czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 7 Decyzja została podjęta

Znalazłam się w ramionach dziewczyny, która mocno mnie do siebie przytuliła.
- Nic się wielkiego nie stało, nie masz co się martwić - powiedział cicho Paul, starając się nie zdenerwować Lucy, która zaczynała być kłębkiem nerwów.
- To twoja wina, co jej powiedziałeś!?! - wykrzyczała Lucy, szturchając chłopaka w klatkę piersiową.
- Ale on nic...
Naprawdę chciałam mu pomóc, ale dziewczyna mnie nie słuchała. Wydawało mi się,jakbym rozpętała prawdziwe piekło. Lucy zaczęła wymachiwać rękoma i krzyczeć zupełnie niestworzone rzeczy. Biedny Paul musiał słuchać jakim jest dupkiem oraz jak powinien używać mózgu. Gdyby nie Harry, jestem pewna, że chłopak nie wyszedłby z tej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu.
- Co się tutaj do cholery wyprawia? Czy możecie uspokoić swoje zwierzęce ego, zwłaszcza ty Lucy? Jestem pewien, że na Antarktydzie cię słyszeli.
Harry wcale nie przesadził. Czuję, jakby moje bębenki w uszach uschły i zupełnie zanikły po jej krzyku.
- No bardzo mi przykro, ale to wina Paula. Doprowadził Jade do płaczu.
- Co zrobił?
Oczy Harrego nagle pociemniały, a ręce zacisnęły się w pięści.
- To nie prawda!
- Nie kłam! - powiedzieli równocześnie Harry i Lucy.
- Wysłuchajcie mnie okey?!? - krzyknęłam, starając się ich uspokoić -  Płakałam, ponieważ Paul powiedział najmilszą rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałam.Chcę mi pomóc, co bardzo doceniam, dlatego proszę, nie wymyślajcie swoich własnych historii.
 Na korytarzu zapanowała kompletna cisza. Lucy i Harry popatrzyli się na siebie, na mnie i na końcu na Paula.
- Przepraszam cię stary - powiedział pierwszy Harry, klepiąc chłopaka po plecach.
- Ja też cię przepraszam - westchnęła dziewczyna, podchodząc bliżej chłopaka - Po prostu martwię się o Jade, bałam się, że naprawdę ją skrzywdziłeś.
- Nie mógłbym tego zrobić - chłopak przygarnął do siebie Lucy, mocno przytulając.
 Przyrzekam, że w tym momencie moje serce zaczęło się topić. Wyczułam w jego głosie dobroć, był również szczery. Żaden chłopak nie zachowywał się tak wobec mnie nigdy ... no może oprócz Harrego.
 Drzwi od sali muzycznej otworzyły się po raz kolejny i ujrzeliśmy głowę Liama.
- Nie chcę wam przeszkadzać w wyznaniach miłosnych, ale tracimy czas.
 Chłopak miał rację. Za oknem zaczęło się ściemniać, a nie mieliśmy jeszcze niczego przygotowanego. Nie byłam wtajemniczona w całą sprawę. Tak, to oznacza, że zgodzę się dołączyć do Varsity. Może to lekkomyślne, może to głupie, ale co mi szkodzi spróbować. Muszę posłuchać się Paula i zmienić coś w swoim życiu. Ostatnie lata przeleciały mi między palcami, nie pozwolę, aby teraz było tak samo.
 Weszliśmy ponownie do sali. Lucas dalej czytał swoją książkę, a Sue wystukiwała rytm na ekranie telefonu.
- Co wy tak długo robiliście?
- Obmyślaliśmy plan zamordowania cię. Wolisz szybką i bezbolesną śmierć czy może wybierasz tą powolną w katuszach - powiedziałam, siadając przy pianinie. Wyprostowałam nogi i wytarłam spocone dłonie o nogawki spodni. - osobiście widziałabym cię w drugiej opcji.
Dziewczyna przewróciła oczami i wróciła do przeglądania czegoś w telefonie.
- Więc, zanim zaczniemy. Jade, czy chciałabyś dołączyć do Varsity? - spytała Lucy, zaciskając swoje ręce w pięści. Zauważyłam, jak pierścionki wrzynały się w jej skórę.
- Ja .. no .. - zamknęłam oczy i mocno odetchnęłam. Teraz albo nigdy- zgadzam się.
- Wiedziałem! - wykrzyczał Paul i wziął mnie w swoje objęcia. - Dziękuję, że się zgodziłaś -  szept dotarł do moich uszu.
- To ja dziękuję tobie - również wyszeptałam, wdychając zapach perfum chłopaka.
- Więc skoro wszystko już wyjaśnione - powiedziała zadowolona Lucy - to zapewne chcesz wiedzieć o co tak naprawdę chodzi w tym konkursie.
- Tak - westchnęłam uradowana - byłabym wdzięczna.
- Przygotowywaliśmy się do niego przez ostatnie dwa lata. Nabieraliśmy wprawy, jeżdząc na coraz to nowsze konkursy. Aż wreszcie nadszedł szaleńczy okres czasu dla wszystkich chórów z Londynu i okolic. Od teraz rozpoczną się konkursy na których liczy się zajęte miejsce, a nie liczba uzyskanych punktów.  Najpierw czeka nas ćwierćfinał, półfinał i na końcu finał. Najpierw przechodzą grupy z miejscami 8 i niżej. Do finału przechodzą tylko  4 grupy.
- Okey, z iloma chórami zaczynamy?
- Około 25. - westchnął Harry, przeczesując swoje loki palcami.
- Ile? - wytrzeszczyłam oczy - Żeby wejść do półfinału musimy pokonać przynajmniej 16 grup?
- Wow, jednak matematyka nie jest taka trudna.
Oczywiście Sue musiała wtrącić swoje trzy grosze. Ta dziewczyna staje się coraz bardziej denerwująca. Nie rozumiem jak inni mogli z nią wytrzymać.
- W przeciwieństwie do ciebie potrafię odejmować.
- Dziewczyny - westchnęła Lucy, przykładając palce do skroni.
- Jeśli się nie uspokoicie, to obie stąd wylecicie, jasne? - powiedział poważnie wkurzony Harry, przyglądając się nam.
- To nie moja wina. - powiedziałam, obejmując się rękoma. Zrobiło mi się dziwnie zimno.
- W ogóle to co ona tutaj robi? - barbie pokazała na mnie swoim różowym tipsem - poradzilibyśmy sobie bez niej.
- Skoro jesteś tak mądra, to śmiało, może sama odejdziesz? - do rozmowy wtrącił się Harry, który jak ja zaczął tracić panowanie.
- A może ty zechciałbyś opuścić nasze skromne progi i udać się jak najdalej stąd? - Sue uśmiechnęła się sztucznie w stronę chłopaka.
- Wow, użyłaś mądrych słów - powiedziałam- jestem z ciebie taka dumna.
Nikt mnie jednak nie słuchał. Wszyscy byli zapatrzeni na Harrego, który przewrócił krzesło i wyszedł z sali, trzaskając drzwiami.
Skuliłam się na ten dżwięk. Nigdy nie kojarzył mi się dobrze. Cała kłótnia była głupia i było mi przykro, że w niej uczestniczyłam. Nie zrobiłam najlepszego pierwszego wrażenia.
- Kurwa - powiedział Paul, ruszając za swoim przyjacielem.
No cóż, o dwóch mniej. Ta sytuacja robi się coraz gorsza.
Lucy westchnęła, garbiąc się na krześle.
- No cóż, najwidoczniej dzisiaj już nic więcej nie zdziałamy - powiedziała zawiedziona, zakładając torbę na ramię i biorąc kurtkę do ręki - Możecie iść do domu. Napiszę, czy jutro robimy próbę.
Lucy wyszła, zostawiając mnie trochę oszołomioną. Nie tego się spodziewałam, chodż bądżmy szczerzy, żadnej z rzeczy, które się dzisiaj wydarzyły się nie spodziewałam. Założyłam kurtkę, zabrałam torebkę i żegnając się krótkim - Cześć ruszyłam za dziewczyną. Poszłam za nią do toalety, nie odzywając się po drodze słowem. Starałam się wymyśleć, co mogłabym powiedzieć.
Położyłam torbę na ziemi, spoglądając na Lucy, która myła ręce. Tak naprawdę starała się czymś zająć.
- Przepraszam - zaczęłam, bawiąc się nitką wystającą z mojego swetra - nie powinnam była wdawać się z nią w kłótnie.
- Nie powinnaś była - przyznała dziewczyna, wycierając ręce o zielony papier - ale wina nie leży tylko po twojej stronie.
- Wiem, ale powinnam coś zrobić. - mój głos delikatnie się załamał. Czemu byłam taka słaba - przez to zepsułam próbę.
Dziewczyna mnie do siebie mocno przytuliła.
- Nic nie zepsułaś. Nie martw się
- Ale przecież ... ja .... i Harry
- To Sue zawiniła. Nie przejmuj się, ale proszę ... następnym razem staraj się ją po prostu olać.
Pokiwałam głową, wycierając delikatnie policzki z łez. Bardzo się cieszę, że Lucy nie jest na mnie zła. Martwiłam się, że mogłam zniszczyć naszą przyjażń.
- Dziękuję, że mogłam do was dołączyć.
- Ależ to ja powinnam podziękować tobie, nawet nie wiesz jak bardzo uratowałaś nasz zespół.
Uśmiechnęłam się na jej słowa. Tyko potwierdziła mnie w przekonaniu, że dokonałam właściwej decyzji. Bardzo się cieszę, że przyjęłam jej propozycję. Powinnam coś zmienić w swoim życiu, a dołączenie do Varsity może być dobrym początkiem.
- Muszę lecieć słońce. Głowa do góry - powiedziała uśmiechnięta Lucy i pocałowała mnie w policzek.
Pomachałam do dziewczyny i patrzyłam jak znika za drzwiami. Może moje decyzja była zbyt gwałtownie podjęta, może za dużo ryzykuje, ale mam to gdzieś. Jeśli dzięki temu będę szczęśliwa to nie mam czego żałować.








2 komentarze:

  1. To opowiadanie jest wspaniałe *-* kiedy będą dalsze części ???

    OdpowiedzUsuń