutami i książki do muzyki. W kącie stała wieża i magnetofon. Pod jedną ze ścian znajdował się podest wyłożony ciemną, niebieską tkaniną. Ustawione zostało na nim kilka statywów i mikrofony. Sala muzyczna była jednym, wielkim chaosem. Zapewne tutaj odbywały się próby szkolnego zespołu.
Nagle do klasy wszedł chłopak, którego kojarzę z lekcji matematyki. Zawsze Siedzi z tyłu i jest znajomym Willa. Ma dredy i chodzi tylko w dresach.
- Paul, 8 minut spóżnienia - Lucy spojrzała surowym wzrokiem na chłopaka, stukając palcem w złoty zegarek.
- Nie bądż suką.
Czy mi się wydaje, czy Paul nazwał Lucy tak jak ją nazwał? Już chciałam coś powiedzieć i ją obronić, kiedy dziewczyna się uśmiechnęła i przytuliła chłopaka. Zamrugałam kilka razy, aby mieć pewność, że dobrze widzę. Nie mam pojęcia co się właśnie wydarzyło i chyba zaraz oszaleję, jeśli nie dostanę wyjaśnień.
- Jeśli już mamy wszystkich, wydaje mi się, że możemy zaczynać. - głos Lucy zrobił się oficjalny i poważny - Jak widzicie mamy dodatkową osobę na dzisiejszej próbie - dziewczyna pokazała mi gestem ręki, aby podeszła. Przeszłam na drżących nogach do niej. Czułam się, jakby była na inicjacji. Wszystkie pary oczu były zwrócone w moją stronę. - Jade, jak ci kiedyś wspomniałam, prowadzę chór Varsity, a to jego członkowie.
- Okey, ale co ja tutaj robię? - spytałam,zdrapując czerwony lakier z paznokcia. Robię się coraz bardziej zestresowana i zarazem podekscytowana.
- Daj mi dokończyć. Chłopak, który przed chwilą tutaj wszedł to Paul. Potrafi grać na perkusji - chłopak pomachał do mnie przyjażnie - obok niego siedzi Harry, gra na gitarze - Harry spojrzał mi głęboko w oczy. Zauważyłam, że jest zmartwiony, jednak starał się to jak najbardziej ukryć pod maską obojętności - dalej masz Blankę - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przyjażnie, za co została skarcona spojrzeniem - Sue - ta zdzira przesłała mi buziaka - Liam, dobrze rapuje- czy ten chłopak musi nosić bluzę z logiem szkoły nawet w ferie? - i na końcu mamy Lucasa.
- Kujon!!! - krzyknęła Sue, rozsadzając się wygodnie na kolanach Liama.
Powód numer 1675, żeby nie lubić tej dziewczyny. Laska myśli, że jest bogata i popularna, więc wszystko jej wolno.
- W naszym chórze mieliśmy jeszcze jednego członka, niestety odszedł. Dowiedziałam się od jednej osoby, że wiele potrafisz.
- Phi, pewnie nawet nie potrafisz grać - Sue przekręciła oczami.
- Właściwie, to potrafię, na pianinie - powiedziałam z dumą w głosie.
- Na prawdę? - dopytał się Paul, jednak wydawało mi się, że zna odpowiedz. Udawanie zdziwionego nie wychodzi mu najlepiej.
- Zagrasz nam coś? - poprosiła Lucy, robiąc przy tym swoje kocie oczka.
Nie jestem pewna, czy powinnam to śpiewać. Nie mam jakiegoś dużego talentu, aby im to pokazać. Nie chcę zostać wyśmiana, a zwłaszcza przy Sue. No i Harrym.
- No proszę, zagraj coś. Proszę, proszę.
- Nie chcę się ośmieszyć Lucy. - poprawiłam torebkę, która zaczęła mi się zsuwać z ramienia. Występ publiczny, zwłaszcza bez rozgrzewki zapewne zakończy się jeszcze większą porażką.
- Nie ośmieszysz się - wyszeptał Harry, przerywając na chwilę zabawę papierosem.
Poczułam jak na moje policzki występują rumieńce. Teraz na pewno nie wolno mi tego spieprzyć, skoro Harry we mnie wierzy.
Pokiwałam delikatnie głową i podeszłam do pianina. Usiadłam przed nim i przejechałam delikatnie palcami po klawiszach. Nacisnęłam jeden z nich i już wiedziałam, co zagrać. Zaczęłam śpiewać piosenkę Birdy- Skinny Love. Znałam nuty na pamięć, więc nie miałam z tym problemu. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce. Dżwięki przepływały dookoła mnie tworząc nowy świat. Najpierw cicho, a póżniej coraz głośniej śpiewałam słowa piosenki. Ma ona głębokie przesłanie i jest po prostu śliczna. Nie brzmię w niej jak Birdy, mam jednak nadzieję, że jest to do zniesienia. W moich oczach zaczynają gromadzić się łzy, a ręce drżą. Wyciągam ostatnią wysoką nutę i kończę piosenkę.
Spojrzałam na zgromadzone przede mną osoby. Lucy ocierała łzy z policzków, Harry patrzył się w ścianę, a jego twarz była bez emocji. Paul nie był ani wzruszony, ani zszokowany. Zaczął klaskać, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Więc jak, chcesz do nas dołączyć?
Notka od Autorki: Rozdziały będą pojawiały się wcześniej! Zaczęły się ferie, więc mam sporo czasu na pisanie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba! Proszę o komentarze oraz zapraszam was na moje drugie opowiadanie http://smoke-with-me.blogspot.com Miłego czytania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)