sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 5 Skinny Love

 Dżwięk przychodzącego sms-a zbudził mnie z snu. Chciałam go chyba wyłączyć specjalną mocą, bo jedyne co udało mi się zrobić,  to spaść z łóżka, obijając sobie przy tym łokieć. Przeklnęłam w myślach tego, kto miał czelność do mnie napisać. Wyplątałam nogi spod puchowej kołdry i odgarnęłam czerwone kosmyki włosów z twarzy. Nie miałam ochoty wstać i byłabym w stanie spać nawet i na ziemi. Ciekawość jednak wzięła górę. Byłam naprawdę zdziwiona, ponieważ kto mógł do mnie napisać o tej godzinie? Nie żebym miała w kim wybierać. Z westchnieniem podniosłam się z łózka i zaczęłam szukać telefonu. W końcu, jakimś cudem, znalazłam go w czarnym bucie. Nie jest on może jakiejś super znanej marki i nie kosztował tysięcy. Dostałam go ostatnio od babci i wystarcza, żeby dzwonić, pisać i słuchać muzyki. Nie potrzebuję więcej.
 Spojrzałam na ekran, który się ściemnił, ponieważ miałam tylko 5 procent baterii.
 Dostałam wiadomość od Lucy. No cóż, mogłam się tego spodziewać. Tylko ona miałaby ze mną ochotę porozmawiać. W ciągu ostatniego miesiąca polubiłam ją. Spędzałyśmy ze sobą czas, pisałyśmy. Lucy jest straszną gadułą, co mi odpowiada. Wystarczy,że podchwyci byle jaki temat, a rozmowa jest zapewniona na kilka godzin. Dzięki temu nie poruszamy niewygodnych tematów, oraz nie muszę się za bardzo wypowiadać.  Lucy jest też kompletnie szalona, zboczona i potwornie uparta. Jeśli się na coś zdecyduje, to jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko postawić na swoim.
 Spojrzałam na treść wiadomości.
- Przyjdż do szkoły o 12. Sala numer 42. NIE przyjmuję odmowy!!!
 Okey, o co chodzi? Co ona może ode mnie chcieć w ferie?  Najchętniej to bym się nie zgodziła, zwłaszcza, że mówi o tym, dwie godziny przed. Nienawidzę jak ktoś rozwala mój zaplanowany dzień. Zaczynam się wtedy stresować. Potrzebuję się na wszystko psychicznie przygotować. Niespodziewane wyjazdy lub spotkania nie są dla mnie. Wiem jednak, że będzie na mnie wkurzona jeśli nie przyjdę, a tego nie chcę. Wreszcie znalazła się osoba, która mnie lubi. Nie mogę tego zmarnować.
 Zeszłam do kuchni, aby poinformować o moim wyjściu babcię. Niestety, ale jedyne co zastałam, to kawałek kartki na blacie.
Kochanie, jestem w pracowni. Wrócę do domu o 18. Obiad jest w lodówce. 
                                                                                                      Kocham cię, babcia. 
 Mam nadzieję, że zdążę wrócić do domu przed nią. Nie chcę teraz do niej dzwonić i zawracać jej głowy. Wiem, że ciężko pracuje, odkąd jej emerytura przestała nam wystarczać. Bardzo chciałabym jakoś pomóc, jednak babcia nie pozwala mi iść nawet do najprostszej pracy. Powiedziała, że powinnam zająć się nauką.  Będę musiała jednak postawić na swoim, ponieważ nie pozwolę się jej tak zamęczać. Pracuje jako krawcowa, ale mimo wszystko jest to dla niej ciężka praca.
 Zrobiłam sobie kawę, aby choć trochę się obudzić. Byłam trochę głodna, jednak nie potrzebowałam śniadania. Dzięki temu utrzymam kontrolę. Nie odchudzam się, ponieważ już jestem chuda. Robię to, aby chodż w jakimś stopniu panować nad swoim życiem. Kiedy wiem, że nie jem, jestem szczęśliwa.  To jest pewnego rodzaju zadanie do wykonania. Liczy się to jak pokonam głód, ile schudnę. Chcę wiedzieć, że mam kontrolę. Demon w głowie ciągle podpowiada mi, jak powinnam się pilnować. Ile się uczyć, ile jeść, ile ćwiczyć. Muszę mieć wszystko zaplanowane. To potwornie męczące kontrolować swoje życie.
Wróciłam do pokoju i zajęłam się szykowaniem do wyjścia. Uwielbiam się malować i czesać. To zawsze bardzo mnie rozlużnia i uspokaja. Jest to jedyna przyjemna część w ciągu całego dnia. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały sweter z dekoldem w serek i czarne botki na małym obcasie. Założyłam słuchawki na uszy i zamykając uprzednio drzwi na klucz, ruszyłam do szkoły.
Budynek jak zwykle nie wyglądał przyjażnie, jednak tym razem był bardziej przerażający niż normalnie. Na schodach nie stali nastolatkowie marznący z zimna, a parking był opuszczony. Zamiast śniegu, na ziemi leżało błoto tworząc świat bardziej ponurym. Na jednym drzewku zauważyłam lampki świąteczne, które delikatnie się paliły. Miały za zadanie wprowadzić tutaj miłą atmosferę. Ja natomiast poczułam żal do lampek. Skojarzyły mi się z miłością, jaką dostajemy od ludzi. Nasze życie jest jak cholerne lampki świąteczne. Przez pewien czas otrzymujemy szczęście, a uczucia mienią się różnymi kolorami. Mijają dni, tygodnie, lata a my zostajemy zapomnieni. Nasze światełka przestają się tak ślicznie palić, coraz bardziej słabniemy. W końcu lampki gasną na dobre. Inni starają się nas ratować, jednak jest już za póżno. Nigdy nie zapłoniemy tak mocno, jak za pierwszym razem.
Westchnęłam przeciągle i otworzyłam mosiężne drzwi od szkoły. Dziwię się, że przez ostatnie mrozy jeszcze tutaj są. Budynek wygląda jakby miał 200 lat i nadawał się do zburzenia.  Wszystko tutaj  jest asymetryczne i nie pasuje do siebie. Każdy schodek pochodzi z innego tworzywa, a okna mają różne kształty. Ściany zostały zbudowane z cegieł, przed drzwiami znajdują się kolumny o skręconym trzonie w stylu barokowym. Dach  jest po prostu mieszanką kilku epok. Nie wiem, kto budował tą szkołę, ale musiał mieć coś z głową. Nie rozumiem, jak dyrektorka mogła zgodzić się na taki wygląd. Ludzie są dziwniejsi, niż możemy to sobie wyobrazić.
Nigdy nie byłam w sali numer 42, więc odnalezienie jej okazało się nie lada wyzwaniem. Moje buty piszczały po wypolerowanej podłodze, a przez okna wpadało trochę promieni słonecznych. Były one jednak tak brudne, że więcej światła dałaby mi latarka. Po pewnym czasie usłyszałam krzyki na końcu korytarza. Zapewne powinnam się przestraszyć, jednak kto by się bał piszczącego głosiku Sue? Szłam dalej w kierunku drzwi, kiedy gwałtownie się zatrzymałam. Czerwona lampeczka zapaliła się w mojej głowie.
- Co do cholery robi tutaj Sue?
Mam nadzieję, że to nie jest głupi kawał z ich strony. Nie chcę zostać oblana lodowatą wodą lub śmierdzącym czymś. Nigdy nie wiem, co oni dodają do tej papki w filmach. Przeważnie jest zielona albo brązowo- podobna i szczerze mówiąc, to chętnie poprosiłabym o przepis na nią.
Wzięłam głęboki wdech, po czym nacisnęłam na klamkę. Na początku oślepiło mnie słońce wpadające przez ogromne okno znajdujące się w sali. W sali znajdowało się więcej osób niż Sue zdzira czy Lucy. Większości z nich nie znałam, kojarzyłam tylko z lekcji. Rozmowy ucichły, co wprowadziło mnie w dodatkowe zakłopotanie. Zaczęłam szukać wzrokiem Lucy, ale zamiast niej natrafiłam na Harrego. Chłopak siedział na jednym z krzeseł, obracając w palcach papierosa. Wyglądał, jakby nie obchodziło go to, że się tutaj znajduje, że ktokolwiek się tutaj znajduje. Nie rozmawiałam z Harrym od naszego ostatnia spotkania nad jeziorem, czyli jakiś tydzień. Starałam się nie myśleć o nim i jego słowach, tak jak kazał. Udawało mi się to, do teraz. Przez moją głowę zaczęły po raz kolejny przewijać się tysiące słów, które wypowiedział tamtej nocy. W sercu rozpoczęła się istna walka o ponowne zapomnienie.
Ktoś odwrócił mnie w swoją stronę i mocno do siebie przytulił. Poczułam zapach truskawkowych perfum od Victoria's Secret. Tak właśnie pachniała Lucy. Słodycz delikatnie mnie uspokoiła, ponieważ znałam ten zapach i nie czułam się samotnie.
- Wiedziałam, że przyjdziesz - powiedziała dziewczyna i wypuściła mnie z swoich ramion.
- Co się tutaj dzieje? - szepnęłam, mając nadzieję, że wszytko się zaraz wyjaśni. Nienawidzę niespodzianek, a to jest stanowczo jedna z gorszych.
Lucy jednak zupełnie olała moje pytanie i ustała na środku sali. Dopiero teraz lepiej się jej przyjrzałam. Na jednym  końcu poustawiane były instrumenty. Perkusja, gitary, flet, tamburyny, skrzypce, a nawet pianino. Było śliczne i wyglądało na stare. Zostało  pomalowane na biało, jednak w kilku miejscach mogłam zauważyć, gdzie się odprysnęła. Jego powierzchnia delikatnie błyszczała przez promienie słońca. Obok niego stało małe siedzisko. Jego nóżki zostały wykonane z ciemnego drewna, a obicie było czerwone. Naszła mnie ochota na zagranie  piosenki na tym ślicznym instrumencie. Mimo tego, wróciłam do dalszego oglądania sali. Znajdowało się w niej bardzo dużo krzeseł i kilka stolików.  Leżały na nich porozwalane kartki z nutami i książki do muzyki.  W kącie stała wieża i magnetofon. Pod jedną ze ścian znajdował się podest wyłożony ciemną, niebieską tkaniną. Ustawione zostało na nim kilka statywów i mikrofony. Sala muzyczna była jednym, wielkim chaosem. Zapewne tutaj odbywały się próby szkolnego zespołu.
Nagle do klasy wszedł chłopak, którego kojarzę z lekcji matematyki. Zawsze Siedzi z tyłu i jest znajomym Willa. Ma dredy i  chodzi tylko w dresach.
- Paul, 8 minut spóżnienia - Lucy spojrzała surowym wzrokiem na chłopaka, stukając palcem w złoty zegarek.
- Nie bądż suką.
Czy mi się wydaje, czy Paul nazwał Lucy tak jak ją nazwał? Już chciałam coś powiedzieć i ją obronić, kiedy dziewczyna się uśmiechnęła i przytuliła chłopaka. Zamrugałam kilka razy, aby mieć pewność, że dobrze widzę.  Nie mam pojęcia co się właśnie wydarzyło i chyba zaraz oszaleję, jeśli nie dostanę wyjaśnień.
- Jeśli już mamy wszystkich, wydaje mi się, że możemy zaczynać. - głos Lucy zrobił się oficjalny i poważny - Jak widzicie mamy dodatkową osobę na dzisiejszej próbie - dziewczyna pokazała mi gestem ręki, aby podeszła. Przeszłam na drżących nogach do niej. Czułam się, jakby była na inicjacji. Wszystkie pary oczu były zwrócone w moją stronę. - Jade,  jak ci kiedyś wspomniałam, prowadzę chór Varsity, a to jego członkowie.
- Okey, ale co ja tutaj robię? - spytałam,zdrapując czerwony lakier z paznokcia. Robię się coraz bardziej zestresowana i zarazem podekscytowana.
- Daj mi dokończyć. Chłopak, który przed chwilą tutaj wszedł to Paul. Potrafi grać na perkusji - chłopak pomachał do mnie przyjażnie - obok niego siedzi Harry, gra na gitarze - Harry spojrzał mi głęboko w oczy. Zauważyłam, że jest zmartwiony, jednak starał się to jak najbardziej ukryć pod maską obojętności - dalej masz Blankę - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie przyjażnie, za co została skarcona spojrzeniem - Sue - ta zdzira przesłała mi buziaka - Liam, dobrze rapuje- czy ten chłopak musi nosić bluzę z logiem szkoły nawet w ferie? - i na końcu mamy Lucasa.
- Kujon!!! - krzyknęła Sue, rozsadzając się wygodnie na kolanach Liama.
Powód numer 1675, żeby nie lubić tej dziewczyny. Laska myśli, że jest bogata i popularna, więc wszystko jej wolno.
- W naszym chórze mieliśmy jeszcze jednego członka, niestety odszedł. Dowiedziałam się od jednej osoby, że wiele potrafisz.
- Phi, pewnie nawet nie potrafisz grać - Sue przekręciła oczami.
- Właściwie, to potrafię, na pianinie - powiedziałam z dumą w głosie.
- Na prawdę? - dopytał się Paul, jednak wydawało mi się, że zna odpowiedz. Udawanie zdziwionego nie wychodzi mu najlepiej.
- Zagrasz nam coś? - poprosiła Lucy, robiąc przy tym swoje kocie oczka.
Nie jestem pewna, czy powinnam to śpiewać. Nie mam jakiegoś dużego  talentu, aby im to pokazać. Nie chcę zostać wyśmiana, a zwłaszcza przy Sue. No i Harrym.
- No proszę, zagraj coś. Proszę, proszę.
- Nie chcę się ośmieszyć Lucy. - poprawiłam torebkę, która zaczęła mi się zsuwać z ramienia. Występ publiczny, zwłaszcza bez rozgrzewki zapewne zakończy się jeszcze większą porażką.
- Nie ośmieszysz się - wyszeptał Harry, przerywając na chwilę zabawę papierosem.
Poczułam jak na moje policzki występują rumieńce. Teraz na pewno nie wolno mi tego spieprzyć,  skoro Harry we mnie wierzy. 
Pokiwałam delikatnie głową i podeszłam do pianina. Usiadłam przed nim i przejechałam delikatnie palcami po klawiszach. Nacisnęłam jeden z nich i już wiedziałam, co zagrać. Zaczęłam śpiewać piosenkę Birdy- Skinny Love. Znałam nuty na pamięć, więc nie miałam z tym problemu. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce. Dżwięki przepływały dookoła mnie tworząc nowy świat. Najpierw cicho, a póżniej coraz głośniej śpiewałam słowa piosenki. Ma ona głębokie przesłanie i jest po prostu śliczna. Nie brzmię w niej jak Birdy, mam jednak nadzieję, że jest to do zniesienia. W moich oczach zaczynają gromadzić się łzy, a ręce drżą. Wyciągam ostatnią wysoką nutę i kończę piosenkę.
Spojrzałam na zgromadzone przede mną  osoby. Lucy ocierała łzy z policzków, Harry patrzył się w ścianę, a jego twarz była bez emocji. Paul nie był ani wzruszony, ani zszokowany. Zaczął klaskać, szeroko się przy tym uśmiechając. 
- Więc jak, chcesz do nas dołączyć?


Notka od Autorki: Rozdziały będą pojawiały się wcześniej! Zaczęły się ferie, więc mam sporo  czasu na pisanie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba! Proszę o komentarze oraz zapraszam was na moje drugie opowiadanie http://smoke-with-me.blogspot.com Miłego czytania!