niedziela, 27 grudnia 2015

Rozdział 3 2:0 dla mnie

Życie jest zbyt krótkie by rozmawiać o niczym z głupcami. Trzeba czasem wszystko dokładnie przemyśleć. Nie przywrócimy straconego czasu, jednak następną chwilę możemy wykorzystać. Przejmując się nieodpowiednimi osobami niszczymy tylko życie, sekunda po sekundzie.



 - Eliza, jak było po pierwszym dniu?
Co niby można odpowiedzieć babci? Prawda, kłamstwo? Obie opcje wydają mi się nieodpowiednie, dlatego odpowiadam wymijająco.
- Nawet dobrze.
- Poznałaś kogoś kochanie? Jakiegoś chłopaka?

 W mojej głowie od razu pojawił się obraz Harrego. Nie byłam w nim zakochania, nie zostałam zauroczona, byłam ciekawa. Jego ciemna, obojętna strona bardzo mnie do siebie przyciągała. Chciałam wiedzieć o nim wszystko, poznać każdy najmniejszy sekret.
 Poczułam jak na moje policzki wstępuje rumieniec. Wstałam od stołu i zaczęłam myć swoje naczynia, aby ukryć zaczerwienioną buzię. 
- Poznałam koleżankę, Lucy - powiedziałam cicho, starając się ominąć temat chłopaka.
- Powinnaś ją tutaj zaprosić, lepiej byście się poznały. 
- Dobrze.
 Westchnęłam, wytarłam ręce w ścierkę i wróciłam do swojego pokoju. Postanowiłam się gdzieś przejść. Wiem, że jest zima, -10C i nie znam okolicy. Musiałam jednak pospacerować i przemyśleć wszystkie sprawy. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Założyłam na nogi czarne botki, tego samego koloru kurtkę i komin. 
 Szłam po ośnieżonym chodniku, śnieg chrupał mi pod stopami. Głos Adele rozbrzmiewał w moich uszach. Cicho nuciłam słowa piosenki Remedy. W mojej głowie przewijał się obraz Harrego, Liama, Lucy, wszystkich nowych twarzy, które dzisiaj poznałam. Wszyscy wydają się inni od siebie, a jednak jedno ich łączy. Talent do śpiewania. Moim zdaniem to piękne, a zarazem smutne. Mogliby się przyjażnić, jednak zbyt wiele ich dzieli. Należą do innych grup, zachowują się inaczej. Zapewne nie raz wyśmiewali się nawzajem, aby póżniej łączyć się w wspólnym śpiewie. Kiedy skończy się liceum, zapewne o sobie zapomną, o wszystkim co wspólnie zrobili. W końcu należą do innych grup, a one nie mogą się mieszać. To tak, jak w życiu. Wszyscy należymy do innego środowiska, kiedy wejdziemy w progi któregoś z nich, albo się dostosujemy, albo zginiemy. Nie możemy być sobą w obcym świecie. 
 Nie zauważyłam, kiedy wyszłam z lasku. Moim oczom ukazał się piękny widok. Nie miałam pojęcia, że znajduje się tutaj jezioro. Prowadził do niego drewniany pomost.Był zardzewiały, przez śnieg mogłam zauważyć resztki czerwonej farby. Stała na nim ławka, przykryta warstwą białego puchu. Ruszyłam na brzeg pomostu, starając się uważać na każdą ruszającą się deskę. Nie miałam ochoty wpaść do jeziora, w taką pogodę. Woda poruszała się wolno, odbijając srebro księżyca. To stanowczo będzie moje ulubione miejsce. 


***

  Siedziałam na parapecie wyłożonym poduszkami, machając nogami. Jadłam zbożowe ciastka, starając się zaspokoić głód. Nie odchudzam się, nie popadłam w anoreksję. Nigdy nie dostawałam dużej ilości pożywienia, dlatego mój żołądek nie jest przyzwyczajony do ogromnych posiłków. Po skończonym posiłku ubrałam na siebie czarne spodnie i zieloną koszulkę na długi rękaw. Włożyłam długie, czarne kozaki na nogi oraz czarną kurtkę i wyszłam z domu. Idąc do szkoły, jak zawsze śpiewałam wraz z wykonawcami moich ulubionych piosenek. Od zawsze kochałam śpiewać, jednak nie zawsze miałam taką możliwość. Nigdy nie uczyłam się śpiewać, nie pobierałam żadnych lekcji. Po prostu zdarzało mi się podśpiewywać. Słuchałam również anielskiego głosu mojej mamy, zawsze, kiedy śpiewała mi kołysanki. Marzyłam, aby umieć śpiewać jak ona. Póżniej, nauczycielka muzyki w szkole zauważyłam mój talent. Uznała, że nie może się on zmarnować, jednak nie było mnie stać na dodatkowe lekcje w szkole muzycznej. Pani Dorothea zostawała ze mną po lekcjach, ucząc wszystkiego od podstaw. To dzięki niej potrafię teraz grać na pianinie. Rozwinęła mój talent muzyczny,  za co będę jej wdzięczna do końca życia.

 Pierwsze lekcje minęły mi bardzo szybko. Kiedy nadeszła pora lunchu, nie miałam zamiaru pokazywać się w stołówce. Obawiałam się spotkania kogoś znajomego, bądż poznania nowych osób. Potrzebowała chwili spokoju, a łazienka na drugim piętrze wydała mi się najbardziej odpowiednia. Wyglądała jak każda łazienka w szkole. Umywalki z brudnymi lustrami. Na jednym z nich widniał czerwony ślad ust. Cztery kabiny z szarymi drzwiami, gdzieniegdzie pomalowanymi przez uczniów.  

  Dla zabicia czasu po raz kolejny uczesałam włosy w koński ogon, a następnie zaczęłam malować usta czerwonym błyszczykiem. Wtedy do łazienki weszły dwie dziewczyny. Miały na sobie białe stroje cheerleaderek, a na ich twarzach widniały rumieńce. Zapewne właśnie skończyły trening. Jedną z nich rozpoznałam po chwili. To była Sue, dziewczyna Liama. Kiedy tylko mnie rozpoznała, jej oczy pociemniały ze złości. Przez ramię miała przełożoną różową torbę, którą położyła na blacie. Jej dłonie zacisnęły się w pięści, co jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
- Tak słucham? - spytałam i starałam się przybrać jak najbardziej obojętny głosik.
- Wiesz kim jestem?
  Postukałam paznokciem o brodę, udając zamyślenie.
- Hmmmm..... przypominasz mi jedną z tych dziuń pracujących Mcdonaldzie, ale nie jestem pewna. Przykro mi.
Moja odpowiedz wybiła ją z rytmu. Może nie jestem najlepsza w wymyślaniu wyzwisk, ale przynajmniej mogę choć trochę jej dopiec.
- Nazywam się Susanne,  jestem dziewczyną Liama.
 Jejku, jak jej głos mnie wkurza. Jest strasznie piskliwy i  brzmi jakby chciała, a nie mogła. 

 - Och, faktycznie - gwałtownie wciągnęłam powietrze, jakbym sobie coś przypomniała - Szkoda chłopaka. Taki fajny się wydawał.
Z uśmiechem na ustach patrzyłam jak jej twarz robiła się coraz bardziej czerwona.
- Uważaj, złość urodzie szkodzi. - odwróciłam się do dziewczyny plecami, dzięki czemu widziałam ją w lustrze - A nie, czekaj. Nie ma czemu zaszkodzić.
- Ostrzegam cię.Jeszcze raz się do niego zbliżysz, to mnie popamiętasz raz na zawsze.
Chyba wkurzyłam barbie, bo zaczyna mi grozić. Jak się boję, lęcę poskarżyć się dyrektorce  (sarkazm).

-Przypominam Ci, że to on do mnie zarywał, nie ja do niego. Nie obchodzisz mnie ty, a zwłaszcza ten twój chłoptaś. 
Przyrzekam, że gdyby nie pomoc dziewczyny, która również tutaj była, Sue już dawno by się na mnie rzuciła. A wtedy, potrzebny by był dla niej ambulans. 
- Zobaczysz, nigdy mnie nie zapomnisz, uprzykrzę Ci życie jak najbardziej mogę.
- Uwierz mi, że tak brzydkiej bużki, nie da się zapomnieć.
Dziewczyna tupnęła nóżka. Wzięła za rękę swoją przyjaciółkę i całe szczęście, wybiegła z łazienki.  Przez cały czas miałam ochotę przywalić jej głową o umywalkę, strasznie mnie wkurzyła. 

- A żeby paznokieć Ci się złamał!!! - krzyknęłam za dziewczyną i sądząc po dziwnym wrzasku, usłyszała mnie.
Uśmiechnęłam się złośliwie. 2:0 dla mnie.
Po chwili do łazienki weszła Lucy.  Z niedowierzaniem pokazała  ręka na mnie i na drzwi kilka razy.
- O co .. co ... co się tutaj stało?
- Susanne przyszła się przywitać. 
- Jaka ona jest tępa - westchnęła  dziewczyna, wyjmując  szczotkę do włosów. - A ty pewnie dałaś jej popalić?
Oparłam się biodrem o umywalkę. 
- Nie ... czemu tak sądzisz? - spytałam z sarkazmem, oblizując usta. Wreszcie pokazłam, że nie jestem taką bezbronną dziewczyną, która nie potrafi się obronić. Zbyt długo żyłam w czyimś cieniu. 

- Wiesz, wybiegła cała czerwona i dosłownie piszczała do Dal : Jaka ona jest głupia! A widziałaś jej szminkę? Wygląda w niej jak szmata.
Zaśmiałam się, słysząc zmianę głosu Lucy o kilka oktaw do góry. Idealnie naśladowała ten piskliwy, wkurzający do granic możliwości głosik dziewczyny.
- Da? - faktycznie, przez chwilę zapomniałam o dziewczynie, która tutaj stała. Wydała się w miarę miła. Pomogła mi, co bardzo doceniam.
- Jej przyjaciółka. Była z nią w toalecie.
- Przyjażnią się? Wydała mi się zupełnie inna niż Sue. 
- Bo jest. Dalida jest cudną dziewczyną, bardzo pomocną. Również należy do chóru. Jest przyjaciółką Sue tylko dlatego, że ich rodzice się znają i maja wspólne interesy.
Prychnęłam. Sue powinna dostać Oskara za swoją jędzowatość.
- Nawet z tego powodu bym się z nią nie spotykała. Sue nie jest warta żadnego z nas. 
- Każdy to wie, jednak  to właśnie od Sue zależy, czy Dal dostanie się na studia, czy jej tata nie straci pracy, czy nie zostaną pośmiewiskiem w mieście. Sue może powiedzieć tatusiowi, że Dalida była dla niej okropna i dziewczyna zostanie bez środków do życia. Musi męczyć się i udawać jej przyjaciółkę, by zapewnić sobie dostatnie życie. Jednak co to za życie, kiedy nie jesteś sobą? Dlaczego cierpimy, by innym było lepiej?
 -  Ponieważ kochamy - szepnęłam, czując bolesne ukłucie w sercu.














Notka od Autorki: Mamy już rozdział 3. Jade pokazała dzisiaj pazurki. Jak wam się podoba? Co sądzicie o Sue? Kocham was wszystkich i proszę o chociaż jeden, mały komentarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz