Ważna notka pod rozdziałem.
Miłego czytania!
Czym jest dla człowieka
szczęście? Aby znależć odpowiedż na to pytanie, trzeba wiedzieć gdzie je odnależć. Nie znajdziemy go w
bogactwie, ani w sławie. Nie przyniesie nam szczęścia sztabka złota lub
nowa torebka. Szczęście jest tam, gdzie jest miłość. Nie można jednak
szukać miłości na siłę. Pewnego dnia sama przyjdzie i przyniesie ze sobą
nowe życie.
Było ciemno i zimno. Stałam na pomoście w pierwszym dniu ferii. Z
nieba kapały duże krople deszczu. To niebo płakało razem ze mną.
Ostatni
miesiąc był dla mnie trudny. Chyba wciąż nie potrafię pogodzić się ze
śmiercią mamy. Wiem, że o pewnych sprawach można zapomnieć, ale tego nie
potrafię. Jak wymazać z serca miłość do drugiej osoby? Nie
życzę nawet najgorszemu wrogowi, żeby zakochał się, a potem to stracił.
To ból psychiczny, który rozrywa Ci serce. Możesz to ukryć przed innymi,
ale nigdy nie ukryjesz go przed samym sobą.
Poczułam, jak moją mokrą
sylwetkę okryła bluza. Gwałtownie odwróciłam głowę w stronę bruneta,
który usiadł obok mnie. Miał loki, które przykleiły mu się do czoła i
zielone oczy, które pragnęły zajrzeć do najdalszych zakamarków mojej
duszy.
-Co tutaj robisz? - spytał zapatrując się w taflę jeziora.
-
Myślę - wypowiedziałam to słowo bez zastanowienia. Powinnam go stąd
wygonić, jednak nie potrafię. Jakaś nieopisana siła sprawia, że mam
pragnę, aby został.
- O miłości???
- O jej braku - spojrzałam na swoje czarne botki, które wydały się dziwnie interesujące.
- Co byś zrobiła... gdybym powiedział ci, że jesteś piękna?
Prychnęłam, starając się przerwać chłopakowi.
- Gdybym powiedział, że nie zasługujesz na krzywdę, którą ci wyrządzono.
Otuliłam się szczelniej bluzą, ponieważ przez moje ciało przeszedł dreszcz.
- Gdybym powiedział, że wciąż potrafisz kochać?
Spojrzałam
zdziwiona na chłopaka. Skłamałabym mówiąc, że moje serce nie zabiło
mocniej na jego słowa. Wydaje mi się, że człowiek
nigdy nie jest przygotowany na takie sytuacje. Możemy sobie wyobrażać
przed snem cokolwiek chcemy, jednak na końcu i tak zmienimy scenariusz
- Serio, lepiej zmień dilera. Miłość nie jest dla mnie.
- Każdy zasługuje na miłość.
Nie
każdy. Miłość jest darem, który powoli zanika. Nie można nią obdarować
każdego, ponieważ się zmarnuje. Jeśli ją masz, to chroń. Jesteś bowiem
jedną z niewielu osób, które mogą jej doświadczyć.
- A czy pokochałbyś osobę z trudną przeszłością, która nosi miliony ran na sercu?
Głęboko
odetchnęłam. Nie, nie wypowiedziałam tego. Ręka chłopaka delikatnie
dotknęła mojej dłoni. Okey ... chyba jednak to powiedziałam.
-
To właśnie dzięki miłości, mógłbym uleczyć jej przeszłość i zadbać o
nową przyszłość. - chłopak zaczął coraz głośniej mówić - Wiesz...
właśnie na tym to wszystko polega. Dwoje
ludzi, którzy się kochają, niszczą demony przeszłości. Gdyby nie miłość,
każdy byłby nieczułym skurwielem. Spójrz na mnie. Jestem skurwielem, ale
mam serce. Potrzebuję teraz kogoś, kto tchnie w nie życie.
Łzy po raz kolejny napłynęły mi do oczu. Dziwne ciepło wdarło się głęboko do
mojego serca. Może wypowiedział tylko kilka słów, jednak miały niezwykłą siłę.
Wstałam
z ławki, a jego bluza spadła na ziemię. Nie przejęłam się jednak tym,
że będzie brudna. Podeszłam
powoli do barierki. Łzy rozmywały mi cały widok, jednak działałam dalej.
Przejechałam palcami po kawałku metalu, rozkoszując się przyjemnym
zimnem. Podciągnęłam się na rękach i usiadłam po drugiej stronie
pomostu. Moje nogi swobodnie zwisały nad wodą. Harry o nic nie pytał.
Zajął miejsce tuż obok mnie, dzięki
czemu mogłam poczuć ciepło jego ciała. Patrzyłam się w taflę wody. To
właśnie
w niej odbijały się nasze twarze. Jedna rzecz nas łączyła. Wybraliśmy
samotność, aby nie doznać cierpienia.
- Czemu płaczesz?
Usłyszałam
ciche pytanie obok siebie. Przygryzłam wargę i zastanowiłam się. Nie
chcę powiedzieć za dużo. Nie chcę, aby chłopak zagłębiał się w moją
przeszłość. Jest na stanowczo zbyt mroczna, aby komuś ją pokazywać.
- Coś rozrywa mi duszę.
- Mogę ci pomóc - spojrzałam na chłopaka - wystarczy, że mi zaufasz.
- Boję się - szepnęłam. Poczułam jak coś uciska moją pierś, serce zaczęło bić coraz szybiej.
-Wszyscy
żyjemy w strachu. - po twarzy Harrego spływały krople deszczu -
Pamiętaj jednak, że największą sztuką jest przejść przez piekło i nie
stać się diabłem.
- A co,jeśli już się nim stałam?
- Nie jesteś nim aniołku. Żyjesz zbyt ciężko, pragniesz za mocno, ale
umiesz kochać, wierzę w to. - ciepłe ramiona otuliły moje przemoknięte
ciało.
- Przepraszam - zaczęłam wycierać drobne łzy, które nie chciały przestać płynąć - za to, że jestem taka słaba.
- Bądz słaba na zewnątrz, jednak nie pozwól aby to uczucie wdarło się do środka.
Wtuliłam
się w klatkę piersiową Harrego. Nie obchodziło mnie nic, oprócz
odnalezienia lekarstwa na mój ból. Był nim właśnie on. Chłopak z
włosami pudla, zielonymi oczami i różnymi tatuażami. To właśnie w jego
słowach mogłam znależć ukojenie. Nie chciałam pokazywać jak słabą i
zranioną osobą jestem. Nie powinnam szlochać, a jednak dalej to robię.
Harry daje mi ukojenie, a ja chcę to wykorzystać.
Przerwałam ciszę, która trwała od kilku minut. Zapatrzona w niebo, zaczęłam cicho nucić piosenkę Coldplay.
'Cause you're a sky
'Cause you're a sky full of stars
I'm gonna give you my heart
'Cause you're a sky
'Cause you're a sky full of stars
'Cause you light up the path
I don't care
Go on and tear me apart
I don't care if you do
Cause in a sky
'Cause in a sky full of stars
I think I saw you
tł. polskie
Ponieważ
jesteś niebem Ponieważ jesteś niebem pełnym gwiazd Zamierzam dać Ci
moje serce Ponieważ jesteś niebem Ponieważ jesteś niebem pełnym gwiazd I
ponieważ oświetlasz ścieżkę Nie obchodzi mnie Dalej, rozedrzyj mnie
Nie obchodzi mnie jeśli to robisz Ponieważ w niebie Ponieważ w niebie
pełnym gwiazd Myślę, że Cię zobaczyłem
Po chwili przyłączył się
do mnie Harry. Śpiewaliśmy, czując jak magia przepływa przez nasze
głosy. Komponowały się idealnie. Nie chciałam tego przerywać,
jednak szczęśliwym jest się tylko przez chwilę.
- Masz piękny głos.
- Po mamie. - wyszeptałam, spuszczając głowę.
- To nie twoja wina - ciepłe ramiona zacisnęły się jeszcze mocniej wokół mojego ciała.
Spojrzałam zdziwiona
do góry, na Harrego. Był chłopakiem, zagadką. Nie potrafiłam go
rozgryżć. Za pierwszym razem mnie unikał, a teraz jest aniołem dla
mojej duszy.
- Skąd wiesz? Skąd możesz wiedzieć o mojej przeszłości?
Nie dostałam jednak odpowiedzi na to pytanie. Harry zszedł z barierki, po czym ustał za mną. Jego ciepły oddech owiał moją skórę na karku.
- Pamiętaj - poczułam, jak Harry włożył coś do mojej ręki- że nie można do siebie strzelać.
Po
obecności chłopaka został tylko chłód. Po moim ciele spływały zimne
krople deszczu, mieszając się z łzami. Nie wiedziałam co myśleć, o
sytuacji, która nie powinna mieć miejsca. Ludzie nie mogą znać moich
słabości, ponieważ wtedy będę na przegranej pozycji. Już nigdy nie
zobaczą we mnie silnej dziewczyny, a tą zapłakaną, ze złamanym sercem.
Powinnam być silna, ale ile można udawać? Strach władał mną stanowczo za
długo.
W końcu zebrałam się w sobie i odwinęłam kartkę papieru. Była mokra od deszczu, litery delikatnie się zamazały.
- Zachowuj się tak, jakby do tej rozmowy nigdy nie doszło.
Przeczytałam na głos, czując jak moje serce zaczęło pękać. Załkałam po raz ostatni, wyrzucając skrawek papieru do jeziora.
Ta noc nie powinna mieć miejsca.
Notka od autorki: Hej, mam nadzieję, że rozdział się podobał? Pierwszy raz pisałam taki, więc mam nadzieję, że wybaczycie mi wszystkie błędy. Proszę o komentarze. Zależy mi na waszej opinii na temat tego opowiadania. Liczę również, że wypowiecie się na temat Harrego? Co sądzicie o jego zachowaniu?
Pamiętajcie, że możecie być również informowani o nowych rozdziałach. Wszystkie informacje znajdziecie w wcześniejszym poście.
2 komentarze, następny rozdział!!!
Kocham was xx
Moim marzeniem było wyjść z piekła. Musiałam jednak znależć kogoś, kto by mnie przez nie przeprowadził. Przez całe życie uczyłam się odróżniać diabły i anioły, dobrych ludzi od złych. Potem się zakochałam ...
poniedziałek, 28 grudnia 2015
niedziela, 27 grudnia 2015
Bardzo ważna notka!!!!!!
Bardzo ważne.
Dziękuję każdemu, kto to czyta. Prowadzę twittera pod nazwą tego opowiadania. Jeśli ktoś chciałby być informowany o nowych rozdziałach właśnie tam lub przez email możecie podać swoje dane tutaj w komentarzach. Będę was wtedy o wszystkim powiadamiać.
Jeśli ktoś chciałby mnie o coś zapytać to zapraszam na mojego twittera : https://twitter.com/BlogAnastazja
Lub do napisania na email: anastazja.blog@wp.pl
Rozdział 3 2:0 dla mnie
Życie jest zbyt krótkie by rozmawiać o
niczym z głupcami. Trzeba czasem wszystko dokładnie przemyśleć. Nie
przywrócimy straconego czasu, jednak następną chwilę możemy wykorzystać. Przejmując się nieodpowiednimi osobami niszczymy tylko
życie, sekunda po sekundzie.
- Eliza, jak było po pierwszym dniu?
Co niby można odpowiedzieć babci? Prawda, kłamstwo? Obie opcje wydają mi się nieodpowiednie, dlatego odpowiadam wymijająco.
- Nawet dobrze.
- Poznałaś kogoś kochanie? Jakiegoś chłopaka?
W mojej głowie od razu pojawił się obraz Harrego. Nie byłam w nim zakochania, nie zostałam zauroczona, byłam ciekawa. Jego ciemna, obojętna strona bardzo mnie do siebie przyciągała. Chciałam wiedzieć o nim wszystko, poznać każdy najmniejszy sekret.
Poczułam jak na moje policzki wstępuje rumieniec. Wstałam od stołu i zaczęłam myć swoje naczynia, aby ukryć zaczerwienioną buzię.
- Poznałam koleżankę, Lucy - powiedziałam cicho, starając się ominąć temat chłopaka.
- Powinnaś ją tutaj zaprosić, lepiej byście się poznały.
- Dobrze.
Westchnęłam, wytarłam ręce w ścierkę i wróciłam do swojego pokoju. Postanowiłam się gdzieś przejść. Wiem, że jest zima, -10C i nie znam okolicy. Musiałam jednak pospacerować i przemyśleć wszystkie sprawy. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Założyłam na nogi czarne botki, tego samego koloru kurtkę i komin.
Szłam po ośnieżonym chodniku, śnieg chrupał mi pod stopami. Głos Adele rozbrzmiewał w moich uszach. Cicho nuciłam słowa piosenki Remedy. W mojej głowie przewijał się obraz Harrego, Liama, Lucy, wszystkich nowych twarzy, które dzisiaj poznałam. Wszyscy wydają się inni od siebie, a jednak jedno ich łączy. Talent do śpiewania. Moim zdaniem to piękne, a zarazem smutne. Mogliby się przyjażnić, jednak zbyt wiele ich dzieli. Należą do innych grup, zachowują się inaczej. Zapewne nie raz wyśmiewali się nawzajem, aby póżniej łączyć się w wspólnym śpiewie. Kiedy skończy się liceum, zapewne o sobie zapomną, o wszystkim co wspólnie zrobili. W końcu należą do innych grup, a one nie mogą się mieszać. To tak, jak w życiu. Wszyscy należymy do innego środowiska, kiedy wejdziemy w progi któregoś z nich, albo się dostosujemy, albo zginiemy. Nie możemy być sobą w obcym świecie.
Nie zauważyłam, kiedy wyszłam z lasku. Moim oczom ukazał się piękny widok. Nie miałam pojęcia, że znajduje się tutaj jezioro. Prowadził do niego drewniany pomost.Był zardzewiały, przez śnieg mogłam zauważyć resztki czerwonej farby. Stała na nim ławka, przykryta warstwą białego puchu. Ruszyłam na brzeg pomostu, starając się uważać na każdą ruszającą się deskę. Nie miałam ochoty wpaść do jeziora, w taką pogodę. Woda poruszała się wolno, odbijając srebro księżyca. To stanowczo będzie moje ulubione miejsce.
Siedziałam na parapecie wyłożonym poduszkami, machając nogami. Jadłam zbożowe ciastka, starając się zaspokoić głód. Nie odchudzam się, nie popadłam w anoreksję. Nigdy nie dostawałam dużej ilości pożywienia, dlatego mój żołądek nie jest przyzwyczajony do ogromnych posiłków. Po skończonym posiłku ubrałam na siebie czarne spodnie i zieloną koszulkę na długi rękaw. Włożyłam długie, czarne kozaki na nogi oraz czarną kurtkę i wyszłam z domu. Idąc do szkoły, jak zawsze śpiewałam wraz z wykonawcami moich ulubionych piosenek. Od zawsze kochałam śpiewać, jednak nie zawsze miałam taką możliwość. Nigdy nie uczyłam się śpiewać, nie pobierałam żadnych lekcji. Po prostu zdarzało mi się podśpiewywać. Słuchałam również anielskiego głosu mojej mamy, zawsze, kiedy śpiewała mi kołysanki. Marzyłam, aby umieć śpiewać jak ona. Póżniej, nauczycielka muzyki w szkole zauważyłam mój talent. Uznała, że nie może się on zmarnować, jednak nie było mnie stać na dodatkowe lekcje w szkole muzycznej. Pani Dorothea zostawała ze mną po lekcjach, ucząc wszystkiego od podstaw. To dzięki niej potrafię teraz grać na pianinie. Rozwinęła mój talent muzyczny, za co będę jej wdzięczna do końca życia.
Pierwsze lekcje minęły mi bardzo szybko. Kiedy nadeszła pora lunchu, nie miałam zamiaru pokazywać się w stołówce. Obawiałam się spotkania kogoś znajomego, bądż poznania nowych osób. Potrzebowała chwili spokoju, a łazienka na drugim piętrze wydała mi się najbardziej odpowiednia. Wyglądała jak każda łazienka w szkole. Umywalki z brudnymi lustrami. Na jednym z nich widniał czerwony ślad ust. Cztery kabiny z szarymi drzwiami, gdzieniegdzie pomalowanymi przez uczniów.
Dla zabicia czasu po raz kolejny uczesałam włosy w koński ogon, a następnie zaczęłam malować usta czerwonym błyszczykiem. Wtedy do łazienki weszły dwie dziewczyny. Miały na sobie białe stroje cheerleaderek, a na ich twarzach widniały rumieńce. Zapewne właśnie skończyły trening. Jedną z nich rozpoznałam po chwili. To była Sue, dziewczyna Liama. Kiedy tylko mnie rozpoznała, jej oczy pociemniały ze złości. Przez ramię miała przełożoną różową torbę, którą położyła na blacie. Jej dłonie zacisnęły się w pięści, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
- Tak słucham? - spytałam i starałam się przybrać jak najbardziej obojętny głosik.
- Wiesz kim jestem?
Postukałam paznokciem o brodę, udając zamyślenie.
- Hmmmm..... przypominasz mi jedną z tych dziuń pracujących Mcdonaldzie, ale nie jestem pewna. Przykro mi.
Moja odpowiedz wybiła ją z rytmu. Może nie jestem najlepsza w wymyślaniu wyzwisk, ale przynajmniej mogę choć trochę jej dopiec.
- Nazywam się Susanne, jestem dziewczyną Liama.
Jejku, jak jej głos mnie wkurza. Jest strasznie piskliwy i brzmi jakby chciała, a nie mogła.
- Och, faktycznie - gwałtownie wciągnęłam powietrze, jakbym sobie coś przypomniała - Szkoda chłopaka. Taki fajny się wydawał.
Z uśmiechem na ustach patrzyłam jak jej twarz robiła się coraz bardziej czerwona.
- Uważaj, złość urodzie szkodzi. - odwróciłam się do dziewczyny plecami, dzięki czemu widziałam ją w lustrze - A nie, czekaj. Nie ma czemu zaszkodzić.
- Ostrzegam cię.Jeszcze raz się do niego zbliżysz, to mnie popamiętasz raz na zawsze.
Chyba wkurzyłam barbie, bo zaczyna mi grozić. Jak się boję, lęcę poskarżyć się dyrektorce (sarkazm).
-Przypominam Ci, że to on do mnie zarywał, nie ja do niego. Nie obchodzisz mnie ty, a zwłaszcza ten twój chłoptaś.
Przyrzekam, że gdyby nie pomoc dziewczyny, która również tutaj była, Sue już dawno by się na mnie rzuciła. A wtedy, potrzebny by był dla niej ambulans.
- Zobaczysz, nigdy mnie nie zapomnisz, uprzykrzę Ci życie jak najbardziej mogę.
- Uwierz mi, że tak brzydkiej bużki, nie da się zapomnieć.
Dziewczyna tupnęła nóżka. Wzięła za rękę swoją przyjaciółkę i całe szczęście, wybiegła z łazienki. Przez cały czas miałam ochotę przywalić jej głową o umywalkę, strasznie mnie wkurzyła.
- A żeby paznokieć Ci się złamał!!! - krzyknęłam za dziewczyną i sądząc po dziwnym wrzasku, usłyszała mnie.
Uśmiechnęłam się złośliwie. 2:0 dla mnie.
Po chwili do łazienki weszła Lucy. Z niedowierzaniem pokazała ręka na mnie i na drzwi kilka razy.
- O co .. co ... co się tutaj stało?
- Susanne przyszła się przywitać.
- Jaka ona jest tępa - westchnęła dziewczyna, wyjmując szczotkę do włosów. - A ty pewnie dałaś jej popalić?
Oparłam się biodrem o umywalkę.
- Nie ... czemu tak sądzisz? - spytałam z sarkazmem, oblizując usta. Wreszcie pokazłam, że nie jestem taką bezbronną dziewczyną, która nie potrafi się obronić. Zbyt długo żyłam w czyimś cieniu.
- Wiesz, wybiegła cała czerwona i dosłownie piszczała do Dal : Jaka ona jest głupia! A widziałaś jej szminkę? Wygląda w niej jak szmata.
Zaśmiałam się, słysząc zmianę głosu Lucy o kilka oktaw do góry. Idealnie naśladowała ten piskliwy, wkurzający do granic możliwości głosik dziewczyny.
- Da? - faktycznie, przez chwilę zapomniałam o dziewczynie, która tutaj stała. Wydała się w miarę miła. Pomogła mi, co bardzo doceniam.
- Jej przyjaciółka. Była z nią w toalecie.
- Przyjażnią się? Wydała mi się zupełnie inna niż Sue.
- Bo jest. Dalida jest cudną dziewczyną, bardzo pomocną. Również należy do chóru. Jest przyjaciółką Sue tylko dlatego, że ich rodzice się znają i maja wspólne interesy.
Prychnęłam. Sue powinna dostać Oskara za swoją jędzowatość.
- Nawet z tego powodu bym się z nią nie spotykała. Sue nie jest warta żadnego z nas.
- Każdy to wie, jednak to właśnie od Sue zależy, czy Dal dostanie się na studia, czy jej tata nie straci pracy, czy nie zostaną pośmiewiskiem w mieście. Sue może powiedzieć tatusiowi, że Dalida była dla niej okropna i dziewczyna zostanie bez środków do życia. Musi męczyć się i udawać jej przyjaciółkę, by zapewnić sobie dostatnie życie. Jednak co to za życie, kiedy nie jesteś sobą? Dlaczego cierpimy, by innym było lepiej?
- Ponieważ kochamy - szepnęłam, czując bolesne ukłucie w sercu.
Notka od Autorki: Mamy już rozdział 3. Jade pokazała dzisiaj pazurki. Jak wam się podoba? Co sądzicie o Sue? Kocham was wszystkich i proszę o chociaż jeden, mały komentarz.
- Eliza, jak było po pierwszym dniu?
Co niby można odpowiedzieć babci? Prawda, kłamstwo? Obie opcje wydają mi się nieodpowiednie, dlatego odpowiadam wymijająco.
- Nawet dobrze.
- Poznałaś kogoś kochanie? Jakiegoś chłopaka?
W mojej głowie od razu pojawił się obraz Harrego. Nie byłam w nim zakochania, nie zostałam zauroczona, byłam ciekawa. Jego ciemna, obojętna strona bardzo mnie do siebie przyciągała. Chciałam wiedzieć o nim wszystko, poznać każdy najmniejszy sekret.
Poczułam jak na moje policzki wstępuje rumieniec. Wstałam od stołu i zaczęłam myć swoje naczynia, aby ukryć zaczerwienioną buzię.
- Poznałam koleżankę, Lucy - powiedziałam cicho, starając się ominąć temat chłopaka.
- Powinnaś ją tutaj zaprosić, lepiej byście się poznały.
- Dobrze.
Westchnęłam, wytarłam ręce w ścierkę i wróciłam do swojego pokoju. Postanowiłam się gdzieś przejść. Wiem, że jest zima, -10C i nie znam okolicy. Musiałam jednak pospacerować i przemyśleć wszystkie sprawy. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Założyłam na nogi czarne botki, tego samego koloru kurtkę i komin.
Szłam po ośnieżonym chodniku, śnieg chrupał mi pod stopami. Głos Adele rozbrzmiewał w moich uszach. Cicho nuciłam słowa piosenki Remedy. W mojej głowie przewijał się obraz Harrego, Liama, Lucy, wszystkich nowych twarzy, które dzisiaj poznałam. Wszyscy wydają się inni od siebie, a jednak jedno ich łączy. Talent do śpiewania. Moim zdaniem to piękne, a zarazem smutne. Mogliby się przyjażnić, jednak zbyt wiele ich dzieli. Należą do innych grup, zachowują się inaczej. Zapewne nie raz wyśmiewali się nawzajem, aby póżniej łączyć się w wspólnym śpiewie. Kiedy skończy się liceum, zapewne o sobie zapomną, o wszystkim co wspólnie zrobili. W końcu należą do innych grup, a one nie mogą się mieszać. To tak, jak w życiu. Wszyscy należymy do innego środowiska, kiedy wejdziemy w progi któregoś z nich, albo się dostosujemy, albo zginiemy. Nie możemy być sobą w obcym świecie.
Nie zauważyłam, kiedy wyszłam z lasku. Moim oczom ukazał się piękny widok. Nie miałam pojęcia, że znajduje się tutaj jezioro. Prowadził do niego drewniany pomost.Był zardzewiały, przez śnieg mogłam zauważyć resztki czerwonej farby. Stała na nim ławka, przykryta warstwą białego puchu. Ruszyłam na brzeg pomostu, starając się uważać na każdą ruszającą się deskę. Nie miałam ochoty wpaść do jeziora, w taką pogodę. Woda poruszała się wolno, odbijając srebro księżyca. To stanowczo będzie moje ulubione miejsce.
***
Siedziałam na parapecie wyłożonym poduszkami, machając nogami. Jadłam zbożowe ciastka, starając się zaspokoić głód. Nie odchudzam się, nie popadłam w anoreksję. Nigdy nie dostawałam dużej ilości pożywienia, dlatego mój żołądek nie jest przyzwyczajony do ogromnych posiłków. Po skończonym posiłku ubrałam na siebie czarne spodnie i zieloną koszulkę na długi rękaw. Włożyłam długie, czarne kozaki na nogi oraz czarną kurtkę i wyszłam z domu. Idąc do szkoły, jak zawsze śpiewałam wraz z wykonawcami moich ulubionych piosenek. Od zawsze kochałam śpiewać, jednak nie zawsze miałam taką możliwość. Nigdy nie uczyłam się śpiewać, nie pobierałam żadnych lekcji. Po prostu zdarzało mi się podśpiewywać. Słuchałam również anielskiego głosu mojej mamy, zawsze, kiedy śpiewała mi kołysanki. Marzyłam, aby umieć śpiewać jak ona. Póżniej, nauczycielka muzyki w szkole zauważyłam mój talent. Uznała, że nie może się on zmarnować, jednak nie było mnie stać na dodatkowe lekcje w szkole muzycznej. Pani Dorothea zostawała ze mną po lekcjach, ucząc wszystkiego od podstaw. To dzięki niej potrafię teraz grać na pianinie. Rozwinęła mój talent muzyczny, za co będę jej wdzięczna do końca życia.
Pierwsze lekcje minęły mi bardzo szybko. Kiedy nadeszła pora lunchu, nie miałam zamiaru pokazywać się w stołówce. Obawiałam się spotkania kogoś znajomego, bądż poznania nowych osób. Potrzebowała chwili spokoju, a łazienka na drugim piętrze wydała mi się najbardziej odpowiednia. Wyglądała jak każda łazienka w szkole. Umywalki z brudnymi lustrami. Na jednym z nich widniał czerwony ślad ust. Cztery kabiny z szarymi drzwiami, gdzieniegdzie pomalowanymi przez uczniów.
Dla zabicia czasu po raz kolejny uczesałam włosy w koński ogon, a następnie zaczęłam malować usta czerwonym błyszczykiem. Wtedy do łazienki weszły dwie dziewczyny. Miały na sobie białe stroje cheerleaderek, a na ich twarzach widniały rumieńce. Zapewne właśnie skończyły trening. Jedną z nich rozpoznałam po chwili. To była Sue, dziewczyna Liama. Kiedy tylko mnie rozpoznała, jej oczy pociemniały ze złości. Przez ramię miała przełożoną różową torbę, którą położyła na blacie. Jej dłonie zacisnęły się w pięści, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
- Tak słucham? - spytałam i starałam się przybrać jak najbardziej obojętny głosik.
- Wiesz kim jestem?
Postukałam paznokciem o brodę, udając zamyślenie.
- Hmmmm..... przypominasz mi jedną z tych dziuń pracujących Mcdonaldzie, ale nie jestem pewna. Przykro mi.
Moja odpowiedz wybiła ją z rytmu. Może nie jestem najlepsza w wymyślaniu wyzwisk, ale przynajmniej mogę choć trochę jej dopiec.
- Nazywam się Susanne, jestem dziewczyną Liama.
Jejku, jak jej głos mnie wkurza. Jest strasznie piskliwy i brzmi jakby chciała, a nie mogła.
- Och, faktycznie - gwałtownie wciągnęłam powietrze, jakbym sobie coś przypomniała - Szkoda chłopaka. Taki fajny się wydawał.
Z uśmiechem na ustach patrzyłam jak jej twarz robiła się coraz bardziej czerwona.
- Uważaj, złość urodzie szkodzi. - odwróciłam się do dziewczyny plecami, dzięki czemu widziałam ją w lustrze - A nie, czekaj. Nie ma czemu zaszkodzić.
- Ostrzegam cię.Jeszcze raz się do niego zbliżysz, to mnie popamiętasz raz na zawsze.
Chyba wkurzyłam barbie, bo zaczyna mi grozić. Jak się boję, lęcę poskarżyć się dyrektorce (sarkazm).
-Przypominam Ci, że to on do mnie zarywał, nie ja do niego. Nie obchodzisz mnie ty, a zwłaszcza ten twój chłoptaś.
Przyrzekam, że gdyby nie pomoc dziewczyny, która również tutaj była, Sue już dawno by się na mnie rzuciła. A wtedy, potrzebny by był dla niej ambulans.
- Zobaczysz, nigdy mnie nie zapomnisz, uprzykrzę Ci życie jak najbardziej mogę.
- Uwierz mi, że tak brzydkiej bużki, nie da się zapomnieć.
Dziewczyna tupnęła nóżka. Wzięła za rękę swoją przyjaciółkę i całe szczęście, wybiegła z łazienki. Przez cały czas miałam ochotę przywalić jej głową o umywalkę, strasznie mnie wkurzyła.
- A żeby paznokieć Ci się złamał!!! - krzyknęłam za dziewczyną i sądząc po dziwnym wrzasku, usłyszała mnie.
Uśmiechnęłam się złośliwie. 2:0 dla mnie.
Po chwili do łazienki weszła Lucy. Z niedowierzaniem pokazała ręka na mnie i na drzwi kilka razy.
- O co .. co ... co się tutaj stało?
- Susanne przyszła się przywitać.
- Jaka ona jest tępa - westchnęła dziewczyna, wyjmując szczotkę do włosów. - A ty pewnie dałaś jej popalić?
Oparłam się biodrem o umywalkę.
- Nie ... czemu tak sądzisz? - spytałam z sarkazmem, oblizując usta. Wreszcie pokazłam, że nie jestem taką bezbronną dziewczyną, która nie potrafi się obronić. Zbyt długo żyłam w czyimś cieniu.
- Wiesz, wybiegła cała czerwona i dosłownie piszczała do Dal : Jaka ona jest głupia! A widziałaś jej szminkę? Wygląda w niej jak szmata.
Zaśmiałam się, słysząc zmianę głosu Lucy o kilka oktaw do góry. Idealnie naśladowała ten piskliwy, wkurzający do granic możliwości głosik dziewczyny.
- Da? - faktycznie, przez chwilę zapomniałam o dziewczynie, która tutaj stała. Wydała się w miarę miła. Pomogła mi, co bardzo doceniam.
- Jej przyjaciółka. Była z nią w toalecie.
- Przyjażnią się? Wydała mi się zupełnie inna niż Sue.
- Bo jest. Dalida jest cudną dziewczyną, bardzo pomocną. Również należy do chóru. Jest przyjaciółką Sue tylko dlatego, że ich rodzice się znają i maja wspólne interesy.
Prychnęłam. Sue powinna dostać Oskara za swoją jędzowatość.
- Nawet z tego powodu bym się z nią nie spotykała. Sue nie jest warta żadnego z nas.
- Każdy to wie, jednak to właśnie od Sue zależy, czy Dal dostanie się na studia, czy jej tata nie straci pracy, czy nie zostaną pośmiewiskiem w mieście. Sue może powiedzieć tatusiowi, że Dalida była dla niej okropna i dziewczyna zostanie bez środków do życia. Musi męczyć się i udawać jej przyjaciółkę, by zapewnić sobie dostatnie życie. Jednak co to za życie, kiedy nie jesteś sobą? Dlaczego cierpimy, by innym było lepiej?
- Ponieważ kochamy - szepnęłam, czując bolesne ukłucie w sercu.
Notka od Autorki: Mamy już rozdział 3. Jade pokazała dzisiaj pazurki. Jak wam się podoba? Co sądzicie o Sue? Kocham was wszystkich i proszę o chociaż jeden, mały komentarz.
sobota, 26 grudnia 2015
Rozdział 1 Na zawsze w moim sercu
Ktokolwiek nieszczęśliwych, być może, odwodzi od śmierci, ten jest
okrutny:śmierć bywa karą niekiedy, ale czasem darem: dla wielu jest ona
łaską
Seneka Młodszy
Stałam przed dużym lustrem w pokoju. Ubrałam się w jedyną czarną sukienkę, tego samego koloru długie kozaki i rozczesałam czerwone jak mak włosy. Przemalowałam je zaraz po wyjściu ze szpitala. Straciły swój brązowy odcień, na rzecz nowego, buntowniczego stylu. Czasy miłej, cichej dziewczynki w różowej sukieneczce się skończyły. Skoro takiej nikt mnie nie akceptował, to teraz też nie będą. Po co więc się starać? Moja osiemnastoletnia twarz została przykryta mocnym makijażem. Aniołek w przebraniu diablicy. Dzisiaj pożegnam swoją mamę. Na samą myśl mam w oczach łzy, jednak nie mogę płakać. Muszę być jak ona, silna. Nauczyła mnie, że mimo bólu jaki nosi się w sercu, nie można go okazać. Możliwe, że kiedyś uwierzymy w szczęście, którym codziennie się karmimy.
- Gotowa? - spytała babcia, wciskając mi do ręki bukiet kwiatów.
Niepewnie kiwnęłam głową, zaprzeczenie i tak nic by nie dało. Po kilku minutach drogi jesteśmy w starym kościele z drewna. Przyszło kilka koleżanek babci oraz znajomi z pracy mojej mamy. Niby tak dobrze się znają, a nie widzieli, że mąż się nad nią znęca? Gruby ksiądz odprawia mszę. Nie słucham jego głosu, ponieważ moje myśli są odsunięte w stronę mamy. Jej zdjęcia przy trumnie, rzędu nic nie znaczących kwiatów. W końcu przychodzi kolej na mnie. Piękny głos odziedziczyłam po niej. Wchodzę kilka schodków ku górze i siadam przed pianinem. Zaczęłam śpiewać piosenkę Christiny Aguilery, ponieważ nad nią ojciec również się znęcał. Ma piękne piosenki, które idealnie odzwierciedlają moją sytuację.
Christina Aguilera - I'm ok. ( wersja przeniesiona na pianino)
Once upon a time there was a girl
In her early years she had to learn
How to grow up living in a war that she called home
Never know just where to turn for shelter from the storm
Hurt me to see the pain across my mother's face
Everytime my father's fist would put her in her place
Hearing all the yelling, I would cry up in my room
Hoping it would be over soon
Bruises fade father, but the pain remains the same
I still remember how you kept me so afraid
The strength is my mother, for all the love she gave
Every morning that I wake, I look back at yesterday
And I'm Ok
I often wonder why I've carried all this guilt
When it's you that helped me put up all these walls I've built
Shadows stir at night through a crack in the door
The echoes of a broken child screaming please no more
Daddy don't you understand the damage you have done?
For you it's just a memory but for me it still lives on
tłm. polskie
Pewnego razu była sobie dziewczynka. I w tak młodym wieku musiała się nauczyć, jak dorosnąć żyjąc w wojnie, którą nazywała domem. Nigdy nie wiedziała, gdzie zwrócić się po schronienie przed burzą. Rani mnie oglądanie bólu na twarzy mojej matki za każdym razem, gdy pięść mojego ojca znajduje się na jej twarzy. Słysząc wrzaski, chciałam płakać w swoim pokoju, mając nadzieję, że to się wkrótce skończy. Siniaki bledną, ojcze, ale ból pozostaje taki sam. Wciąż pamiętam jak napawałeś mnie strachem. Moja matka jest silna dzięki całej miłości jaką dawała. Każdego ranka kiedy wstaję, cofam się do wczorajszego dnia I ja jestem w porządku. Często zastanawiam się, dlaczego ponoszę całą winę. Skoro to ty pomogłeś mi podnieść wszystkie mury, jakie zbudowałam. Cienie mieszają się nocą poprzez szczelinę w drzwiach. Echo zranionego dziecka krzyczy, proszę, już dość Tatusiu, czy nie rozumiesz jaką szkodę wyrządziłeś? Dla ciebie to tylko wspomnienie, ale we mnie to wciąż żyje.
Dalej nie potrafię już śpiewać. Mam w gardle gulę, a z oczu lecą łzy. Wracam więc ze spuszczoną głową na miejsce. Do końca nie potrafię się już uspokoić. Wszyscy przybyli goście wzruszyli się moją piosenką. Jednak to mnie nie obchodzi. Jest ona złożona na hołd mamy. Kiedy moja mama jest już w trumnie, rzucam na nią kwiaty. Niebieskie róże toną w białym śniegu. Są jak niebo. Nieskalane i niewinne.
Muszę zostać odciągnięta przez babcię, żeby możną było położyć nagrobek. Kwiaty i znicze przykryły go. Mimo śniegu przez kilka godzin klęczę przy jej grobie śpiewając kołysankę. Nie wierzę, że już nigdy jej nie zobaczę. Nie usłyszę słów kocham cię. Nigdy nie będzie tak jak dawniej. Jak mam spróbować żyć na nowo, kiedy myśli zaprząta mi mama. Moja kochana mamusia, która musiała odejść. Zabił ją tyran, nie człowiek, nie mąż, nie ojciec. To on doprowadził do stanu, gdzie nie mam jej, mojego podparcia. Nie wiem, czy będę potrafiła dalej żyć.
Jednak, może tak lepiej. Mama cierpiała. Była bita i poniżana. Może lepiej, że odeszła. Teraz jest aniołem. Czuwa nade mną. Jest w końcu szczęśliwa, ponieważ swoją mękę na ziemi zakończyła.
Zostaję zabrana przez równie zapłakaną babcię do domu. Jestem jej wdzięczna, że przez całą drogę nic nie mówi, nie pociesza i nie lituje się nade mną. Przesiedziałam na parapecie całą noc. Patrzyłam się na gwiazdy, szukając tej jedynej. To ona będzie błyszczała najjaśniej. Tam będzie moja mama.
Mimo, że nie ma jej ciałem, nigdy nie przestanie żyć w moim sercu.
Seneka Młodszy
Stałam przed dużym lustrem w pokoju. Ubrałam się w jedyną czarną sukienkę, tego samego koloru długie kozaki i rozczesałam czerwone jak mak włosy. Przemalowałam je zaraz po wyjściu ze szpitala. Straciły swój brązowy odcień, na rzecz nowego, buntowniczego stylu. Czasy miłej, cichej dziewczynki w różowej sukieneczce się skończyły. Skoro takiej nikt mnie nie akceptował, to teraz też nie będą. Po co więc się starać? Moja osiemnastoletnia twarz została przykryta mocnym makijażem. Aniołek w przebraniu diablicy. Dzisiaj pożegnam swoją mamę. Na samą myśl mam w oczach łzy, jednak nie mogę płakać. Muszę być jak ona, silna. Nauczyła mnie, że mimo bólu jaki nosi się w sercu, nie można go okazać. Możliwe, że kiedyś uwierzymy w szczęście, którym codziennie się karmimy.
- Gotowa? - spytała babcia, wciskając mi do ręki bukiet kwiatów.
Niepewnie kiwnęłam głową, zaprzeczenie i tak nic by nie dało. Po kilku minutach drogi jesteśmy w starym kościele z drewna. Przyszło kilka koleżanek babci oraz znajomi z pracy mojej mamy. Niby tak dobrze się znają, a nie widzieli, że mąż się nad nią znęca? Gruby ksiądz odprawia mszę. Nie słucham jego głosu, ponieważ moje myśli są odsunięte w stronę mamy. Jej zdjęcia przy trumnie, rzędu nic nie znaczących kwiatów. W końcu przychodzi kolej na mnie. Piękny głos odziedziczyłam po niej. Wchodzę kilka schodków ku górze i siadam przed pianinem. Zaczęłam śpiewać piosenkę Christiny Aguilery, ponieważ nad nią ojciec również się znęcał. Ma piękne piosenki, które idealnie odzwierciedlają moją sytuację.
Christina Aguilera - I'm ok. ( wersja przeniesiona na pianino)
Once upon a time there was a girl
In her early years she had to learn
How to grow up living in a war that she called home
Never know just where to turn for shelter from the storm
Hurt me to see the pain across my mother's face
Everytime my father's fist would put her in her place
Hearing all the yelling, I would cry up in my room
Hoping it would be over soon
Bruises fade father, but the pain remains the same
I still remember how you kept me so afraid
The strength is my mother, for all the love she gave
Every morning that I wake, I look back at yesterday
And I'm Ok
I often wonder why I've carried all this guilt
When it's you that helped me put up all these walls I've built
Shadows stir at night through a crack in the door
The echoes of a broken child screaming please no more
Daddy don't you understand the damage you have done?
For you it's just a memory but for me it still lives on
tłm. polskie
Pewnego razu była sobie dziewczynka. I w tak młodym wieku musiała się nauczyć, jak dorosnąć żyjąc w wojnie, którą nazywała domem. Nigdy nie wiedziała, gdzie zwrócić się po schronienie przed burzą. Rani mnie oglądanie bólu na twarzy mojej matki za każdym razem, gdy pięść mojego ojca znajduje się na jej twarzy. Słysząc wrzaski, chciałam płakać w swoim pokoju, mając nadzieję, że to się wkrótce skończy. Siniaki bledną, ojcze, ale ból pozostaje taki sam. Wciąż pamiętam jak napawałeś mnie strachem. Moja matka jest silna dzięki całej miłości jaką dawała. Każdego ranka kiedy wstaję, cofam się do wczorajszego dnia I ja jestem w porządku. Często zastanawiam się, dlaczego ponoszę całą winę. Skoro to ty pomogłeś mi podnieść wszystkie mury, jakie zbudowałam. Cienie mieszają się nocą poprzez szczelinę w drzwiach. Echo zranionego dziecka krzyczy, proszę, już dość Tatusiu, czy nie rozumiesz jaką szkodę wyrządziłeś? Dla ciebie to tylko wspomnienie, ale we mnie to wciąż żyje.
Dalej nie potrafię już śpiewać. Mam w gardle gulę, a z oczu lecą łzy. Wracam więc ze spuszczoną głową na miejsce. Do końca nie potrafię się już uspokoić. Wszyscy przybyli goście wzruszyli się moją piosenką. Jednak to mnie nie obchodzi. Jest ona złożona na hołd mamy. Kiedy moja mama jest już w trumnie, rzucam na nią kwiaty. Niebieskie róże toną w białym śniegu. Są jak niebo. Nieskalane i niewinne.
Muszę zostać odciągnięta przez babcię, żeby możną było położyć nagrobek. Kwiaty i znicze przykryły go. Mimo śniegu przez kilka godzin klęczę przy jej grobie śpiewając kołysankę. Nie wierzę, że już nigdy jej nie zobaczę. Nie usłyszę słów kocham cię. Nigdy nie będzie tak jak dawniej. Jak mam spróbować żyć na nowo, kiedy myśli zaprząta mi mama. Moja kochana mamusia, która musiała odejść. Zabił ją tyran, nie człowiek, nie mąż, nie ojciec. To on doprowadził do stanu, gdzie nie mam jej, mojego podparcia. Nie wiem, czy będę potrafiła dalej żyć.
Jednak, może tak lepiej. Mama cierpiała. Była bita i poniżana. Może lepiej, że odeszła. Teraz jest aniołem. Czuwa nade mną. Jest w końcu szczęśliwa, ponieważ swoją mękę na ziemi zakończyła.
Zostaję zabrana przez równie zapłakaną babcię do domu. Jestem jej wdzięczna, że przez całą drogę nic nie mówi, nie pociesza i nie lituje się nade mną. Przesiedziałam na parapecie całą noc. Patrzyłam się na gwiazdy, szukając tej jedynej. To ona będzie błyszczała najjaśniej. Tam będzie moja mama.
Mimo, że nie ma jej ciałem, nigdy nie przestanie żyć w moim sercu.
Rozdział 2 Dzień dobry, jestem Jade Black
Jedyne o czym marzę to nieskończony sen. To właśnie dzięki niemu
zapominamy o problemach. Jest on czymś w rodzaju odskoczni. Życie idzie
swoim trybem a my swoim. Dzięki snom możemy choć na chwilę przerwać codzienną
rutynę. Możemy marzyć. Obiecujemy sobie różne rzeczy, ale nigdy nie
będziemy w stanie dokonać żadnej z nich, jeśli mimo wszystko, nie przerwiemy snu.
Wypiłam kolejny łyk herbaty. To właśnie ona mnie rozlużniła. Od kilku godzin strasznie się stresuje. Niby znowu idę do kolejnej szkoły. Nie powinno mnie to martwić. W końcu i tak nikt mnie nie polubi, jak zawsze. Usiadłam na podłodze przed lustrem, które było przyczepione do drzwi szafki. Nałożyłam na twarz codzienny makijaż. Podkład, puder, czarna kredka wokół oczu i czerwona szminka. Wydaje mi się, że makijażem zakrywam wszystko, czego nie chcę pokazać. Mogę zakryć swoją twarz i mieć nadzieję, że nie zdradzi to moich uczuć. Ubrałam się w czarne spodnie i tego samego koloru sweter. Nie obchodzi mnie to, jak wyglądają moje ubrania. To, co na siebie zakładam, jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Nikomu innemu nie musi się to podobać.
Włożyłam nowe książki, kilka zeszytów i długopis do czarnego plecaka. To wcale nie jest tak, że trzęsą mi się ręce. Wiem, że nie powinnam tak bardzo się martwić, a jednak to uczucie nie chce mnie opuścić. Mimo,że udaję, że mi nie zależy, to tak naprawdę zawsze jest przeciwnie. Chodżbym nie wiem, jak bardzo starała się ukryć swoje uczucia, nigdy mi się to nie udaje. Wydaję mi się,że nigdy nie umiałam kłamać i to mnie zgubiło.
Wstałam w łóżka, na którym wcześniej usiadłam,aby założyć czarne botki. Musiałam zmierzyć się z nadchodzącymi dniami. Zeszłam na dół, starając się nie spaść z schodów. Nogi również bardzo mi się trzęsły.
- Jesteś gotowa?- spytała się mnie babcia, czekając w progu. - Wiesz, że masz udać się do dyrektorki, prawda? A potem...
-Babciu, opowiadałaś mi wszystko z tysiąc razy. Wiem, co mam robić, jestem już dużą dziewczynką.
Uśmiechnęłam się do niej pogodnie. Jest jedyną osobą, która mi została, która mnie kocha. Wiem, że jest jej ciężko po śmierci swojej córki. Stara się być silną dla mnie, ja chcę być silna dla niej. Ma naprawdę dużo problemów na głowie, nie chcę być kolejnym.
Babcia ucałowała mnie w policzek na pożegnanie. Włożyłam do uszu słuchawki, które od razu przeniosły mnie w inny świat. Wydaje mi się, że ludzie mają błędne zdanie na temat muzyki. Według nich zapominasz o problemach o problemach. Nie jest to prawdą. To właśnie dzięki muzyce zaczynasz sobie wszystko przypominać. Dawną miłość, śmierć najbliższej osoby, kłótnię z przyjaciółką. Każdy najmniejszy problem zaczyna o sobie przypominać. Wszystkie wspomnienia otaczają cię dokoła. Muzyka jest barierą od świata. Broni cię i otula słowami, jednak nigdy nie pozwala zapomnieć o istniejących problemach.
Po 20 minutach drogi staję przed dużym budynkiem. Wybrukowane schody prowadzą do mosiężnych drzwi. Wokół chodzi wiele zmarżniętych nastolatków, pragnących powrotu do ciepłego łóżka. Niektórzy z nich zwracają na mnie uwagę, inni zupełnie to olewają. Gdzieś pod drzewem stoi grupka osób, która pali. Po ośnieżonym chodniku biegła nauczycielka, upominając wszystkich o rozpoczynających się lekcjach. Weszłam do szkoły, otulając się mocniej kurtką. Tutaj wcale nie było cieplej, niż na dworzu. Zaczynam się zastanawić, co się stało z ogrzewaniem. Zaczęłam iść wzdłuż brzoskwiniowych ścian, na których wisiały tabliczki. Dzięki nim mogłam dojść do sekretariatu i się nie zgubić. Znalazły się na nich również dyplomy oraz prace plastyczne uczniów. Podłoga miała niebieski kolor, po bokach korytarza stały drewniane ławki. Po długiej drodze, którą uprzykrzyły mi ciekawskie spojrzenia uczniów, znalazłam się w sekretariacie.
Pomieszczenie nie było duże. Ściany miały kolor kawy z mlekiem. Stały tutaj uschłe kwiaty, brązowe szafki, książki oraz trzy krzesła, zajęte przez jakichś uczniów. Panował tutaj straszny gwar. Ludzie głośno ze sobą rozmawiali, przepychali się w różne strony. Chwilę mi zajęło, zanim odnalazłam sekretarkę. Była to kobieta w średnim wieku. Miała rozpuszczone włosy, które układały się w miękkie loki i twarz przykrytą grubą warstwą makijażu. Była schowana między stertami papierów, patrząc się w staroświecki komputer.
- Dzień dobry, nazywam się Jade Black.
- Fascynujące - westchnęła kobieta, nawet nie spoglądając w moją stronę.
Gdzie jest kultura?
- Jestem nową uczennicą - spróbowałam jeszcze raz, starając się zachować spokój.
- Po prostu wejdż do dyrekcji, powinna Cię przyjąć.
Ręka kobiety wzięła kubek, którego brzegi były zabarwione czerwoną szminką.
Przepchnęłam się do drzwi, na których była zawieszona kartka z napisem: Dyrektor. Ann Freeze. Zapukałam i nie czekając na odpowiedż weszłam. Znalazłam się w pomieszczeniu z fioletowymi ścianami i czarnymi meblami. Pachniało tutaj ostrymi damskimi perfumami i zgniłym ciałem. Nie żebym wiedziała jak to pachnie.
- Dzień dobry. Jesteś ....
- Jade Black.
Ustała przede mną niska kobieta o rudych włosach z siwymi pasmami na czubku głowy. Była ubrana w spódnice w kratę, białą koszulę i szary sweter. Jej twarz była naznaczona delikatnymi zmarszczkami. Uśmiechała się do mnie przyjażnie.
- Tak, dokładnie - kobieta podała mi kilka kartek z równiutko napisanym tekstem. Wciąż były ciepłe i pachniały drukarką. - Tutaj znajdziesz wszystko, co jest ci potrzebne. Twoja pierwsza lekcja to .... historia.
Westchnęłam sfrustrowana. Najgorszy przedmiot w życiu i to jeszcze pierwszego dnia. Jak można zapamiętać te wszystkie daty? A nazwiska? Po co w ogóle rozstrząsać coś, co już się wydarzyło?
Nagle zadzwonił dzwonek. Był tak głośny, że poczułam tępe pulsowanie w uszach. Już wiem, że wytłumaczenie nie słyszałam dzwonka nie istnieje w tej szkole.
- Chodż, zaprowadzę cię do klasy.
Ruszyłam za dyrektorką. Poruszała się powoli i wyrafinowanie. Po drodze minęliśmy korytarz. Pod ścianami stały tam szare szafki. Niektóre z nich były ozdobione naklejkami, inne pomazane naklejkami.
- Twoja szafka ma numer 225. Znajduje się na drugim piętrze.
Przytaknęłam głową na znak, że rozumiem.
Chwila, drugim? Ile chodzi tutaj uczniów, skoro jest tyle szafek?
- 456.
Spojrzałam dziwnie na dyrektorkę i mruknęłam ciche dziękuję. Ja to powiedziałam głośno, czy ona potrafi czytać w myślach? Mam nadzieję, że to pierwsze.
Klasa historyczna znajdowała się na końcu tego właśnie korytarza. Dyrektorka zapukała 3 razy do białych drzwi klasy.Po chwili usłyszełyśmy ciche proszę. Ściany klasy miały kolor dojrzałej pomarańczy, po lewej stronie znajdowały się nieumyte okna, po prawej tablice informacjami. Na przeciwko ławek, znajdował się wyłożony zieloną wykładziną podest. To tam stało biurko nauczycielki i ona sama. Za nią wisiały dwie tablice. Zielona, która była popisana datami i biała.
- To jest nowa uczennica, Eliza Black.
Fajnie, wszyscy wszystko wiedzą. Możecie przestać się gapić? Poczułam, jak moje policzki zaczęły piec. Już widzę, jak piękny rumieniec zrobił mi się na buzi.
- Dzień dobry. Proszę, wybierz sobie jakieś wolne miejsce.
Westchnęłam, pomijając już fakt, że było takie tylko jedno. Naprawdę, miałam ogromny wybór - sarkazm.
Powolnym krokiem podeszłam do krzesła. Pod żadnym pozorem nie podniosłam głowy, uważając, aby po drodze się nie potknąć. Miejsce obok mnie było zajęte przez chłopaka. Z pod kaptura wystawały czekoladowe loki. Rękawy czarnej bluzy były podwinięte do łokci, dzięki czemu mogłam przyjrzeć się jego tatuażom. Chłopak wystukiwał palcami rytm na ławce.
Usiadłam, a na sali zapanował dawny ruch. Nauczycielka wróciła do nudnego monologu, a ja postanowiłam rozejrzeć się po uczniach. Na samym początku siedzieli kujoni. Byli ubrani w proste, starannie wyprasowane koszule i sweterki pod samą szyję. Co chwila podnosili rękę, aby ukazać swoją wiedzę. Dalej siedzieli zupełnie normalni uczniowie. Tylko niektórzy z nich starali się słuchać nauczycielki. Inni grali na telefonach, rysowali w zeszytach lub tępo patrzyli się w sufit. Niedaleko mnie miejsca zajęły gwiazdeczki. Możecie uznać, że jest to zbyt oklepane, ale uwierzcie mi, takie sytuacje nie znajdują się tylko w filmach. Cheerleaderki i bogate lalunie z dekoldami jak arbuzy stanowiły największą część tej grupy. Jestem pewna, że połowa z nich przeszła przynajmniej jedną operację plastyczną. Niektóre z nich żuły gumy, inne poprawiały swój makijaż. Obok nich siedzieli wysportowani, przystojni chłopacy z drużyny piłkarskiej. Byli głośni i na pewno nie rozmawiali na temat śmierci pierwszego króla. Ostatnie ławki zajmują wyrzutki. Większość z nich ma kolorowe włosy, kolczyki i tatuaże. Niektórzy starają się słuchać nauczycielki, inni mają wywalone na to, co dzieje się wokoło.
Taki podział grup mnie trochę przeraża. Nie chcę należeć do żadnej grupy. To tak, jakby należenie do którejś z nich zmuszało cię do pewnych zachowań. Zaczynasz gdzieś przynależeć,więc musisz się zmienić i dopasować do tłumu.
Po pewnym czasie była już bardzo znudzona. Obejrzałam chyba każdy obraz wiszący na ścianach, zdążyłam zapamiętać najmniejszy detal wystroju oraz zauważyłam pająka w kącie sali.
Musiałam sprawdzić godzinę, ponieważ pomyślałam, że trafi mnie szlak. W klasie niestety nie było zegara, co mnie potwornie zdziwiło. Nie miałam również telefonu, ponieważ na razie nie było nas na niego stać.
- Która godzina? - szturchnęłam mojego sąsiada w ramię. On tylko wzruszył ramiona i wrócił do wystukiwania rytmu. Przyrzekam, że za chwilę urwę mu palce. Wkurza mnie ten dżwięk, a na dodatek kojarzę rytm danej piosenki.
Postanowiłam odezwać się do chłopaka siedzącego przede mną. Miał na sobie bluzę z logiem drużyny sportowej, która zakrywała, ale nie maskowała jego idealnie zbudowanego ciała. Miał krótkie, brązowe włosy. Stuknęłam chłopaka w ramię. - Wiesz, która godzina?
-Wiem.
Jego głos był niski, ale przyjemny. W brązowych oczach pojawiły się iskierki radości, a uśmiech się rozszerzył.
- A powiesz mi może która?
- 8:35 skarbeczku.
Przewróciłam oczami na tą odpowiedz. Chłopak się jednak nie odwrócił. Podziękowałam mu skinieniem głowy, ale on dalej siedział z tym idealnym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Byłam bezradna. Zwłaszcza, że blondynka siedząca obok niego zabijała mnie wzrokiem.
- Liam jestem.
Nie opowiedziałam. Nie miałam zamiaru zaczynać z nim znajomości. Nie wydawał się wart mojego czasu.
- Mi się nie przedstawisz?
- Głuchy jesteś?- warknęłam - Dyrektorka podawała moje imię.
- Nie słuchałem.
No cóż, to akurat było do przewidzenia. Przewróciłam oczami.
-Nazywam się osascd.
- Osascd?
- Odwróć się albo skopię ci dupę.
- Słaba riposta - mruknął mój ,,kolega'' z ławki, którego bawiła cała sytuacja.
Westchnęłam podirytowana, modląc się o szybszy dzwonek. Z nudów zaczęłam rysować róże na brzegu mojego zeszytu. Po pewnym czasie zadzwonił dzwonek. Poczekałam aż wszyscy wyjdą, aby nie musieć przepychać się z innymi. Nigdy nie mam pewności, że się myją lub są zdrowi. Zapakowałam książki do plecaka i powoli podniosłam się z krzesła. To był duży błąd. Kiedy miałam wyjść z klasy, zostałam zawołana przez nauczycielkę.
- O co chodzi? - spytałam się,przenosząc plecak na prawe ramię.
Nauczycielka miała krótkie, czarne włosy oraz największy pieprzyk na górnej wardze, jaki kiedykolwiek widziałam.
- Chciałabym wiedzieć, na jakim temacie skończyłaś w dawnej szkole.
- Wydaje mi się, że była to pierwsza wojna światowa. - odpowiedziałam, chodż tak na prawdę to gówno wiedziałam. Dobrze by było, gdybym znała choć tematy z moich lekcji.
- Ale to się omawia w 2 klasie liceum, nie w 3.
Nauczycielka była zszokowana, ja natomiast tylko wzruszyłam ramiona.
- Często nie mieliśmy lekcji z nauczycielem. - starałam się choć trochę wytłumaczyć. Nie miałam zamiaru opowiadać jej o mojej przeszłości lub podawać prawdziwego powodu mojej nieobecności na lekcjach.
- Dobrze, w takim razie na następną lekcję przyniosę ci powtórki z klasy drugiej, abyś mogła nadrobić materiał.
Pokiwałam głową i wyszłam. Obie wiedziałyśmy, że tego nie zrobię.
O 12 był lunch. Najgorsza godzina wciągu całego dnia. Nie jadłam nic, więc na samą myśl o jedzeniu potwornie zaburczało mi w brzuchu. Przyglądając się mapce, udało mi się trafić do stołówki. Znajdowała się ona w piwnicy, do której trzeba było zejść schodami. Stołówka była brzydka oraz strasznie w niej śmierdziało. Na swoją tacę położyłam czerwone, poobijane jabłko. Jako jedyne wydawało mi się w miarę zjadliwe. Usiadłam na samym końcu najbardziej oddalonego stolika. Spojrzałam przez ono, ponieważ moją uwagę przykuły dwie postacie w czarnych kurtkach. Stali schowani za niskim murkiem, jednak z mojej perspektywy mogłam ich zobaczyć. Trzymali w rękach papierosy, wypuszczając co chwila dym. Jeden z nich miał brązowe loki, bardzo podobne do chłopaka z którym siedziałam na historii.
Krzesło obok mnie zostało odsunięte. Przeniosłam zdziwiony wzrok na dziewczynę siedzącą przede mną.Była przy tuszy. Jej okrągłą buzię okalały miodowe loki. Uśmiechała się do mnie przyjażnie.
- Lucinda ale mów mi Lucy.
Dziewczyna podała mi nad stołem rękę pełną pierścionków.
- Eliza.
- Jak ci się podoba w szkole?
Lucy wgryzła się w czekoladowy batonik. Musi być przewodniczącą szkoły, skoro się do mnie dosiadła.
- Jesteś przewodniczącą?
- Tak.
Już mam coś dodać, kiedy ona mi przerywa.
- Nie myśl sobie, że dlatego tutaj siedzę. Nie jestem jedną z tych chichoczących dziewczyn, które myślą, że jak maja taką posadę to są fajne. Nie jestem lubiana. Ludzie nie tolerują mnie przez mój wygląd. Ty wydajesz mi się bardzo miłą osobą, która potrzebuje towarzystwa. Przy okazji - dziewczyna delikatnie nachyliła się w moją stronę - chłopacy się na ciebie gapią.
Oblałam się rumieńcem. Czemu w dawnych szkołach nikt nie zwracał na mnie uwagi, a tutaj nagle tak? Czuję się nieswojo. Jeszcze nigdy nie miałam chłopakaa co dopiero się nie całowałam. Nie byłam nawet na randce. Żyłam zamknięta jak w klasztorze. Większość mojego dzieciństwa to było piekło.
- Sądzisz, że będę miała z dziewczynami na pieńku?
- Byłam na historii, kiedy Lucas do ciebie zagadał. Jego dziewczyna nie była z tego powodu zadowolona. Natomiast zakochane singielki mordują cię wzrokiem, kiedy tylko ich wybranek obliże sobie wargi na twój widok.
Wydaję mi się, że ta dziewczyna jest uszami i oczami dyrektorki. Wie rzeczy, który ja nie zauważyłam. A powinnam.
- Słuchaj - zaczęłam, ponieważ ciekawość mnie rozsadzała - kim był chłopak, co siedział ze mną na historii?
- To był Harry. Ja mówię na niego Hazza. Siedzi ze swoją grupką emo, jednak w pewnej części należy do nas.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Kobieto, tłumacz dalej.
-Nas, czyli chóru.- odpowiedziała dziewczyna, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie- Tworzymy zespół szkolny, reprezentujemy miasto na konkursach. W skład niego wchodzę na przykład ja,Harry, Liam i jego dziewczyna oraz jeszcze kilka osób. Jesteśmy wymieszani, jednak mamy talent. Ja śpiewam. Hazza też, jednak on potrafi dodatkowo świetnie grać na gitarze, a Liam rapuje. Mimo, że tworzymy zgrany zespół, w normalnym życiu nie znamy się. Mamy swoje problemy, należymy do innych grup i w żadne z nich się nie wtrącamy.
- To... ym ... przykre.- tak, Jade, potrafisz pocieszyć jak nikt inny.
Lucy machnęła na to ręką i wstała od stołu.
- Takie życie. Do zobaczenia jutro.
Znowu
W Znowu zostałam sama.Dowiedziałam się dzisiaj wielu rzeczy, od których zaczęła boleć mnie głowa. Spojrzałam w stronę muru.Opierał się o niego chłopak, którego imię już znałam. To Harry i patrzył się na mnie zielonymi oczami. Miał zmarszczone czoło, jakby się zastanawiał.
Poczułam się niezręcznie. Oddałam nietknięte jabłko i wróciłam na lekcje.
Notka od Autorki: Drugi rozdział już jest. Proszę o wasze komentarze. Co sądzicie o Harrym? Jak sądzicie, z którym z chłopaków Jade postanowi zacieśnić relacje?
Wypiłam kolejny łyk herbaty. To właśnie ona mnie rozlużniła. Od kilku godzin strasznie się stresuje. Niby znowu idę do kolejnej szkoły. Nie powinno mnie to martwić. W końcu i tak nikt mnie nie polubi, jak zawsze. Usiadłam na podłodze przed lustrem, które było przyczepione do drzwi szafki. Nałożyłam na twarz codzienny makijaż. Podkład, puder, czarna kredka wokół oczu i czerwona szminka. Wydaje mi się, że makijażem zakrywam wszystko, czego nie chcę pokazać. Mogę zakryć swoją twarz i mieć nadzieję, że nie zdradzi to moich uczuć. Ubrałam się w czarne spodnie i tego samego koloru sweter. Nie obchodzi mnie to, jak wyglądają moje ubrania. To, co na siebie zakładam, jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Nikomu innemu nie musi się to podobać.
Włożyłam nowe książki, kilka zeszytów i długopis do czarnego plecaka. To wcale nie jest tak, że trzęsą mi się ręce. Wiem, że nie powinnam tak bardzo się martwić, a jednak to uczucie nie chce mnie opuścić. Mimo,że udaję, że mi nie zależy, to tak naprawdę zawsze jest przeciwnie. Chodżbym nie wiem, jak bardzo starała się ukryć swoje uczucia, nigdy mi się to nie udaje. Wydaję mi się,że nigdy nie umiałam kłamać i to mnie zgubiło.
Wstałam w łóżka, na którym wcześniej usiadłam,aby założyć czarne botki. Musiałam zmierzyć się z nadchodzącymi dniami. Zeszłam na dół, starając się nie spaść z schodów. Nogi również bardzo mi się trzęsły.
- Jesteś gotowa?- spytała się mnie babcia, czekając w progu. - Wiesz, że masz udać się do dyrektorki, prawda? A potem...
-Babciu, opowiadałaś mi wszystko z tysiąc razy. Wiem, co mam robić, jestem już dużą dziewczynką.
Uśmiechnęłam się do niej pogodnie. Jest jedyną osobą, która mi została, która mnie kocha. Wiem, że jest jej ciężko po śmierci swojej córki. Stara się być silną dla mnie, ja chcę być silna dla niej. Ma naprawdę dużo problemów na głowie, nie chcę być kolejnym.
Babcia ucałowała mnie w policzek na pożegnanie. Włożyłam do uszu słuchawki, które od razu przeniosły mnie w inny świat. Wydaje mi się, że ludzie mają błędne zdanie na temat muzyki. Według nich zapominasz o problemach o problemach. Nie jest to prawdą. To właśnie dzięki muzyce zaczynasz sobie wszystko przypominać. Dawną miłość, śmierć najbliższej osoby, kłótnię z przyjaciółką. Każdy najmniejszy problem zaczyna o sobie przypominać. Wszystkie wspomnienia otaczają cię dokoła. Muzyka jest barierą od świata. Broni cię i otula słowami, jednak nigdy nie pozwala zapomnieć o istniejących problemach.
Po 20 minutach drogi staję przed dużym budynkiem. Wybrukowane schody prowadzą do mosiężnych drzwi. Wokół chodzi wiele zmarżniętych nastolatków, pragnących powrotu do ciepłego łóżka. Niektórzy z nich zwracają na mnie uwagę, inni zupełnie to olewają. Gdzieś pod drzewem stoi grupka osób, która pali. Po ośnieżonym chodniku biegła nauczycielka, upominając wszystkich o rozpoczynających się lekcjach. Weszłam do szkoły, otulając się mocniej kurtką. Tutaj wcale nie było cieplej, niż na dworzu. Zaczynam się zastanawić, co się stało z ogrzewaniem. Zaczęłam iść wzdłuż brzoskwiniowych ścian, na których wisiały tabliczki. Dzięki nim mogłam dojść do sekretariatu i się nie zgubić. Znalazły się na nich również dyplomy oraz prace plastyczne uczniów. Podłoga miała niebieski kolor, po bokach korytarza stały drewniane ławki. Po długiej drodze, którą uprzykrzyły mi ciekawskie spojrzenia uczniów, znalazłam się w sekretariacie.
Pomieszczenie nie było duże. Ściany miały kolor kawy z mlekiem. Stały tutaj uschłe kwiaty, brązowe szafki, książki oraz trzy krzesła, zajęte przez jakichś uczniów. Panował tutaj straszny gwar. Ludzie głośno ze sobą rozmawiali, przepychali się w różne strony. Chwilę mi zajęło, zanim odnalazłam sekretarkę. Była to kobieta w średnim wieku. Miała rozpuszczone włosy, które układały się w miękkie loki i twarz przykrytą grubą warstwą makijażu. Była schowana między stertami papierów, patrząc się w staroświecki komputer.
- Dzień dobry, nazywam się Jade Black.
- Fascynujące - westchnęła kobieta, nawet nie spoglądając w moją stronę.
Gdzie jest kultura?
- Jestem nową uczennicą - spróbowałam jeszcze raz, starając się zachować spokój.
- Po prostu wejdż do dyrekcji, powinna Cię przyjąć.
Ręka kobiety wzięła kubek, którego brzegi były zabarwione czerwoną szminką.
Przepchnęłam się do drzwi, na których była zawieszona kartka z napisem: Dyrektor. Ann Freeze. Zapukałam i nie czekając na odpowiedż weszłam. Znalazłam się w pomieszczeniu z fioletowymi ścianami i czarnymi meblami. Pachniało tutaj ostrymi damskimi perfumami i zgniłym ciałem. Nie żebym wiedziała jak to pachnie.
- Dzień dobry. Jesteś ....
- Jade Black.
Ustała przede mną niska kobieta o rudych włosach z siwymi pasmami na czubku głowy. Była ubrana w spódnice w kratę, białą koszulę i szary sweter. Jej twarz była naznaczona delikatnymi zmarszczkami. Uśmiechała się do mnie przyjażnie.
- Tak, dokładnie - kobieta podała mi kilka kartek z równiutko napisanym tekstem. Wciąż były ciepłe i pachniały drukarką. - Tutaj znajdziesz wszystko, co jest ci potrzebne. Twoja pierwsza lekcja to .... historia.
Westchnęłam sfrustrowana. Najgorszy przedmiot w życiu i to jeszcze pierwszego dnia. Jak można zapamiętać te wszystkie daty? A nazwiska? Po co w ogóle rozstrząsać coś, co już się wydarzyło?
Nagle zadzwonił dzwonek. Był tak głośny, że poczułam tępe pulsowanie w uszach. Już wiem, że wytłumaczenie nie słyszałam dzwonka nie istnieje w tej szkole.
- Chodż, zaprowadzę cię do klasy.
Ruszyłam za dyrektorką. Poruszała się powoli i wyrafinowanie. Po drodze minęliśmy korytarz. Pod ścianami stały tam szare szafki. Niektóre z nich były ozdobione naklejkami, inne pomazane naklejkami.
- Twoja szafka ma numer 225. Znajduje się na drugim piętrze.
Przytaknęłam głową na znak, że rozumiem.
Chwila, drugim? Ile chodzi tutaj uczniów, skoro jest tyle szafek?
- 456.
Spojrzałam dziwnie na dyrektorkę i mruknęłam ciche dziękuję. Ja to powiedziałam głośno, czy ona potrafi czytać w myślach? Mam nadzieję, że to pierwsze.
Klasa historyczna znajdowała się na końcu tego właśnie korytarza. Dyrektorka zapukała 3 razy do białych drzwi klasy.Po chwili usłyszełyśmy ciche proszę. Ściany klasy miały kolor dojrzałej pomarańczy, po lewej stronie znajdowały się nieumyte okna, po prawej tablice informacjami. Na przeciwko ławek, znajdował się wyłożony zieloną wykładziną podest. To tam stało biurko nauczycielki i ona sama. Za nią wisiały dwie tablice. Zielona, która była popisana datami i biała.
- To jest nowa uczennica, Eliza Black.
Fajnie, wszyscy wszystko wiedzą. Możecie przestać się gapić? Poczułam, jak moje policzki zaczęły piec. Już widzę, jak piękny rumieniec zrobił mi się na buzi.
- Dzień dobry. Proszę, wybierz sobie jakieś wolne miejsce.
Westchnęłam, pomijając już fakt, że było takie tylko jedno. Naprawdę, miałam ogromny wybór - sarkazm.
Powolnym krokiem podeszłam do krzesła. Pod żadnym pozorem nie podniosłam głowy, uważając, aby po drodze się nie potknąć. Miejsce obok mnie było zajęte przez chłopaka. Z pod kaptura wystawały czekoladowe loki. Rękawy czarnej bluzy były podwinięte do łokci, dzięki czemu mogłam przyjrzeć się jego tatuażom. Chłopak wystukiwał palcami rytm na ławce.
Usiadłam, a na sali zapanował dawny ruch. Nauczycielka wróciła do nudnego monologu, a ja postanowiłam rozejrzeć się po uczniach. Na samym początku siedzieli kujoni. Byli ubrani w proste, starannie wyprasowane koszule i sweterki pod samą szyję. Co chwila podnosili rękę, aby ukazać swoją wiedzę. Dalej siedzieli zupełnie normalni uczniowie. Tylko niektórzy z nich starali się słuchać nauczycielki. Inni grali na telefonach, rysowali w zeszytach lub tępo patrzyli się w sufit. Niedaleko mnie miejsca zajęły gwiazdeczki. Możecie uznać, że jest to zbyt oklepane, ale uwierzcie mi, takie sytuacje nie znajdują się tylko w filmach. Cheerleaderki i bogate lalunie z dekoldami jak arbuzy stanowiły największą część tej grupy. Jestem pewna, że połowa z nich przeszła przynajmniej jedną operację plastyczną. Niektóre z nich żuły gumy, inne poprawiały swój makijaż. Obok nich siedzieli wysportowani, przystojni chłopacy z drużyny piłkarskiej. Byli głośni i na pewno nie rozmawiali na temat śmierci pierwszego króla. Ostatnie ławki zajmują wyrzutki. Większość z nich ma kolorowe włosy, kolczyki i tatuaże. Niektórzy starają się słuchać nauczycielki, inni mają wywalone na to, co dzieje się wokoło.
Taki podział grup mnie trochę przeraża. Nie chcę należeć do żadnej grupy. To tak, jakby należenie do którejś z nich zmuszało cię do pewnych zachowań. Zaczynasz gdzieś przynależeć,więc musisz się zmienić i dopasować do tłumu.
Po pewnym czasie była już bardzo znudzona. Obejrzałam chyba każdy obraz wiszący na ścianach, zdążyłam zapamiętać najmniejszy detal wystroju oraz zauważyłam pająka w kącie sali.
Musiałam sprawdzić godzinę, ponieważ pomyślałam, że trafi mnie szlak. W klasie niestety nie było zegara, co mnie potwornie zdziwiło. Nie miałam również telefonu, ponieważ na razie nie było nas na niego stać.
- Która godzina? - szturchnęłam mojego sąsiada w ramię. On tylko wzruszył ramiona i wrócił do wystukiwania rytmu. Przyrzekam, że za chwilę urwę mu palce. Wkurza mnie ten dżwięk, a na dodatek kojarzę rytm danej piosenki.
Postanowiłam odezwać się do chłopaka siedzącego przede mną. Miał na sobie bluzę z logiem drużyny sportowej, która zakrywała, ale nie maskowała jego idealnie zbudowanego ciała. Miał krótkie, brązowe włosy. Stuknęłam chłopaka w ramię. - Wiesz, która godzina?
-Wiem.
Jego głos był niski, ale przyjemny. W brązowych oczach pojawiły się iskierki radości, a uśmiech się rozszerzył.
- A powiesz mi może która?
- 8:35 skarbeczku.
Przewróciłam oczami na tą odpowiedz. Chłopak się jednak nie odwrócił. Podziękowałam mu skinieniem głowy, ale on dalej siedział z tym idealnym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Byłam bezradna. Zwłaszcza, że blondynka siedząca obok niego zabijała mnie wzrokiem.
- Liam jestem.
Nie opowiedziałam. Nie miałam zamiaru zaczynać z nim znajomości. Nie wydawał się wart mojego czasu.
- Mi się nie przedstawisz?
- Głuchy jesteś?- warknęłam - Dyrektorka podawała moje imię.
- Nie słuchałem.
No cóż, to akurat było do przewidzenia. Przewróciłam oczami.
-Nazywam się osascd.
- Osascd?
- Odwróć się albo skopię ci dupę.
- Słaba riposta - mruknął mój ,,kolega'' z ławki, którego bawiła cała sytuacja.
Westchnęłam podirytowana, modląc się o szybszy dzwonek. Z nudów zaczęłam rysować róże na brzegu mojego zeszytu. Po pewnym czasie zadzwonił dzwonek. Poczekałam aż wszyscy wyjdą, aby nie musieć przepychać się z innymi. Nigdy nie mam pewności, że się myją lub są zdrowi. Zapakowałam książki do plecaka i powoli podniosłam się z krzesła. To był duży błąd. Kiedy miałam wyjść z klasy, zostałam zawołana przez nauczycielkę.
- O co chodzi? - spytałam się,przenosząc plecak na prawe ramię.
Nauczycielka miała krótkie, czarne włosy oraz największy pieprzyk na górnej wardze, jaki kiedykolwiek widziałam.
- Chciałabym wiedzieć, na jakim temacie skończyłaś w dawnej szkole.
- Wydaje mi się, że była to pierwsza wojna światowa. - odpowiedziałam, chodż tak na prawdę to gówno wiedziałam. Dobrze by było, gdybym znała choć tematy z moich lekcji.
- Ale to się omawia w 2 klasie liceum, nie w 3.
Nauczycielka była zszokowana, ja natomiast tylko wzruszyłam ramiona.
- Często nie mieliśmy lekcji z nauczycielem. - starałam się choć trochę wytłumaczyć. Nie miałam zamiaru opowiadać jej o mojej przeszłości lub podawać prawdziwego powodu mojej nieobecności na lekcjach.
- Dobrze, w takim razie na następną lekcję przyniosę ci powtórki z klasy drugiej, abyś mogła nadrobić materiał.
Pokiwałam głową i wyszłam. Obie wiedziałyśmy, że tego nie zrobię.
O 12 był lunch. Najgorsza godzina wciągu całego dnia. Nie jadłam nic, więc na samą myśl o jedzeniu potwornie zaburczało mi w brzuchu. Przyglądając się mapce, udało mi się trafić do stołówki. Znajdowała się ona w piwnicy, do której trzeba było zejść schodami. Stołówka była brzydka oraz strasznie w niej śmierdziało. Na swoją tacę położyłam czerwone, poobijane jabłko. Jako jedyne wydawało mi się w miarę zjadliwe. Usiadłam na samym końcu najbardziej oddalonego stolika. Spojrzałam przez ono, ponieważ moją uwagę przykuły dwie postacie w czarnych kurtkach. Stali schowani za niskim murkiem, jednak z mojej perspektywy mogłam ich zobaczyć. Trzymali w rękach papierosy, wypuszczając co chwila dym. Jeden z nich miał brązowe loki, bardzo podobne do chłopaka z którym siedziałam na historii.
Krzesło obok mnie zostało odsunięte. Przeniosłam zdziwiony wzrok na dziewczynę siedzącą przede mną.Była przy tuszy. Jej okrągłą buzię okalały miodowe loki. Uśmiechała się do mnie przyjażnie.
- Lucinda ale mów mi Lucy.
Dziewczyna podała mi nad stołem rękę pełną pierścionków.
- Eliza.
- Jak ci się podoba w szkole?
Lucy wgryzła się w czekoladowy batonik. Musi być przewodniczącą szkoły, skoro się do mnie dosiadła.
- Jesteś przewodniczącą?
- Tak.
Już mam coś dodać, kiedy ona mi przerywa.
- Nie myśl sobie, że dlatego tutaj siedzę. Nie jestem jedną z tych chichoczących dziewczyn, które myślą, że jak maja taką posadę to są fajne. Nie jestem lubiana. Ludzie nie tolerują mnie przez mój wygląd. Ty wydajesz mi się bardzo miłą osobą, która potrzebuje towarzystwa. Przy okazji - dziewczyna delikatnie nachyliła się w moją stronę - chłopacy się na ciebie gapią.
Oblałam się rumieńcem. Czemu w dawnych szkołach nikt nie zwracał na mnie uwagi, a tutaj nagle tak? Czuję się nieswojo. Jeszcze nigdy nie miałam chłopakaa co dopiero się nie całowałam. Nie byłam nawet na randce. Żyłam zamknięta jak w klasztorze. Większość mojego dzieciństwa to było piekło.
- Sądzisz, że będę miała z dziewczynami na pieńku?
- Byłam na historii, kiedy Lucas do ciebie zagadał. Jego dziewczyna nie była z tego powodu zadowolona. Natomiast zakochane singielki mordują cię wzrokiem, kiedy tylko ich wybranek obliże sobie wargi na twój widok.
Wydaję mi się, że ta dziewczyna jest uszami i oczami dyrektorki. Wie rzeczy, który ja nie zauważyłam. A powinnam.
- Słuchaj - zaczęłam, ponieważ ciekawość mnie rozsadzała - kim był chłopak, co siedział ze mną na historii?
- To był Harry. Ja mówię na niego Hazza. Siedzi ze swoją grupką emo, jednak w pewnej części należy do nas.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Kobieto, tłumacz dalej.
-Nas, czyli chóru.- odpowiedziała dziewczyna, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie- Tworzymy zespół szkolny, reprezentujemy miasto na konkursach. W skład niego wchodzę na przykład ja,Harry, Liam i jego dziewczyna oraz jeszcze kilka osób. Jesteśmy wymieszani, jednak mamy talent. Ja śpiewam. Hazza też, jednak on potrafi dodatkowo świetnie grać na gitarze, a Liam rapuje. Mimo, że tworzymy zgrany zespół, w normalnym życiu nie znamy się. Mamy swoje problemy, należymy do innych grup i w żadne z nich się nie wtrącamy.
- To... ym ... przykre.- tak, Jade, potrafisz pocieszyć jak nikt inny.
Lucy machnęła na to ręką i wstała od stołu.
- Takie życie. Do zobaczenia jutro.
Znowu
W Znowu zostałam sama.Dowiedziałam się dzisiaj wielu rzeczy, od których zaczęła boleć mnie głowa. Spojrzałam w stronę muru.Opierał się o niego chłopak, którego imię już znałam. To Harry i patrzył się na mnie zielonymi oczami. Miał zmarszczone czoło, jakby się zastanawiał.
Poczułam się niezręcznie. Oddałam nietknięte jabłko i wróciłam na lekcje.
Notka od Autorki: Drugi rozdział już jest. Proszę o wasze komentarze. Co sądzicie o Harrym? Jak sądzicie, z którym z chłopaków Jade postanowi zacieśnić relacje?
Subskrybuj:
Posty (Atom)