Znalazłam się w ramionach dziewczyny, która mocno mnie do siebie przytuliła.
-
Nic się wielkiego nie stało, nie masz co się martwić - powiedział cicho
Paul, starając się nie zdenerwować Lucy, która zaczynała być kłębkiem
nerwów.
- To twoja wina, co jej powiedziałeś!?! - wykrzyczała Lucy, szturchając chłopaka w klatkę piersiową.
- Ale on nic...
Naprawdę
chciałam mu pomóc, ale dziewczyna mnie nie słuchała. Wydawało mi
się,jakbym rozpętała prawdziwe piekło. Lucy zaczęła wymachiwać rękoma i
krzyczeć zupełnie niestworzone rzeczy. Biedny Paul musiał słuchać jakim
jest dupkiem oraz jak powinien używać mózgu. Gdyby nie Harry,
jestem pewna, że chłopak nie wyszedłby z tej sytuacji bez uszczerbku na
zdrowiu.
- Co się tutaj do cholery wyprawia? Czy możecie uspokoić
swoje zwierzęce ego, zwłaszcza ty Lucy? Jestem pewien, że na
Antarktydzie cię słyszeli.
Harry wcale nie przesadził. Czuję, jakby moje bębenki w uszach uschły i zupełnie zanikły po jej krzyku.
- No bardzo mi przykro, ale to wina Paula. Doprowadził Jade do płaczu.
- Co zrobił?
Oczy Harrego nagle pociemniały, a ręce zacisnęły się w pięści.
- To nie prawda!
- Nie kłam! - powiedzieli równocześnie Harry i Lucy.
-
Wysłuchajcie mnie okey?!? - krzyknęłam, starając się ich uspokoić - Płakałam, ponieważ Paul powiedział najmilszą
rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam.Chcę mi pomóc, co bardzo doceniam,
dlatego proszę, nie wymyślajcie swoich własnych historii.
Na korytarzu zapanowała kompletna cisza. Lucy i Harry popatrzyli się na siebie, na mnie i na końcu na Paula.
- Przepraszam cię stary - powiedział pierwszy Harry, klepiąc chłopaka po plecach.
-
Ja też cię przepraszam - westchnęła dziewczyna, podchodząc bliżej
chłopaka - Po prostu martwię się o Jade, bałam się, że naprawdę ją
skrzywdziłeś.
- Nie mógłbym tego zrobić - chłopak przygarnął do siebie Lucy, mocno przytulając.
Przyrzekam,
że w tym momencie moje serce zaczęło się topić. Wyczułam w jego głosie
dobroć, był również szczery. Żaden chłopak nie zachowywał się tak wobec
mnie nigdy ... no może oprócz Harrego.
Drzwi od sali muzycznej otworzyły się po raz kolejny i ujrzeliśmy głowę Liama.
- Nie chcę wam przeszkadzać w wyznaniach miłosnych, ale tracimy czas.
Chłopak
miał rację. Za oknem zaczęło się ściemniać, a nie mieliśmy jeszcze
niczego przygotowanego. Nie byłam wtajemniczona w całą sprawę. Tak, to
oznacza, że zgodzę się dołączyć do Varsity. Może to lekkomyślne, może to
głupie, ale co mi szkodzi spróbować. Muszę posłuchać się Paula i
zmienić coś w swoim życiu. Ostatnie lata przeleciały mi między palcami,
nie pozwolę, aby teraz było tak samo.
Weszliśmy ponownie do sali. Lucas dalej czytał swoją książkę, a Sue wystukiwała rytm na ekranie telefonu.
- Co wy tak długo robiliście?
-
Obmyślaliśmy plan zamordowania cię. Wolisz szybką i bezbolesną śmierć
czy może wybierasz tą powolną w katuszach - powiedziałam, siadając przy
pianinie. Wyprostowałam nogi i wytarłam spocone dłonie o nogawki spodni.
- osobiście widziałabym cię w drugiej opcji.
Dziewczyna przewróciła oczami i wróciła do przeglądania czegoś w telefonie.
-
Więc, zanim zaczniemy. Jade, czy chciałabyś dołączyć do Varsity? -
spytała Lucy, zaciskając swoje ręce w pięści. Zauważyłam, jak
pierścionki wrzynały się w jej skórę.
- Ja .. no .. - zamknęłam oczy i mocno odetchnęłam. Teraz albo nigdy- zgadzam się.
- Wiedziałem! - wykrzyczał Paul i wziął mnie w swoje objęcia. - Dziękuję, że się zgodziłaś - szept dotarł do moich uszu.
- To ja dziękuję tobie - również wyszeptałam, wdychając zapach perfum chłopaka.
-
Więc skoro wszystko już wyjaśnione - powiedziała zadowolona Lucy - to
zapewne chcesz wiedzieć o co tak naprawdę chodzi w tym konkursie.
- Tak - westchnęłam uradowana - byłabym wdzięczna.
-
Przygotowywaliśmy się do niego przez ostatnie dwa lata. Nabieraliśmy
wprawy, jeżdząc na coraz to nowsze konkursy. Aż wreszcie nadszedł
szaleńczy okres czasu dla wszystkich chórów z Londynu i okolic. Od teraz
rozpoczną się konkursy na których liczy się zajęte miejsce, a nie
liczba uzyskanych punktów. Najpierw czeka nas ćwierćfinał, półfinał i
na końcu finał. Najpierw przechodzą grupy z miejscami 8 i niżej. Do
finału przechodzą tylko 4 grupy.
- Okey, z iloma chórami zaczynamy?
- Około 25. - westchnął Harry, przeczesując swoje loki palcami.
- Ile? - wytrzeszczyłam oczy - Żeby wejść do półfinału musimy pokonać przynajmniej 16 grup?
- Wow, jednak matematyka nie jest taka trudna.
Oczywiście
Sue musiała wtrącić swoje trzy grosze. Ta dziewczyna staje się coraz
bardziej denerwująca. Nie rozumiem jak inni mogli z nią wytrzymać.
- W przeciwieństwie do ciebie potrafię odejmować.
- Dziewczyny - westchnęła Lucy, przykładając palce do skroni.
- Jeśli się nie uspokoicie, to obie stąd wylecicie, jasne? - powiedział poważnie wkurzony Harry, przyglądając się nam.
- To nie moja wina. - powiedziałam, obejmując się rękoma. Zrobiło mi się dziwnie zimno.
- W ogóle to co ona tutaj robi? - barbie pokazała na mnie swoim różowym tipsem - poradzilibyśmy sobie bez niej.
- Skoro jesteś tak mądra, to śmiało, może sama odejdziesz? - do rozmowy wtrącił się Harry, który jak ja zaczął tracić panowanie.
-
A może ty zechciałbyś opuścić nasze skromne progi i udać się jak
najdalej stąd? - Sue uśmiechnęła się sztucznie w stronę chłopaka.
- Wow, użyłaś mądrych słów - powiedziałam- jestem z ciebie taka dumna.
Nikt
mnie jednak nie słuchał. Wszyscy byli zapatrzeni na Harrego, który
przewrócił krzesło i wyszedł z sali, trzaskając drzwiami.
Skuliłam
się na ten dżwięk. Nigdy nie kojarzył mi się dobrze. Cała kłótnia była
głupia i było mi przykro, że w niej uczestniczyłam. Nie zrobiłam
najlepszego pierwszego wrażenia.
- Kurwa - powiedział Paul, ruszając za swoim przyjacielem.
No cóż, o dwóch mniej. Ta sytuacja robi się coraz gorsza.
Lucy westchnęła, garbiąc się na krześle.
-
No cóż, najwidoczniej dzisiaj już nic więcej nie zdziałamy -
powiedziała zawiedziona, zakładając torbę na ramię i biorąc kurtkę do
ręki - Możecie iść do domu. Napiszę, czy jutro robimy próbę.
Lucy
wyszła, zostawiając mnie trochę oszołomioną. Nie tego się spodziewałam,
chodż bądżmy szczerzy, żadnej z rzeczy, które się dzisiaj wydarzyły się
nie spodziewałam. Założyłam kurtkę, zabrałam torebkę i żegnając się
krótkim - Cześć ruszyłam za dziewczyną. Poszłam za nią do toalety, nie
odzywając się po drodze słowem. Starałam się wymyśleć, co mogłabym
powiedzieć.
Położyłam torbę na ziemi, spoglądając na Lucy, która myła ręce. Tak naprawdę starała się czymś zająć.
- Przepraszam - zaczęłam, bawiąc się nitką wystającą z mojego swetra - nie powinnam była wdawać się z nią w kłótnie.
- Nie powinnaś była - przyznała dziewczyna, wycierając ręce o zielony papier - ale wina nie leży tylko po twojej stronie.
- Wiem, ale powinnam coś zrobić. - mój głos delikatnie się załamał. Czemu byłam taka słaba - przez to zepsułam próbę.
Dziewczyna mnie do siebie mocno przytuliła.
- Nic nie zepsułaś. Nie martw się
- Ale przecież ... ja .... i Harry
- To Sue zawiniła. Nie przejmuj się, ale proszę ... następnym razem staraj się ją po prostu olać.
Pokiwałam
głową, wycierając delikatnie policzki z łez. Bardzo się cieszę, że Lucy
nie jest na mnie zła. Martwiłam się, że mogłam zniszczyć naszą
przyjażń.
- Dziękuję, że mogłam do was dołączyć.
- Ależ to ja powinnam podziękować tobie, nawet nie wiesz jak bardzo uratowałaś nasz zespół.
Uśmiechnęłam
się na jej słowa. Tyko potwierdziła mnie w przekonaniu, że dokonałam
właściwej decyzji. Bardzo się cieszę, że przyjęłam jej propozycję.
Powinnam coś zmienić w swoim życiu, a dołączenie do Varsity może być
dobrym początkiem.
- Muszę lecieć słońce. Głowa do góry - powiedziała uśmiechnięta Lucy i pocałowała mnie w policzek.
Pomachałam
do dziewczyny i patrzyłam jak znika za drzwiami. Może moje decyzja była
zbyt gwałtownie podjęta, może za dużo ryzykuje, ale mam to gdzieś.
Jeśli dzięki temu będę szczęśliwa to nie mam czego żałować.
Moim marzeniem było wyjść z piekła. Musiałam jednak znależć kogoś, kto by mnie przez nie przeprowadził. Przez całe życie uczyłam się odróżniać diabły i anioły, dobrych ludzi od złych. Potem się zakochałam ...
czwartek, 4 lutego 2016
OGŁOSZENIA
Dziękuję bardzo wszystkim, którzy to czytają. Nie macie pojęcia, jak wiele to dla mnie znaczy. Byłabym jednak wdzięczna za większą ilość komentarzy ... okey za jakiekolwiek komentarze. Nie musicie pisać recenzji, ale wystarczyłoby tylko kilka słów. Bardzo mi zależy na jak największej ilości czytających. Nie chcę do niczego zmuszać, ale proszę, pozostawcie coś po sobie. To naprawdę niewiele, a zachęca do dalszego pisania.
No, to chyba tyle z ogłoszeń parafialnych. Rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj. Będzie raczej przejściowy, więc nie oczekujcie szalonych zwrotów akcji bądż jakiegoś morderstwa. Śmiem stwierdzić, wszystko w swoim czasie.
ZAPRASZAM RÓWNIEŻ NA MOJE DRUGIE OPOWIADANIE: http://smoke-with-me.blogspot.com
No, to chyba tyle z ogłoszeń parafialnych. Rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj. Będzie raczej przejściowy, więc nie oczekujcie szalonych zwrotów akcji bądż jakiegoś morderstwa. Śmiem stwierdzić, wszystko w swoim czasie.
ZAPRASZAM RÓWNIEŻ NA MOJE DRUGIE OPOWIADANIE: http://smoke-with-me.blogspot.com
środa, 3 lutego 2016
Rozdział 6 Czemu do cholery płakałaś?
- Co? - spytałam. Ustałam na drżących nogach i przeczesałam włosy
palcami. To wszystko wydaje się być cholernym snem, z którego nie chcę
się wybudzić. - Lucy, o co chodzi?
- Chcesz do nas dołączyć? Byłoby cudownie mieć cię w zespole.
Poczułam ciepły oddech dziewczyny na moim karku. Stała za mną i delikatnie głaskała moje plecy, abym się rozlużniła. Nie było to jednak możliwe, ponieważ przez moją głowę przewijało się milion różnych myśli.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili Blanka, spoglądając na mnie dziwnie - Zrobiłaś się blada.
- Ta, tak, wszystko okey - usiadłam na ziemi w siadzie skrzyżnym, podpierając głowę rękoma. - Możecie mi proszę wszystko dokładnie wyjaśnić? Nie jestem w stanie zrozumieć...
- Więc tak, potrzebujemy jednej osoby do chóru, a Paul uznał, że idealnie zastąpisz naszego wcześniejszego pianistę.
- Skąd takie przypuszczenie, że się nadaję?
Zwróciłam się w stronę Paula. Na jego twarzy znajdował się uśmiech, a oczy błyszczały radośnie.
- Przed chwilą udowodniłaś, że jesteś z nas wszystkich najlepsza.
Poczułam jak się rumienię. Mam nadzieję, że warstwa makijażu to przykryła.
- Proszę was, nie jest aż taka dobra.
- Zamknij chociaż raz swoje szanowne usteczka,okey?- spytał z jadem w głosie Harry.
- Liam, powiedz coś mu! - wrzasnęła do swojego chłopaka Sue, marszcząc przy tym czoło. Powinna na to uważać, ponieważ mogą jej się zrobić zmarszczki.
- Mówię ci coś.
Liam westchnął, zupełnie nie wzruszony zdenerwowaną Sue,która stukała nerwowo paznokciami po telefonie. Najwidoczniej był przyzwyczajony do humorków swojej dziewczyny oraz do opinii innych na jej temat. Zastanawiam się, po co on z nią jest, skoro w ogóle się nią nie zajmuje.
- Możemy przejść do sedna? - spytał Lucas, spoglądając na nas spod książki. - Nie mam całego dnia na słuchanie waszych rozmów.
- Nie martw się, też mam lepsze rzeczy do roboty - westchnęłam, spoglądając ze zrozumieniem na Lucasa.
- Na przykład siedzenie w domu? - prychnęła Sue, grzebiąc w czarnej torebce od Michaela Korsa.
- Uwierz mi, że to jest o wiele ciekawsze od oglądania twojej krzywej mordy.
Sue wstała gwałtownie z krzesła, przewracając przy tym otwartą butelkę z wodą. Ciecz rozlała się na drewnianej powierzchni, a ona niczym się nie przejmując, ruszyła w moją stronę. Gdyby nie interwencja Liama, zapewne po jedną z nas jechałby już ambulans. Na ogół jestem bardzo spokojną dziewczynką, jeśli jednak ktoś mnie zdenerwuje to bez pałki (lub innego ciężkiego przedmiotu nadającego się do obrony własnej) radzę nie podchodzić.
- Jezu, dziewczyny, uspokójcie się - powiedział Paul, sprzątając rozlaną wodę. Oczywiście, księżniczka Sue nie mogła ruszyć swojego tyłka i to wytrzeć. - Nie chcemy doprowadzić do trzeciej wojny światowej.
- Którą to ja bym wygrała - westchnęła z zachwytem Sue, przeglądając się w małym różowym lusterku.
- Przed czy po tym, jak pobiegniesz do Liama z płaczem po pomoc?
To ją zamknęło. W końcu ktoś musi ją nauczyć, że powinna szanować ludzi.
- Serio, czy możecie skończyć? Obie? - skarciła mnie wzrokiem Lucy - Chciałabym przejść do sedna sprawy.
- Jasne, przepraszam - westchnęłam, opierając się o krzesło. Dzisiaj wydarzyło się stanowczo za wiele rzeczy. Jedyne na co mam ochotę to usiąść z kubkiem herbaty pod kocem i przeglądać tumblra.
- Nasz chór nazywa się Varsity. Nazwa ta zachowała się odkąd nasi pradziadkowie chodzili do tej szkoły. Oni również byli częścią chóru, uczęszczali na różne konkursy, wysławiali naszą szkołę. Staramy się podtrzymać tą tradycję od dwóch lat, oczekując na najważniejszy konkurs w naszym życiu. Przygotowaliśmy się do niego naprawdę długo, ale plany poszły się .. no cóż .. walić.
- To kurwa mało powiedziane. - powiedział wkurzony Harry. Zauważyłam, jak jego ręce zacisnęły się w pięści - Ten dupek zostawił to wszystko kilka miesięcy przed najważniejszym konkursem w naszym życiu, wystawił nas.
- Przepraszam was - powiedziała załamana Blanka, wybiegając z klasy z łzami w oczach. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na dziewczynę, do której wspomnienia zaczęły powracać. To najgorsze co mogło się jej przydarzyć. Zakochać się w człowieku, który odszedł nie tylko od niej, ale również od znajomych. Zniszczył wszystko, nad czym pracowali. Pokochała zdrajcę i widzę, jak bardzo teraz cierpi.
Za dziewczyną pobiegła Lucy. Wydało mi się dziwne, że nie zrobiła tego ,,przyjaciółka'' Blanki, Sue. Jej na prawdę nie obchodzi nic, oprócz samej siebie. Myślałam, że może tylko udaje, że może jednak ma jakieś uczucia. Tracę do niej szacunek za każdym, cholernym, razem.
- Więc tak, jak sama zauważyłaś ... Nathan był dla nas bardzo ważny. - przerwał panującą ciszę Paul. Jego głos był delikatnie zachrypnięty. On sam wciąż nie mógł się pogodzić z odejściem Nathana. Czułam się dziwnie słuchając o osobie, której nie znam, o rzeczach, które nie powinny być dla mnie przeznaczone. Nie chcę być wciągania w problemy, ponieważ to nigdy nie przynosi niczego dobrego.
- I mam zastąpić jego miejsce? - spytałam niepewnie, oglądając swoje paznokcie - Nie jestem pewna, czy wybraliście odpowiednią osobę.
Po chwili ciszy, ktoś odezwał się zdenerwowany.
- Eliza, idziesz ze mną - rozkazał Paul, pomagając mi wstać z podłogi.
Byłam zaskoczona. Nie bardzo wiedziałam, co mógłby ode mnie chcieć. Otrzepałam swoje jeansy i ruszyłam za chłopakiem. Moje serce waliło, jakby miało wyskoczyć z piersi, kiedy Paul zamykał drzwi od sali za nami.
- Co ty odwalasz?! - krzyknął, jego głos odbił się echem od ścian.
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi - powiedziałam cicho, bojąc się reakcji chłopaka. Postarałam się odsunąć kawałek, jednak nogi nie chciały ze mną współpracować. Były jak z waty.
- Nie udawaj takiej cichej i spokojnej!!! Dobrze wiesz ...
W moich oczach pojawiły się łzy. Postawa chłopaka naprawdę mnie przeraziła. Czułam się, jakby miał mnie za chwilę uderzyć. Starałam się znależć możliwą drogę ucieczki.
Oczy Paula na chwilę się zamknęły, głęboko odetchnął. Jego dłonie się rozlużniły.
- Przepraszam za moją gwałtowną reakcję - powiedział w końcu przyciszonym głosem. Był zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem.
Ja również odetchnęłam. Moje ciało trochę się rożlużniło, jednak wciąż starałam się być gotowa na każdy ruch z jego strony.
- Przeprosiny przyjęte - starałam się delikatnie uśmiechnąć, aby uspokoić chłopaka. Wydawał się równie zdziwiony swoim zachowaniem, jak i ja.
- Chciałem po prostu powiedzieć, że byłem na pogrzebie twojej mamy.
Złapałam się za miejsce, w którym powinno znajdować się serce. Przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ poczułam ogromny ból w tym miejscu. To wspomnienia chciały wydostać się na wierzch.
- Czy mogę...
- Jasne, nie martw się - powiedziałam ochrypłym głosem - kontynuuj.
- No dobrze - chłopaka zastanawiał się, jak wszystko wyjaśnić bez zranienie mnie - Niosłem wtedy kwiaty. Na pewno mnie nie pamiętasz, nie dziwię ci się. Kurcze .. - Paul przejechał ręką po czole, myśląc intensywnie - chciałem tylko powiedzieć, że się nie doceniasz. Masz głos anioła, a boisz się go wykorzystać. Zrozum dziewczyno, że przeszłość nie może wpłynąć na przyszłość.
Jego ramiona delikatnie otuliły moje ciało, a ja nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam płakać.
- Potrafisz śpiewać lepiej niż wiele gwiazd. Kiedy tylko cię ujrzałem, siedzącą za pianinem, wiedziałem, że idealnie uzupełnisz naszą grupę. Jesteś darem dla każdego z nas.
Zaczęłam coraz mocniej szlochać, moje ciało delikatnie się trzęsło. Sama nie wiedziałam, dlaczego tak było.
- Proszę cię - Paul zmusił mnie, abym spojrzała w jego czekoladowe oczy - uwierz w siebie. Jesteś ptakiem, jesteś wolna. Jedyne co musisz zrobić, to rozłożyć skrzydła i polecieć. Zaufaj mi, że możesz się wznieść wyżej, niż tylko ci się wydaje.
Zacisnęłam pięści na koszulce chłopaka. Chciałam, aby moje serce posłuchało Paula i rozpoczęło nowe życie.
- Pozwól sobie pomóc. Rozumiesz? - przytaknęłam delikatnie głową - Nie zamykaj się w sobie, a wszystko stanie się o wiele prostsze.
Poczułam się dziwnie wolna. Ból w klatce piersiowej zaczął powoli znikać. Otarłam policzki rękoma, na których pozostały ślady po czarnym tuszu.
- Dziękuję - powiedziałam, wyswobodzając się z uścisku chłopaka - Chyba potrzebowałam mocnego kopa w dupę.
Na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech. Zauważył, że Paul przetarł swoje oczy. Doprowadziłam go do płaczu? Nie chcę, aby się to więcej powtórzyło. Poczułam dziwną potrzebę ochrony Paula, jego szczęścia. Stał się dla mnie kimś ważnym i wydaje mi się, że znam go dłużej niż godzinę. Teraz wydaje mi się, to śmieszne. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie może stać się tak wiele rzeczy. Poznałam osobę, która pomogła mi, ledwo mnie znając.
- Przepraszam za to, że jestem taka słaba
- Nie jesteś ...
- i przepraszam też za koszulkę - wskazałam ręką na biały podkoszulek, ubrudzony resztkami mojego makijażu - odkupię ci ją.
- Nawet sobie nie żartuj. Mam takich z 20.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Nie wiem czemu, nie było w tym nic zabawnego. Po prostu tego potrzebowałam, a chłopak mnie dobrze rozumiał. Już dawno nie ogarnęła mnie taka głupawka. Dopiero po chwili udało mi się uspokoić, kiedy usłyszałam chrząknięcie obok siebie. To Lucy stała niedaleko nas z Blanką. Dziewczyna miała czerwone oczy, delikatnie opuchnięte, a ręce wciąż delikatnie się jej trzęsły. Mimo wszystko, na jej twarzy mogłam zauważyć zupełnie inne emocje, tak samo jak i u Lucy. Dziewczyny były zupełnie oniemiałe. No cóż, nie ma co się dziwić. Ja na ich miejscu, widząc siebie zapłakaną, z zupełnie obcym chłopakiem mogłoby wydawać się co najmniej podejrzane.
- Co tutaj się dzieje? - spytałam ostrożnie Lucy, podchodząc do przodu. Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna trzymała Blankę za rękę - I czemu, do cholery, płakałaś?
Notka od autorki: Jak mijają wam ferie? Jak minął dzień u tych, którzy byli w szkole. Jestem potwornie zmęczona, ale również szczęśliwa. Byłam wczoraj na koncercie Imagine Dragons. Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak cudownego. Świetnie się bawiłam i mam nadzieję, że na następnej trasie też się u nas pojawią.
A jak podoba wam się rozdział? Jak myślicie, jak dalej potoczą się losy bohaterki?
Komentujcie, ponieważ czekam na waszą opinię.
- Chcesz do nas dołączyć? Byłoby cudownie mieć cię w zespole.
Poczułam ciepły oddech dziewczyny na moim karku. Stała za mną i delikatnie głaskała moje plecy, abym się rozlużniła. Nie było to jednak możliwe, ponieważ przez moją głowę przewijało się milion różnych myśli.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili Blanka, spoglądając na mnie dziwnie - Zrobiłaś się blada.
- Ta, tak, wszystko okey - usiadłam na ziemi w siadzie skrzyżnym, podpierając głowę rękoma. - Możecie mi proszę wszystko dokładnie wyjaśnić? Nie jestem w stanie zrozumieć...
- Więc tak, potrzebujemy jednej osoby do chóru, a Paul uznał, że idealnie zastąpisz naszego wcześniejszego pianistę.
- Skąd takie przypuszczenie, że się nadaję?
Zwróciłam się w stronę Paula. Na jego twarzy znajdował się uśmiech, a oczy błyszczały radośnie.
- Przed chwilą udowodniłaś, że jesteś z nas wszystkich najlepsza.
Poczułam jak się rumienię. Mam nadzieję, że warstwa makijażu to przykryła.
- Proszę was, nie jest aż taka dobra.
- Zamknij chociaż raz swoje szanowne usteczka,okey?- spytał z jadem w głosie Harry.
- Liam, powiedz coś mu! - wrzasnęła do swojego chłopaka Sue, marszcząc przy tym czoło. Powinna na to uważać, ponieważ mogą jej się zrobić zmarszczki.
- Mówię ci coś.
Liam westchnął, zupełnie nie wzruszony zdenerwowaną Sue,która stukała nerwowo paznokciami po telefonie. Najwidoczniej był przyzwyczajony do humorków swojej dziewczyny oraz do opinii innych na jej temat. Zastanawiam się, po co on z nią jest, skoro w ogóle się nią nie zajmuje.
- Możemy przejść do sedna? - spytał Lucas, spoglądając na nas spod książki. - Nie mam całego dnia na słuchanie waszych rozmów.
- Nie martw się, też mam lepsze rzeczy do roboty - westchnęłam, spoglądając ze zrozumieniem na Lucasa.
- Na przykład siedzenie w domu? - prychnęła Sue, grzebiąc w czarnej torebce od Michaela Korsa.
- Uwierz mi, że to jest o wiele ciekawsze od oglądania twojej krzywej mordy.
Sue wstała gwałtownie z krzesła, przewracając przy tym otwartą butelkę z wodą. Ciecz rozlała się na drewnianej powierzchni, a ona niczym się nie przejmując, ruszyła w moją stronę. Gdyby nie interwencja Liama, zapewne po jedną z nas jechałby już ambulans. Na ogół jestem bardzo spokojną dziewczynką, jeśli jednak ktoś mnie zdenerwuje to bez pałki (lub innego ciężkiego przedmiotu nadającego się do obrony własnej) radzę nie podchodzić.
- Jezu, dziewczyny, uspokójcie się - powiedział Paul, sprzątając rozlaną wodę. Oczywiście, księżniczka Sue nie mogła ruszyć swojego tyłka i to wytrzeć. - Nie chcemy doprowadzić do trzeciej wojny światowej.
- Którą to ja bym wygrała - westchnęła z zachwytem Sue, przeglądając się w małym różowym lusterku.
- Przed czy po tym, jak pobiegniesz do Liama z płaczem po pomoc?
To ją zamknęło. W końcu ktoś musi ją nauczyć, że powinna szanować ludzi.
- Serio, czy możecie skończyć? Obie? - skarciła mnie wzrokiem Lucy - Chciałabym przejść do sedna sprawy.
- Jasne, przepraszam - westchnęłam, opierając się o krzesło. Dzisiaj wydarzyło się stanowczo za wiele rzeczy. Jedyne na co mam ochotę to usiąść z kubkiem herbaty pod kocem i przeglądać tumblra.
- Nasz chór nazywa się Varsity. Nazwa ta zachowała się odkąd nasi pradziadkowie chodzili do tej szkoły. Oni również byli częścią chóru, uczęszczali na różne konkursy, wysławiali naszą szkołę. Staramy się podtrzymać tą tradycję od dwóch lat, oczekując na najważniejszy konkurs w naszym życiu. Przygotowaliśmy się do niego naprawdę długo, ale plany poszły się .. no cóż .. walić.
- To kurwa mało powiedziane. - powiedział wkurzony Harry. Zauważyłam, jak jego ręce zacisnęły się w pięści - Ten dupek zostawił to wszystko kilka miesięcy przed najważniejszym konkursem w naszym życiu, wystawił nas.
- Przepraszam was - powiedziała załamana Blanka, wybiegając z klasy z łzami w oczach. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na dziewczynę, do której wspomnienia zaczęły powracać. To najgorsze co mogło się jej przydarzyć. Zakochać się w człowieku, który odszedł nie tylko od niej, ale również od znajomych. Zniszczył wszystko, nad czym pracowali. Pokochała zdrajcę i widzę, jak bardzo teraz cierpi.
Za dziewczyną pobiegła Lucy. Wydało mi się dziwne, że nie zrobiła tego ,,przyjaciółka'' Blanki, Sue. Jej na prawdę nie obchodzi nic, oprócz samej siebie. Myślałam, że może tylko udaje, że może jednak ma jakieś uczucia. Tracę do niej szacunek za każdym, cholernym, razem.
- Więc tak, jak sama zauważyłaś ... Nathan był dla nas bardzo ważny. - przerwał panującą ciszę Paul. Jego głos był delikatnie zachrypnięty. On sam wciąż nie mógł się pogodzić z odejściem Nathana. Czułam się dziwnie słuchając o osobie, której nie znam, o rzeczach, które nie powinny być dla mnie przeznaczone. Nie chcę być wciągania w problemy, ponieważ to nigdy nie przynosi niczego dobrego.
- I mam zastąpić jego miejsce? - spytałam niepewnie, oglądając swoje paznokcie - Nie jestem pewna, czy wybraliście odpowiednią osobę.
Po chwili ciszy, ktoś odezwał się zdenerwowany.
- Eliza, idziesz ze mną - rozkazał Paul, pomagając mi wstać z podłogi.
Byłam zaskoczona. Nie bardzo wiedziałam, co mógłby ode mnie chcieć. Otrzepałam swoje jeansy i ruszyłam za chłopakiem. Moje serce waliło, jakby miało wyskoczyć z piersi, kiedy Paul zamykał drzwi od sali za nami.
- Co ty odwalasz?! - krzyknął, jego głos odbił się echem od ścian.
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi - powiedziałam cicho, bojąc się reakcji chłopaka. Postarałam się odsunąć kawałek, jednak nogi nie chciały ze mną współpracować. Były jak z waty.
- Nie udawaj takiej cichej i spokojnej!!! Dobrze wiesz ...
W moich oczach pojawiły się łzy. Postawa chłopaka naprawdę mnie przeraziła. Czułam się, jakby miał mnie za chwilę uderzyć. Starałam się znależć możliwą drogę ucieczki.
Oczy Paula na chwilę się zamknęły, głęboko odetchnął. Jego dłonie się rozlużniły.
- Przepraszam za moją gwałtowną reakcję - powiedział w końcu przyciszonym głosem. Był zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem.
Ja również odetchnęłam. Moje ciało trochę się rożlużniło, jednak wciąż starałam się być gotowa na każdy ruch z jego strony.
- Przeprosiny przyjęte - starałam się delikatnie uśmiechnąć, aby uspokoić chłopaka. Wydawał się równie zdziwiony swoim zachowaniem, jak i ja.
- Chciałem po prostu powiedzieć, że byłem na pogrzebie twojej mamy.
Złapałam się za miejsce, w którym powinno znajdować się serce. Przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ poczułam ogromny ból w tym miejscu. To wspomnienia chciały wydostać się na wierzch.
- Czy mogę...
- Jasne, nie martw się - powiedziałam ochrypłym głosem - kontynuuj.
- No dobrze - chłopaka zastanawiał się, jak wszystko wyjaśnić bez zranienie mnie - Niosłem wtedy kwiaty. Na pewno mnie nie pamiętasz, nie dziwię ci się. Kurcze .. - Paul przejechał ręką po czole, myśląc intensywnie - chciałem tylko powiedzieć, że się nie doceniasz. Masz głos anioła, a boisz się go wykorzystać. Zrozum dziewczyno, że przeszłość nie może wpłynąć na przyszłość.
Jego ramiona delikatnie otuliły moje ciało, a ja nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam płakać.
- Potrafisz śpiewać lepiej niż wiele gwiazd. Kiedy tylko cię ujrzałem, siedzącą za pianinem, wiedziałem, że idealnie uzupełnisz naszą grupę. Jesteś darem dla każdego z nas.
Zaczęłam coraz mocniej szlochać, moje ciało delikatnie się trzęsło. Sama nie wiedziałam, dlaczego tak było.
- Proszę cię - Paul zmusił mnie, abym spojrzała w jego czekoladowe oczy - uwierz w siebie. Jesteś ptakiem, jesteś wolna. Jedyne co musisz zrobić, to rozłożyć skrzydła i polecieć. Zaufaj mi, że możesz się wznieść wyżej, niż tylko ci się wydaje.
Zacisnęłam pięści na koszulce chłopaka. Chciałam, aby moje serce posłuchało Paula i rozpoczęło nowe życie.
- Pozwól sobie pomóc. Rozumiesz? - przytaknęłam delikatnie głową - Nie zamykaj się w sobie, a wszystko stanie się o wiele prostsze.
Poczułam się dziwnie wolna. Ból w klatce piersiowej zaczął powoli znikać. Otarłam policzki rękoma, na których pozostały ślady po czarnym tuszu.
- Dziękuję - powiedziałam, wyswobodzając się z uścisku chłopaka - Chyba potrzebowałam mocnego kopa w dupę.
Na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech. Zauważył, że Paul przetarł swoje oczy. Doprowadziłam go do płaczu? Nie chcę, aby się to więcej powtórzyło. Poczułam dziwną potrzebę ochrony Paula, jego szczęścia. Stał się dla mnie kimś ważnym i wydaje mi się, że znam go dłużej niż godzinę. Teraz wydaje mi się, to śmieszne. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie może stać się tak wiele rzeczy. Poznałam osobę, która pomogła mi, ledwo mnie znając.
- Przepraszam za to, że jestem taka słaba
- Nie jesteś ...
- i przepraszam też za koszulkę - wskazałam ręką na biały podkoszulek, ubrudzony resztkami mojego makijażu - odkupię ci ją.
- Nawet sobie nie żartuj. Mam takich z 20.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Nie wiem czemu, nie było w tym nic zabawnego. Po prostu tego potrzebowałam, a chłopak mnie dobrze rozumiał. Już dawno nie ogarnęła mnie taka głupawka. Dopiero po chwili udało mi się uspokoić, kiedy usłyszałam chrząknięcie obok siebie. To Lucy stała niedaleko nas z Blanką. Dziewczyna miała czerwone oczy, delikatnie opuchnięte, a ręce wciąż delikatnie się jej trzęsły. Mimo wszystko, na jej twarzy mogłam zauważyć zupełnie inne emocje, tak samo jak i u Lucy. Dziewczyny były zupełnie oniemiałe. No cóż, nie ma co się dziwić. Ja na ich miejscu, widząc siebie zapłakaną, z zupełnie obcym chłopakiem mogłoby wydawać się co najmniej podejrzane.
- Co tutaj się dzieje? - spytałam ostrożnie Lucy, podchodząc do przodu. Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna trzymała Blankę za rękę - I czemu, do cholery, płakałaś?
Notka od autorki: Jak mijają wam ferie? Jak minął dzień u tych, którzy byli w szkole. Jestem potwornie zmęczona, ale również szczęśliwa. Byłam wczoraj na koncercie Imagine Dragons. Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak cudownego. Świetnie się bawiłam i mam nadzieję, że na następnej trasie też się u nas pojawią.
A jak podoba wam się rozdział? Jak myślicie, jak dalej potoczą się losy bohaterki?
Komentujcie, ponieważ czekam na waszą opinię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)