środa, 3 lutego 2016

Rozdział 6 Czemu do cholery płakałaś?

- Co? - spytałam. Ustałam na drżących nogach i przeczesałam włosy palcami. To wszystko wydaje się być cholernym snem, z którego nie chcę się wybudzić. - Lucy, o co chodzi?
- Chcesz do nas dołączyć? Byłoby cudownie mieć cię w zespole.
Poczułam ciepły oddech dziewczyny na moim karku. Stała za mną i delikatnie głaskała moje plecy, abym się rozlużniła. Nie było to jednak możliwe, ponieważ przez moją głowę przewijało się milion różnych myśli.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili Blanka, spoglądając na mnie dziwnie - Zrobiłaś się blada.
- Ta, tak, wszystko okey - usiadłam na ziemi w siadzie skrzyżnym, podpierając głowę rękoma. - Możecie mi proszę wszystko dokładnie wyjaśnić? Nie jestem w stanie zrozumieć...
- Więc tak, potrzebujemy jednej osoby do chóru, a Paul uznał, że idealnie zastąpisz naszego wcześniejszego pianistę.
- Skąd takie przypuszczenie, że się nadaję?
Zwróciłam się w stronę Paula. Na jego twarzy znajdował się uśmiech, a oczy błyszczały radośnie.
- Przed chwilą udowodniłaś, że jesteś z nas wszystkich najlepsza.
Poczułam jak się rumienię. Mam nadzieję, że warstwa makijażu to przykryła.
- Proszę was, nie jest aż taka dobra.
- Zamknij chociaż raz swoje szanowne usteczka,okey?- spytał z jadem w głosie Harry.
- Liam, powiedz coś mu! - wrzasnęła do swojego chłopaka Sue, marszcząc przy tym czoło. Powinna na to uważać, ponieważ mogą jej się zrobić zmarszczki.
- Mówię ci coś.
Liam westchnął, zupełnie nie wzruszony zdenerwowaną Sue,która stukała nerwowo paznokciami po telefonie. Najwidoczniej był przyzwyczajony do humorków swojej dziewczyny oraz do opinii innych na jej temat. Zastanawiam się, po co on z nią jest, skoro w ogóle się nią nie zajmuje.
- Możemy przejść do sedna? - spytał Lucas, spoglądając na nas spod książki. - Nie mam całego dnia na słuchanie waszych rozmów.
- Nie martw się, też mam lepsze rzeczy do roboty - westchnęłam, spoglądając ze zrozumieniem na Lucasa.
- Na przykład siedzenie w domu? - prychnęła Sue, grzebiąc w czarnej torebce od Michaela Korsa.
- Uwierz mi, że to jest o wiele ciekawsze od oglądania twojej krzywej mordy.
Sue wstała gwałtownie z krzesła, przewracając przy tym otwartą butelkę z wodą. Ciecz rozlała się na drewnianej powierzchni, a ona niczym się nie przejmując, ruszyła w moją stronę. Gdyby nie interwencja Liama, zapewne po jedną z nas jechałby już ambulans. Na ogół jestem bardzo spokojną dziewczynką, jeśli jednak ktoś mnie zdenerwuje to bez pałki (lub innego ciężkiego przedmiotu nadającego się do obrony własnej) radzę nie podchodzić.
- Jezu, dziewczyny, uspokójcie się - powiedział Paul, sprzątając rozlaną wodę. Oczywiście, księżniczka Sue nie mogła ruszyć swojego tyłka i to wytrzeć. - Nie chcemy doprowadzić do trzeciej wojny światowej.
- Którą to ja bym wygrała - westchnęła z zachwytem Sue, przeglądając się w małym różowym lusterku.
- Przed czy po tym, jak pobiegniesz do Liama z płaczem po pomoc?
To ją zamknęło. W końcu ktoś musi ją nauczyć, że powinna szanować ludzi.
- Serio, czy możecie skończyć? Obie? - skarciła mnie wzrokiem Lucy - Chciałabym przejść do sedna sprawy.
- Jasne, przepraszam - westchnęłam, opierając się o krzesło. Dzisiaj wydarzyło się stanowczo za wiele rzeczy. Jedyne na co mam ochotę to usiąść z kubkiem herbaty pod kocem i przeglądać  tumblra.
 - Nasz chór nazywa się Varsity. Nazwa ta zachowała się odkąd nasi pradziadkowie chodzili do tej szkoły. Oni również byli częścią chóru, uczęszczali na różne konkursy, wysławiali naszą szkołę. Staramy się podtrzymać tą tradycję od dwóch lat, oczekując na najważniejszy konkurs w naszym życiu. Przygotowaliśmy się do niego naprawdę długo, ale plany poszły się .. no cóż .. walić.
- To kurwa mało powiedziane. -  powiedział wkurzony Harry. Zauważyłam, jak jego ręce zacisnęły się w pięści - Ten dupek zostawił to wszystko kilka miesięcy przed najważniejszym konkursem w naszym życiu, wystawił nas.
- Przepraszam was - powiedziała załamana Blanka, wybiegając z klasy z łzami w oczach. Nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na dziewczynę, do której wspomnienia zaczęły powracać. To najgorsze co mogło się jej przydarzyć. Zakochać się w człowieku, który odszedł nie tylko od niej, ale również od znajomych. Zniszczył wszystko, nad czym pracowali. Pokochała zdrajcę i widzę, jak bardzo teraz cierpi.
Za dziewczyną pobiegła Lucy. Wydało mi się dziwne, że nie zrobiła tego ,,przyjaciółka'' Blanki, Sue. Jej na prawdę nie obchodzi nic, oprócz samej siebie. Myślałam, że może tylko udaje, że może jednak ma jakieś uczucia. Tracę do niej szacunek za każdym, cholernym, razem.
- Więc tak, jak sama zauważyłaś ... Nathan był dla nas bardzo ważny. - przerwał panującą ciszę Paul. Jego głos był delikatnie zachrypnięty. On sam wciąż nie mógł się pogodzić z odejściem Nathana.  Czułam się dziwnie słuchając o osobie, której nie znam, o rzeczach, które nie powinny być dla mnie przeznaczone. Nie chcę być wciągania w problemy, ponieważ to nigdy nie przynosi niczego dobrego.
- I mam zastąpić jego miejsce? - spytałam niepewnie, oglądając swoje paznokcie - Nie jestem pewna, czy wybraliście odpowiednią osobę.
Po chwili ciszy, ktoś odezwał się zdenerwowany.
- Eliza, idziesz ze mną - rozkazał Paul, pomagając mi wstać z podłogi.
Byłam zaskoczona. Nie bardzo wiedziałam, co mógłby ode mnie chcieć. Otrzepałam swoje jeansy i ruszyłam za chłopakiem. Moje serce waliło, jakby miało wyskoczyć z piersi, kiedy Paul zamykał drzwi od sali za nami.
- Co ty odwalasz?! - krzyknął, jego głos odbił się echem od ścian.
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi - powiedziałam cicho, bojąc się reakcji chłopaka. Postarałam się odsunąć kawałek, jednak nogi nie chciały ze mną współpracować. Były jak z waty.
- Nie udawaj takiej cichej i spokojnej!!! Dobrze wiesz ...
W moich oczach pojawiły się łzy. Postawa chłopaka naprawdę mnie przeraziła. Czułam się, jakby miał mnie za chwilę uderzyć. Starałam się znależć możliwą drogę ucieczki.
Oczy Paula na chwilę się zamknęły, głęboko odetchnął. Jego dłonie się rozlużniły.
- Przepraszam za moją gwałtowną reakcję - powiedział w końcu przyciszonym głosem. Był zawstydzony swoim wcześniejszym zachowaniem.
Ja również odetchnęłam. Moje ciało trochę się rożlużniło, jednak wciąż starałam się być gotowa na każdy ruch z jego strony.
- Przeprosiny przyjęte - starałam się delikatnie uśmiechnąć, aby uspokoić chłopaka. Wydawał się równie zdziwiony swoim zachowaniem, jak i ja.
- Chciałem po prostu powiedzieć, że byłem na pogrzebie twojej mamy.
Złapałam się za miejsce, w którym powinno znajdować się serce. Przynajmniej tak mi się wydawało, ponieważ poczułam ogromny ból w tym miejscu. To wspomnienia chciały wydostać się na wierzch.
- Czy mogę...
- Jasne, nie martw się - powiedziałam ochrypłym głosem - kontynuuj.
- No dobrze - chłopaka zastanawiał się, jak wszystko wyjaśnić bez zranienie mnie - Niosłem wtedy kwiaty. Na pewno mnie nie pamiętasz, nie dziwię ci się. Kurcze .. - Paul przejechał ręką po czole, myśląc intensywnie - chciałem tylko powiedzieć, że się nie doceniasz. Masz głos anioła, a boisz się go wykorzystać. Zrozum dziewczyno, że przeszłość nie może wpłynąć na przyszłość.
Jego ramiona delikatnie otuliły moje ciało, a ja nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam płakać.
- Potrafisz śpiewać lepiej niż wiele gwiazd. Kiedy tylko cię ujrzałem, siedzącą za pianinem, wiedziałem, że idealnie uzupełnisz naszą grupę. Jesteś darem dla każdego z nas.
Zaczęłam coraz mocniej szlochać, moje ciało delikatnie się trzęsło. Sama nie wiedziałam, dlaczego tak było.
- Proszę cię - Paul zmusił mnie, abym spojrzała w jego czekoladowe oczy - uwierz w siebie. Jesteś ptakiem, jesteś wolna. Jedyne co musisz zrobić, to rozłożyć skrzydła i polecieć. Zaufaj mi, że możesz się wznieść wyżej, niż tylko ci się wydaje.
Zacisnęłam pięści na koszulce chłopaka. Chciałam, aby moje serce posłuchało Paula i rozpoczęło nowe życie.
- Pozwól sobie pomóc. Rozumiesz? - przytaknęłam delikatnie głową - Nie zamykaj się w sobie, a wszystko stanie się o wiele prostsze.
Poczułam się dziwnie wolna. Ból w klatce piersiowej zaczął powoli znikać. Otarłam policzki rękoma, na których pozostały ślady po czarnym tuszu.
- Dziękuję - powiedziałam, wyswobodzając się z uścisku chłopaka - Chyba potrzebowałam mocnego kopa w dupę.
Na moją twarz wstąpił delikatny uśmiech. Zauważył, że Paul przetarł swoje oczy. Doprowadziłam go do płaczu? Nie chcę, aby się to więcej powtórzyło. Poczułam dziwną potrzebę ochrony Paula, jego szczęścia. Stał się dla mnie kimś ważnym i wydaje mi się, że znam go dłużej niż godzinę. Teraz wydaje mi się, to śmieszne. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie może stać się tak wiele rzeczy. Poznałam osobę, która pomogła mi, ledwo mnie znając.
- Przepraszam za to, że jestem taka słaba
- Nie jesteś ...
- i przepraszam też za koszulkę - wskazałam ręką na biały podkoszulek, ubrudzony resztkami mojego makijażu - odkupię ci ją.
- Nawet sobie nie żartuj. Mam takich z 20.
Chłopak zaczął się śmiać, a ja razem z nim. Nie wiem czemu, nie było w tym nic zabawnego. Po prostu tego potrzebowałam, a chłopak mnie dobrze rozumiał. Już dawno nie ogarnęła mnie taka  głupawka. Dopiero po chwili udało mi się uspokoić,  kiedy usłyszałam chrząknięcie obok siebie. To Lucy stała niedaleko nas z Blanką. Dziewczyna miała czerwone oczy, delikatnie opuchnięte, a ręce wciąż delikatnie się jej trzęsły. Mimo wszystko, na jej twarzy mogłam zauważyć zupełnie inne emocje, tak samo jak i u Lucy. Dziewczyny były zupełnie oniemiałe. No cóż, nie ma co się dziwić. Ja na ich miejscu, widząc siebie zapłakaną, z zupełnie obcym chłopakiem mogłoby wydawać się co najmniej podejrzane.
- Co tutaj się dzieje? - spytałam ostrożnie Lucy, podchodząc do przodu. Dopiero teraz zauważyłam, że dziewczyna trzymała Blankę za rękę - I czemu, do cholery, płakałaś?





Notka od autorki: Jak mijają wam ferie? Jak minął dzień u tych, którzy byli w szkole. Jestem potwornie zmęczona, ale również szczęśliwa. Byłam wczoraj na koncercie Imagine Dragons. Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak cudownego. Świetnie się bawiłam i mam nadzieję, że na następnej trasie też się u nas pojawią.
A jak podoba wam się rozdział? Jak myślicie, jak dalej potoczą się losy bohaterki?
Komentujcie, ponieważ czekam na waszą opinię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz