Dżwięk przychodzącego sms-a zbudził mnie z snu. Chciałam go chyba
wyłączyć specjalną mocą, bo jedyne co udało mi się zrobić, to spaść z
łóżka, obijając sobie przy tym łokieć. Przeklnęłam w myślach tego, kto
miał czelność do mnie napisać. Wyplątałam nogi spod puchowej kołdry i
odgarnęłam czerwone kosmyki włosów z twarzy. Nie miałam ochoty wstać i
byłabym w stanie spać nawet i na ziemi. Ciekawość jednak wzięła górę.
Byłam naprawdę zdziwiona, ponieważ kto mógł do mnie napisać o tej
godzinie? Nie żebym miała w kim wybierać. Z westchnieniem podniosłam się
z łózka i zaczęłam szukać telefonu. W końcu, jakimś cudem, znalazłam go
w czarnym bucie. Nie jest on może jakiejś super znanej marki i nie
kosztował tysięcy. Dostałam go ostatnio od babci i wystarcza, żeby
dzwonić, pisać i słuchać muzyki. Nie potrzebuję więcej.
Spojrzałam na ekran, który się ściemnił, ponieważ miałam tylko 5 procent baterii.
Dostałam
wiadomość od Lucy. No cóż, mogłam się tego spodziewać. Tylko ona
miałaby ze mną ochotę porozmawiać. W ciągu ostatniego miesiąca polubiłam
ją. Spędzałyśmy ze sobą czas, pisałyśmy. Lucy jest straszną gadułą, co
mi odpowiada. Wystarczy,że podchwyci byle jaki temat, a rozmowa jest
zapewniona na kilka godzin. Dzięki temu nie poruszamy niewygodnych
tematów, oraz nie muszę się za bardzo wypowiadać. Lucy jest też
kompletnie szalona, zboczona i potwornie uparta. Jeśli się na coś
zdecyduje, to jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko postawić na
swoim.
Spojrzałam na treść wiadomości.
- Przyjdż do szkoły o 12. Sala numer 42. NIE przyjmuję odmowy!!!
Okey,
o co chodzi? Co ona może ode mnie chcieć w ferie? Najchętniej to bym
się nie zgodziła, zwłaszcza, że mówi o tym, dwie godziny przed.
Nienawidzę jak ktoś rozwala mój zaplanowany dzień. Zaczynam się wtedy
stresować. Potrzebuję się na wszystko psychicznie przygotować.
Niespodziewane wyjazdy lub spotkania nie są dla mnie. Wiem jednak, że
będzie na mnie wkurzona jeśli nie przyjdę, a tego nie chcę. Wreszcie
znalazła się osoba, która mnie lubi. Nie mogę tego zmarnować.
Zeszłam do kuchni, aby poinformować o moim wyjściu babcię. Niestety, ale jedyne co zastałam, to kawałek kartki na blacie.
Kochanie, jestem w pracowni. Wrócę do domu o 18. Obiad jest w lodówce.
Kocham cię, babcia.
Mam
nadzieję, że zdążę wrócić do domu przed nią. Nie chcę teraz do niej
dzwonić i zawracać jej głowy. Wiem, że ciężko pracuje, odkąd jej
emerytura przestała nam wystarczać. Bardzo chciałabym jakoś pomóc,
jednak babcia nie pozwala mi iść nawet do najprostszej pracy. Powiedziała, że powinnam zająć się nauką. Będę
musiała jednak postawić na swoim, ponieważ nie pozwolę się jej tak
zamęczać. Pracuje jako krawcowa, ale mimo wszystko jest to dla niej
ciężka praca.
Zrobiłam sobie kawę, aby choć trochę się obudzić.
Byłam trochę głodna, jednak nie potrzebowałam śniadania. Dzięki temu
utrzymam kontrolę. Nie odchudzam się, ponieważ już jestem chuda. Robię
to, aby chodż w jakimś stopniu panować nad swoim życiem. Kiedy wiem, że
nie jem, jestem szczęśliwa. To jest pewnego rodzaju zadanie do
wykonania. Liczy się to jak pokonam głód, ile schudnę. Chcę wiedzieć, że
mam kontrolę. Demon w głowie ciągle podpowiada mi, jak powinnam się
pilnować. Ile się uczyć, ile jeść, ile ćwiczyć. Muszę mieć wszystko
zaplanowane. To potwornie męczące kontrolować swoje życie.
Wróciłam
do pokoju i zajęłam się szykowaniem do wyjścia. Uwielbiam się malować i
czesać. To zawsze bardzo mnie rozlużnia i uspokaja. Jest to jedyna
przyjemna część w ciągu całego dnia. Ubrałam się w ciemne jeansy, biały
sweter z dekoldem w serek i czarne botki na małym obcasie. Założyłam
słuchawki na uszy i zamykając uprzednio drzwi na klucz, ruszyłam do
szkoły.
Budynek jak zwykle nie wyglądał przyjażnie, jednak tym
razem był bardziej przerażający niż normalnie. Na schodach nie stali
nastolatkowie marznący z zimna, a parking był opuszczony. Zamiast
śniegu, na ziemi leżało błoto tworząc świat bardziej ponurym. Na jednym
drzewku zauważyłam lampki świąteczne, które delikatnie się paliły. Miały
za zadanie wprowadzić tutaj miłą atmosferę. Ja natomiast poczułam żal
do lampek. Skojarzyły mi się z miłością, jaką dostajemy od ludzi. Nasze
życie jest jak cholerne lampki świąteczne. Przez pewien czas otrzymujemy
szczęście, a uczucia mienią się różnymi kolorami. Mijają dni, tygodnie,
lata a my zostajemy zapomnieni. Nasze światełka przestają się tak
ślicznie palić, coraz bardziej słabniemy. W końcu lampki gasną na dobre.
Inni starają się nas ratować, jednak jest już za póżno. Nigdy nie
zapłoniemy tak mocno, jak za pierwszym razem.
Westchnęłam
przeciągle i otworzyłam mosiężne drzwi od szkoły. Dziwię się, że przez
ostatnie mrozy jeszcze tutaj są. Budynek wygląda jakby miał 200 lat i
nadawał się do zburzenia. Wszystko tutaj jest asymetryczne i nie
pasuje do siebie. Każdy schodek pochodzi z innego tworzywa, a okna mają
różne kształty. Ściany zostały zbudowane z cegieł, przed drzwiami
znajdują się kolumny o skręconym trzonie w stylu barokowym. Dach jest
po prostu mieszanką kilku epok. Nie wiem, kto budował tą szkołę, ale
musiał mieć coś z głową. Nie rozumiem, jak dyrektorka mogła zgodzić się
na taki wygląd. Ludzie są dziwniejsi, niż możemy to sobie wyobrazić.
Nigdy
nie byłam w sali numer 42, więc odnalezienie jej okazało się nie lada
wyzwaniem. Moje buty piszczały po wypolerowanej podłodze, a przez okna
wpadało trochę promieni słonecznych. Były one jednak tak brudne, że
więcej światła dałaby mi latarka. Po pewnym czasie usłyszałam krzyki na
końcu korytarza. Zapewne powinnam się przestraszyć, jednak kto by się
bał piszczącego głosiku Sue? Szłam dalej w kierunku drzwi, kiedy
gwałtownie się zatrzymałam. Czerwona lampeczka zapaliła się w mojej
głowie.
- Co do cholery robi tutaj Sue?
Mam nadzieję, że to
nie jest głupi kawał z ich strony. Nie chcę zostać oblana lodowatą wodą
lub śmierdzącym czymś. Nigdy nie wiem, co oni dodają do tej papki w
filmach. Przeważnie jest zielona albo brązowo- podobna i szczerze
mówiąc, to chętnie poprosiłabym o przepis na nią.
Wzięłam głęboki
wdech, po czym nacisnęłam na klamkę. Na początku oślepiło mnie słońce
wpadające przez ogromne okno znajdujące się w sali. W sali znajdowało
się więcej osób niż Sue zdzira czy Lucy. Większości z nich nie znałam,
kojarzyłam tylko z lekcji. Rozmowy ucichły, co wprowadziło mnie w
dodatkowe zakłopotanie. Zaczęłam szukać wzrokiem Lucy, ale zamiast niej
natrafiłam na Harrego. Chłopak siedział na jednym z krzeseł, obracając w
palcach papierosa. Wyglądał, jakby nie obchodziło go to, że się tutaj
znajduje, że ktokolwiek się tutaj znajduje. Nie rozmawiałam z Harrym od
naszego ostatnia spotkania nad jeziorem, czyli jakiś tydzień. Starałam
się nie myśleć o nim i jego słowach, tak jak kazał. Udawało mi się to,
do teraz. Przez moją głowę zaczęły po raz kolejny przewijać się tysiące
słów, które wypowiedział tamtej nocy. W sercu rozpoczęła się istna walka
o ponowne zapomnienie.
Ktoś odwrócił mnie w swoją stronę i mocno
do siebie przytulił. Poczułam zapach truskawkowych perfum od Victoria's
Secret. Tak właśnie pachniała Lucy. Słodycz delikatnie mnie uspokoiła,
ponieważ znałam ten zapach i nie czułam się samotnie.
- Wiedziałam, że przyjdziesz - powiedziała dziewczyna i wypuściła mnie z swoich ramion.
-
Co się tutaj dzieje? - szepnęłam, mając nadzieję, że wszytko się zaraz
wyjaśni. Nienawidzę niespodzianek, a to jest stanowczo jedna z gorszych.
Lucy
jednak zupełnie olała moje pytanie i ustała na środku sali. Dopiero
teraz lepiej się jej przyjrzałam. Na jednym końcu poustawiane były
instrumenty. Perkusja, gitary, flet, tamburyny, skrzypce, a nawet
pianino. Było śliczne i wyglądało na stare. Zostało pomalowane na
biało, jednak w kilku miejscach mogłam zauważyć, gdzie się odprysnęła.
Jego powierzchnia delikatnie błyszczała przez promienie słońca. Obok
niego stało małe siedzisko. Jego nóżki zostały wykonane z ciemnego
drewna, a obicie było czerwone. Naszła mnie ochota na zagranie piosenki
na tym ślicznym instrumencie. Mimo tego, wróciłam do dalszego oglądania
sali. Znajdowało się w niej bardzo dużo krzeseł i kilka stolików.
Leżały na nich porozwalane kartki z nutami i książki do muzyki. W kącie
stała wieża i magnetofon. Pod jedną ze ścian znajdował się podest
wyłożony ciemną, niebieską tkaniną. Ustawione zostało na nim kilka
statywów i mikrofony. Sala muzyczna była jednym, wielkim chaosem.
Zapewne tutaj odbywały się próby szkolnego zespołu.
Nagle do klasy
wszedł chłopak, którego kojarzę z lekcji matematyki. Zawsze Siedzi z
tyłu i jest znajomym Willa. Ma dredy i chodzi tylko w dresach.
- Paul, 8 minut spóżnienia - Lucy spojrzała surowym wzrokiem na chłopaka, stukając palcem w złoty zegarek.
- Nie bądż suką.
Czy
mi się wydaje, czy Paul nazwał Lucy tak jak ją nazwał? Już chciałam coś
powiedzieć i ją obronić, kiedy dziewczyna się uśmiechnęła i przytuliła
chłopaka. Zamrugałam kilka razy, aby mieć pewność, że dobrze widzę. Nie
mam pojęcia co się właśnie wydarzyło i chyba zaraz oszaleję, jeśli nie
dostanę wyjaśnień.
- Jeśli już mamy wszystkich, wydaje mi się, że
możemy zaczynać. - głos Lucy zrobił się oficjalny i poważny - Jak
widzicie mamy dodatkową osobę na dzisiejszej próbie - dziewczyna
pokazała mi gestem ręki, aby podeszła. Przeszłam na drżących nogach do
niej. Czułam się, jakby była na inicjacji. Wszystkie pary oczu były
zwrócone w moją stronę. - Jade, jak ci kiedyś wspomniałam, prowadzę
chór Varsity, a to jego członkowie.
- Okey, ale co ja tutaj robię?
- spytałam,zdrapując czerwony lakier z paznokcia. Robię się coraz
bardziej zestresowana i zarazem podekscytowana.
- Daj mi
dokończyć. Chłopak, który przed chwilą tutaj wszedł to Paul. Potrafi
grać na perkusji - chłopak pomachał do mnie przyjażnie - obok niego
siedzi Harry, gra na gitarze - Harry spojrzał mi głęboko w oczy.
Zauważyłam, że jest zmartwiony, jednak starał się to jak najbardziej
ukryć pod maską obojętności - dalej masz Blankę - dziewczyna uśmiechnęła
się do mnie przyjażnie, za co została skarcona spojrzeniem - Sue - ta
zdzira przesłała mi buziaka - Liam, dobrze rapuje- czy ten chłopak musi
nosić bluzę z logiem szkoły nawet w ferie? - i na końcu mamy Lucasa.
- Kujon!!! - krzyknęła Sue, rozsadzając się wygodnie na kolanach Liama.
Powód numer 1675, żeby nie lubić tej dziewczyny. Laska myśli, że jest bogata i popularna, więc wszystko jej wolno.
- W naszym chórze mieliśmy jeszcze jednego członka, niestety odszedł. Dowiedziałam się od jednej osoby, że wiele potrafisz.
- Phi, pewnie nawet nie potrafisz grać - Sue przekręciła oczami.
- Właściwie, to potrafię, na pianinie - powiedziałam z dumą w głosie.
- Na prawdę? - dopytał się Paul, jednak wydawało mi się, że zna odpowiedz. Udawanie zdziwionego nie wychodzi mu najlepiej.
- Zagrasz nam coś? - poprosiła Lucy, robiąc przy tym swoje kocie oczka.
Nie
jestem pewna, czy powinnam to śpiewać. Nie mam jakiegoś dużego
talentu, aby im to pokazać. Nie chcę zostać wyśmiana, a zwłaszcza przy
Sue. No i Harrym.
- No proszę, zagraj coś. Proszę, proszę.
-
Nie chcę się ośmieszyć Lucy. - poprawiłam torebkę, która zaczęła mi się
zsuwać z ramienia. Występ publiczny, zwłaszcza bez rozgrzewki zapewne
zakończy się jeszcze większą porażką.
- Nie ośmieszysz się - wyszeptał Harry, przerywając na chwilę zabawę papierosem.
Poczułam jak na moje policzki występują rumieńce. Teraz na pewno nie wolno mi tego spieprzyć, skoro Harry we mnie wierzy.
Pokiwałam
delikatnie głową i podeszłam do pianina. Usiadłam przed nim i
przejechałam delikatnie palcami po klawiszach. Nacisnęłam jeden z nich i
już wiedziałam, co zagrać. Zaczęłam śpiewać piosenkę Birdy- Skinny
Love. Znałam nuty na pamięć, więc nie miałam z tym problemu. Zamknęłam
oczy i dałam się ponieść muzyce. Dżwięki przepływały dookoła mnie
tworząc nowy świat. Najpierw cicho, a póżniej coraz głośniej śpiewałam
słowa piosenki. Ma ona głębokie przesłanie i jest po prostu śliczna. Nie
brzmię w niej jak Birdy, mam jednak nadzieję, że jest to do zniesienia.
W moich oczach zaczynają gromadzić się łzy, a ręce drżą. Wyciągam
ostatnią wysoką nutę i kończę piosenkę.
Spojrzałam na zgromadzone
przede mną osoby. Lucy ocierała łzy z policzków, Harry patrzył się w
ścianę, a jego twarz była bez emocji. Paul nie był ani wzruszony, ani
zszokowany. Zaczął klaskać, szeroko się przy tym uśmiechając.
- Więc jak, chcesz do nas dołączyć?
Notka od Autorki: Rozdziały będą pojawiały się wcześniej! Zaczęły się ferie, więc mam sporo czasu na pisanie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba! Proszę o komentarze oraz zapraszam was na moje drugie opowiadanie http://smoke-with-me.blogspot.com Miłego czytania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz