sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 2 Dzień dobry, jestem Jade Black

Jedyne o czym marzę to nieskończony sen. To właśnie dzięki niemu zapominamy o problemach. Jest on czymś w rodzaju odskoczni. Życie idzie swoim trybem a my swoim. Dzięki snom możemy choć na chwilę przerwać codzienną rutynę. Możemy marzyć. Obiecujemy sobie różne rzeczy, ale nigdy nie będziemy w stanie dokonać żadnej z nich, jeśli mimo wszystko, nie przerwiemy snu.
   
  Wypiłam kolejny łyk herbaty. To właśnie ona mnie rozlużniła. Od kilku godzin strasznie się stresuje. Niby  znowu idę do kolejnej szkoły. Nie powinno mnie to martwić. W końcu i tak nikt mnie nie polubi, jak zawsze. Usiadłam na podłodze przed lustrem, które było przyczepione do drzwi szafki. Nałożyłam na twarz codzienny makijaż. Podkład, puder, czarna kredka wokół oczu i czerwona szminka. Wydaje mi się, że makijażem zakrywam wszystko, czego nie chcę pokazać. Mogę zakryć swoją twarz i mieć nadzieję, że nie zdradzi to moich uczuć. Ubrałam się w czarne spodnie i tego samego koloru sweter. Nie obchodzi mnie to, jak wyglądają moje ubrania. To, co na siebie zakładam, jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Nikomu innemu nie musi się to podobać
Włożyłam nowe książki, kilka zeszytów i długopis do czarnego plecaka. To wcale nie jest tak, że trzęsą mi się ręce. Wiem, że nie powinnam tak bardzo się martwić, a jednak to uczucie nie chce mnie opuścić. Mimo,że udaję, że mi nie zależy, to tak naprawdę zawsze jest przeciwnie. Chodżbym nie wiem, jak bardzo starała się ukryć swoje uczucia, nigdy mi się to nie udaje. Wydaję mi się,że nigdy nie umiałam kłamać i to mnie zgubiło. 
Wstałam w łóżka, na którym wcześniej usiadłam,aby założyć czarne botki. Musiałam zmierzyć się z nadchodzącymi dniami. Zeszłam na dół, starając się nie spaść z schodów. Nogi również bardzo mi się trzęsły.  
 - Jesteś gotowa?- spytała się mnie babcia, czekając w progu. - Wiesz, że masz udać się do dyrektorki, prawda? A potem...
-Babciu, opowiadałaś mi wszystko z tysiąc razy. Wiem, co mam robić, jestem już dużą dziewczynką. 
  Uśmiechnęłam się do niej pogodnie. Jest jedyną osobą, która mi została, która mnie kocha. Wiem, że jest jej ciężko po śmierci swojej córki. Stara się być silną dla mnie, ja chcę być silna dla niej. Ma naprawdę dużo problemów na głowie, nie chcę być kolejnym. 
Babcia ucałowała mnie w policzek na pożegnanie. Włożyłam do uszu  słuchawki, które od razu przeniosły mnie w inny świat. Wydaje mi się, że ludzie mają błędne zdanie na temat muzyki. Według nich zapominasz o problemach o problemach. Nie jest to prawdą. To właśnie dzięki muzyce zaczynasz sobie wszystko przypominać. Dawną miłość, śmierć najbliższej osoby, kłótnię z przyjaciółką. Każdy najmniejszy problem zaczyna o sobie przypominać. Wszystkie wspomnienia otaczają cię dokoła. Muzyka jest barierą od świata. Broni cię i otula słowami, jednak nigdy nie pozwala zapomnieć o istniejących problemach. 
  Po 20 minutach drogi staję przed dużym budynkiem. Wybrukowane schody prowadzą do mosiężnych drzwi. Wokół chodzi wiele zmarżniętych nastolatków, pragnących powrotu do ciepłego łóżka. Niektórzy z nich zwracają na mnie uwagę, inni zupełnie to olewają. Gdzieś pod drzewem stoi grupka osób, która pali. Po ośnieżonym chodniku biegła nauczycielka, upominając wszystkich o rozpoczynających się lekcjach. Weszłam do szkoły, otulając się mocniej kurtką. Tutaj wcale nie było cieplej, niż na dworzu. Zaczynam się zastanawić, co się stało z ogrzewaniem.  Zaczęłam iść wzdłuż brzoskwiniowych ścian, na których wisiały tabliczki. Dzięki nim mogłam dojść do sekretariatu i się nie zgubić. Znalazły się na nich również dyplomy oraz prace plastyczne uczniów. Podłoga miała niebieski kolor, po bokach korytarza stały drewniane ławki. Po długiej drodze, którą uprzykrzyły mi ciekawskie spojrzenia uczniów, znalazłam się w sekretariacie.
  Pomieszczenie nie było duże. Ściany miały kolor kawy z mlekiem. Stały tutaj uschłe kwiaty, brązowe szafki, książki oraz trzy krzesła, zajęte przez jakichś uczniów. Panował tutaj straszny gwar. Ludzie głośno ze sobą rozmawiali, przepychali się w różne strony. Chwilę mi zajęło, zanim odnalazłam sekretarkę. Była to kobieta w średnim wieku. Miała rozpuszczone włosy, które układały się w miękkie loki i twarz przykrytą grubą warstwą makijażu. Była schowana między stertami papierów, patrząc się w staroświecki komputer.
- Dzień dobry, nazywam się Jade Black.
- Fascynujące - westchnęła kobieta, nawet nie spoglądając w moją stronę. 
Gdzie jest kultura
- Jestem nową uczennicą - spróbowałam jeszcze raz, starając się zachować spokój. 
- Po prostu wejdż do dyrekcji, powinna Cię przyjąć.
Ręka kobiety wzięła kubek, którego brzegi były zabarwione czerwoną szminką.
Przepchnęłam się do drzwi, na których była zawieszona kartka z napisem: Dyrektor. Ann Freeze. Zapukałam i nie czekając na odpowiedż weszłam. Znalazłam się w pomieszczeniu z fioletowymi ścianami i czarnymi meblami. Pachniało tutaj ostrymi damskimi perfumami i zgniłym ciałem. Nie żebym wiedziała jak to pachnie. 
- Dzień dobry. Jesteś ....
- Jade Black.
  Ustała przede mną niska kobieta o rudych włosach z siwymi pasmami na czubku głowy. Była ubrana w spódnice w kratę, białą koszulę i szary sweter. Jej twarz była naznaczona delikatnymi zmarszczkami. Uśmiechała się do mnie przyjażnie. 
- Tak, dokładnie - kobieta podała mi kilka kartek z równiutko napisanym tekstem. Wciąż były ciepłe i pachniały drukarką. - Tutaj znajdziesz wszystko, co jest ci potrzebne. Twoja pierwsza lekcja to .... historia.
Westchnęłam sfrustrowana. Najgorszy przedmiot w życiu i to jeszcze pierwszego dnia. Jak można zapamiętać te wszystkie daty? A nazwiska?  Po co w ogóle rozstrząsać coś, co już się wydarzyło?
Nagle zadzwonił dzwonek. Był tak głośny, że poczułam tępe pulsowanie w uszach. Już wiem, że wytłumaczenie nie słyszałam dzwonka nie istnieje w tej szkole.
- Chodż, zaprowadzę cię do klasy.
Ruszyłam za dyrektorką. Poruszała się powoli i wyrafinowanie. Po drodze minęliśmy korytarz. Pod ścianami stały tam szare szafki. Niektóre z nich były ozdobione naklejkami, inne  pomazane naklejkami.
- Twoja szafka ma numer 225. Znajduje się na drugim piętrze.
Przytaknęłam głową na znak, że rozumiem. 
Chwila, drugim? Ile chodzi tutaj uczniów, skoro jest tyle szafek?  
- 456.
  Spojrzałam dziwnie na dyrektorkę i mruknęłam ciche dziękuję. Ja to powiedziałam głośno, czy ona potrafi czytać w myślach? Mam nadzieję, że to pierwsze.
 Klasa historyczna znajdowała się na końcu tego właśnie korytarza. Dyrektorka zapukała 3 razy do białych drzwi klasy.Po chwili usłyszełyśmy ciche proszę. Ściany klasy miały kolor dojrzałej pomarańczy, po lewej stronie znajdowały się nieumyte okna, po prawej tablice informacjami. Na przeciwko ławek, znajdował się wyłożony zieloną wykładziną podest. To tam stało biurko nauczycielki i ona sama. Za nią wisiały dwie tablice. Zielona, która była popisana datami i biała.
 - To jest nowa uczennica, Eliza Black.
Fajnie, wszyscy wszystko wiedzą. Możecie przestać się gapić? Poczułam, jak moje policzki zaczęły piec. Już widzę, jak piękny rumieniec zrobił mi się na buzi.
 - Dzień dobry. Proszę, wybierz sobie jakieś wolne miejsce
 Westchnęłam, pomijając już fakt, że było takie tylko jedno. Naprawdę, miałam ogromny wybór - sarkazm. 
 Powolnym krokiem podeszłam do krzesła. Pod żadnym pozorem nie podniosłam głowy, uważając, aby po drodze się nie potknąć. Miejsce obok mnie było zajęte przez chłopaka. Z pod kaptura wystawały czekoladowe loki. Rękawy czarnej bluzy były podwinięte do łokci, dzięki czemu mogłam przyjrzeć się jego tatuażom. Chłopak wystukiwał palcami rytm na ławce. 
  Usiadłam, a na sali zapanował dawny ruch. Nauczycielka wróciła do nudnego monologu, a ja postanowiłam rozejrzeć się po uczniach.  Na samym początku siedzieli kujoni. Byli ubrani w proste, starannie wyprasowane koszule i sweterki pod samą szyję. Co chwila podnosili rękę, aby ukazać swoją wiedzę. Dalej siedzieli zupełnie normalni uczniowie. Tylko niektórzy z nich starali się słuchać nauczycielki. Inni grali na telefonach, rysowali w zeszytach lub tępo patrzyli się  w sufit. Niedaleko mnie miejsca zajęły gwiazdeczki. Możecie uznać, że jest to zbyt oklepane, ale uwierzcie mi, takie sytuacje nie znajdują się tylko w filmach. Cheerleaderki i bogate lalunie z dekoldami jak arbuzy stanowiły największą część tej grupy. Jestem pewna, że połowa z nich przeszła przynajmniej jedną operację plastyczną. Niektóre  z nich żuły gumy, inne poprawiały swój makijaż. Obok nich siedzieli wysportowani, przystojni chłopacy z drużyny piłkarskiej. Byli głośni i na pewno nie rozmawiali na temat śmierci pierwszego króla. Ostatnie ławki zajmują wyrzutki. Większość z nich ma kolorowe włosy, kolczyki i tatuaże. Niektórzy starają się słuchać nauczycielki, inni mają wywalone na to, co dzieje się wokoło
 Taki podział grup mnie trochę przeraża. Nie chcę należeć do żadnej grupy. To tak, jakby należenie do którejś z nich zmuszało cię do pewnych zachowań. Zaczynasz gdzieś przynależeć,więc musisz się zmienić i dopasować do tłumu.
 Po pewnym czasie była już bardzo znudzona. Obejrzałam chyba każdy obraz wiszący na ścianach, zdążyłam zapamiętać najmniejszy detal wystroju oraz zauważyłam pająka w kącie sali. 
 Musiałam sprawdzić godzinę, ponieważ pomyślałam, że trafi mnie szlak. W klasie niestety nie było zegara, co mnie potwornie zdziwiło. Nie miałam również telefonu, ponieważ na razie nie było nas na niego stać. 
- Która godzina? - szturchnęłam mojego sąsiada w ramię. On tylko wzruszył ramiona i wrócił do wystukiwania rytmu. Przyrzekam, że za chwilę urwę mu  palce. Wkurza mnie ten dżwięk, a na dodatek kojarzę rytm danej piosenki
 Postanowiłam odezwać się do chłopaka siedzącego przede mną. Miał na sobie bluzę z logiem drużyny sportowej, która zakrywała, ale nie maskowała jego idealnie zbudowanego ciała. Miał krótkie, brązowe włosy. Stuknęłam chłopaka w ramię. - Wiesz, która godzina?
-Wiem.
Jego głos był niski, ale przyjemny. W brązowych oczach pojawiły się iskierki radości, a uśmiech się rozszerzył.
- A powiesz mi może która?
- 8:35 skarbeczku.
Przewróciłam oczami na tą odpowiedz. Chłopak się jednak nie odwrócił. Podziękowałam mu skinieniem głowy, ale on dalej siedział z tym idealnym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Byłam bezradna. Zwłaszcza, że blondynka siedząca obok niego zabijała mnie wzrokiem.
- Liam jestem.
Nie opowiedziałam. Nie miałam zamiaru zaczynać z nim znajomości. Nie wydawał się wart mojego czasu.
- Mi się nie przedstawisz?
- Głuchy jesteś?- warknęłam -  Dyrektorka podawała moje imię.
- Nie słuchałem.
No cóż, to akurat było do przewidzenia. Przewróciłam oczami.
-Nazywam się osascd.
- Osascd?
- Odwróć się albo skopię ci dupę.
- Słaba riposta - mruknął mój ,,kolega'' z ławki, którego bawiła cała sytuacja.
Westchnęłam podirytowana, modląc się o szybszy dzwonek. Z nudów zaczęłam rysować róże na brzegu mojego zeszytu. Po pewnym czasie zadzwonił dzwonek. Poczekałam aż wszyscy wyjdą, aby nie musieć przepychać się z innymi. Nigdy nie mam pewności, że się myją lub są zdrowi. Zapakowałam książki do plecaka i powoli podniosłam się z krzesła. To był duży błąd. Kiedy miałam wyjść z klasy, zostałam zawołana przez nauczycielkę. 
- O co chodzi? - spytałam się,przenosząc plecak na prawe ramię.   
Nauczycielka miała krótkie, czarne włosy oraz największy pieprzyk na górnej wardze, jaki kiedykolwiek widziałam. 
- Chciałabym wiedzieć, na jakim temacie skończyłaś w dawnej szkole. 
- Wydaje mi się, że była to pierwsza wojna światowa. - odpowiedziałam, chodż tak na prawdę to gówno wiedziałam. Dobrze by było, gdybym znała choć tematy z moich lekcji
- Ale to się omawia w 2 klasie liceum, nie w 3. 
Nauczycielka była zszokowana, ja natomiast tylko wzruszyłam ramiona. 
- Często nie mieliśmy lekcji z nauczycielem. - starałam się choć trochę wytłumaczyć. Nie miałam zamiaru opowiadać jej o mojej przeszłości lub podawać prawdziwego powodu mojej nieobecności na lekcjach.
- Dobrze, w takim razie na następną lekcję przyniosę ci powtórki z klasy drugiej, abyś mogła nadrobić materiał. 
Pokiwałam głową i wyszłam. Obie wiedziałyśmy, że tego nie zrobię.
       
O 12 był lunch. Najgorsza godzina wciągu całego dnia. Nie jadłam nic, więc na samą myśl o jedzeniu potwornie zaburczało mi w brzuchu. Przyglądając się mapce, udało mi się trafić do stołówki. Znajdowała się ona w piwnicy, do której trzeba było zejść schodami. Stołówka była brzydka oraz strasznie w niej śmierdziało. Na swoją tacę położyłam czerwone, poobijane jabłko. Jako jedyne wydawało mi się w miarę zjadliwe. Usiadłam na samym końcu najbardziej oddalonego stolika. Spojrzałam przez ono, ponieważ moją uwagę przykuły dwie postacie w czarnych kurtkach. Stali schowani za niskim murkiem, jednak z mojej perspektywy mogłam ich zobaczyć. Trzymali w rękach papierosy, wypuszczając co chwila dym. Jeden z nich miał brązowe loki, bardzo podobne do chłopaka z którym siedziałam na historii. 
  Krzesło obok mnie zostało odsunięte. Przeniosłam zdziwiony wzrok  na dziewczynę siedzącą przede mną.Była przy tuszy. Jej okrągłą buzię okalały miodowe loki. Uśmiechała się do mnie przyjażnie.
- Lucinda ale mów mi Lucy.
Dziewczyna podała mi nad stołem rękę pełną pierścionków.
- Eliza.
- Jak ci się podoba w szkole?
Lucy wgryzła się w czekoladowy batonik. Musi być przewodniczącą szkoły, skoro się do mnie dosiadła. 
- Jesteś przewodniczącą?
- Tak.
Już mam coś dodać, kiedy ona mi przerywa.
- Nie myśl sobie, że dlatego tutaj siedzę. Nie jestem jedną z tych chichoczących dziewczyn, które myślą, że jak maja taką posadę to są fajne. Nie jestem lubiana. Ludzie nie tolerują mnie przez mój wygląd. Ty wydajesz mi się bardzo miłą osobą, która potrzebuje towarzystwa. Przy okazji - dziewczyna delikatnie nachyliła się w moją stronę - chłopacy się na ciebie gapią.
  Oblałam się rumieńcem. Czemu w dawnych szkołach nikt nie zwracał na mnie uwagi, a tutaj nagle tak? Czuję się nieswojo. Jeszcze nigdy nie miałam chłopakaa co dopiero się nie całowałam. Nie byłam nawet na randce. Żyłam zamknięta jak w klasztorze. Większość mojego dzieciństwa to było piekło.
- Sądzisz, że będę miała z dziewczynami na pieńku?
- Byłam na historii, kiedy Lucas do ciebie zagadał. Jego dziewczyna nie była z tego powodu zadowolona. Natomiast zakochane singielki mordują cię wzrokiem, kiedy tylko ich wybranek obliże sobie wargi na twój widok.
Wydaję mi się, że ta dziewczyna jest uszami i oczami dyrektorki. Wie rzeczy, który ja nie zauważyłam. A powinnam.
- Słuchaj - zaczęłam, ponieważ ciekawość mnie rozsadzała -  kim był chłopak, co siedział ze mną na historii?
- To był Harry. Ja mówię na niego Hazza.  Siedzi ze swoją grupką emo, jednak  w pewnej części należy do nas.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. Kobieto, tłumacz dalej.
 -Nas, czyli chóru.- odpowiedziała dziewczyna, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie-  Tworzymy zespół szkolny, reprezentujemy miasto na konkursach. W skład niego wchodzę na przykład ja,Harry, Liam i jego dziewczyna oraz jeszcze kilka osób. Jesteśmy wymieszani, jednak mamy talent. Ja śpiewam. Hazza też, jednak on potrafi dodatkowo świetnie grać na gitarze, a Liam rapuje. Mimo, że tworzymy zgrany zespół, w normalnym życiu nie znamy się. Mamy swoje problemy, należymy do innych grup i w żadne z nich się nie wtrącamy.
- To... ym ... przykre.- tak, Jade, potrafisz pocieszyć jak nikt inny.
Lucy machnęła na to ręką i wstała od stołu.
- Takie życie. Do zobaczenia jutro.
Znowu
 W Znowu zostałam sama.Dowiedziałam się dzisiaj wielu rzeczy, od których zaczęła boleć mnie głowa. Spojrzałam w stronę muru.Opierał się o niego chłopak, którego imię już znałam. To Harry i patrzył się na mnie zielonymi oczami. Miał zmarszczone czoło, jakby się zastanawiał.
Poczułam się niezręcznie. Oddałam nietknięte jabłko i wróciłam na lekcje.



Notka od Autorki: Drugi rozdział już jest. Proszę o wasze komentarze. Co sądzicie o Harrym? Jak sądzicie, z którym z chłopaków Jade postanowi zacieśnić relacje? 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz