Wszystko było "w porządku". Chodziłam do szkoły, piłam kawę, odrabiałam lekcje a nawet się uśmiechałam. Każdego dnia byłam jakby wyprana z uczuć, maskując wszystko sztucznym śmiechem i głupimi odzywkami. Nikt jednak nie zauważał jak bardzo cierpiałam, ponieważ myślałam. Nie ma nic gorszego niż nasze myśli, ponieważ to one nas doszczętnie zabijają. Wypełniają pustkę, wprowadzając mętlik w naszych głowach. Umieramy, pochłaniani przez własne myśli.
Po raz kolejny poprawiłam swoje włosy, które latały dookoła mojej twarzy z powodu strasznego wiatru. Na pewno wyglądałam jak strach na wróble w wersji deluxe. Szłam do szkoły na długo wyczekiwaną próbę. Podobno przyszedł wczoraj list od organizatorki, więc mogliśmy się wziąć do pracy. Tęskniłam za niektórymi osobami, a niektórych wolałabym w ogóle nie ujrzeć. Mam nadzieję, że śpiew chodż trochę poprawi mój humor. Od rana chodzę naburmuszona, nawet głupia suszarka doprowadziła mnie do łez. Stanowczo powinnam się uspokoić. Wzięłam głęboki wdech, po czym otworzyłam drzwi prowadzące do szkoły. Od razu poczułam nieprzyjemny zapach środków do mycia podłóg. Kroczyłam korytarzem, poprawiając co chwila opadającą z ramienia torbę wypełnioną nutami. Lucy prosiła mnie, abym zabrała ich kilka. Będziemy musieli wybrać jakąś piosenkę i moje zbiory mogą być przydatne.
Weszłam do sali - uwaga, zapiszcie ten dzień w kalendarzu - pół godziny wcześniej. Tak, Ja Jade Black nie spożniłam się gdzieś a nawet jestem przed czasem. W sali jak zwykle panował bałagan oraz oświetlenie nie było najlepsze. Zamknęłam za sobą drzwi, dostrzegając kogoś w sali. To był Liam. Nie sądziłam, że go tutaj spotkam. Szczerze mówiąc, to wolałabym bym być sama, aby pomyśleć i pośpiewać w spokoju. Dziwi mnie również, że jest tutaj sam, bez Sue. Myślałam, że są nierozłączni.
Liam był ubrany w czarne spodnie i bluzę naszej szkolnej drużyny sportowej. Trzymał w ręku mikrofon, więc zapewne moje przyjście przerwało jego plany.
- Em ... cześć - powiedziałam nieśmiało, wieszając swoją kurtkę na jednym z krzeseł.
- Cześć. Właśnie miałem śpiewać.
Pokiwałam głową, nie wiedząc co odpowiedzieć chłopakowi. Jeszcze nigdy nie słyszałam jak Liam śpiewa, więc szczerze mówiąc to byłam bardzo ciekawa.
- Nie chciałabyś może zaśpiewać ze mną?
Przystanęłam, spoglądając zdziwiona na chłopaka. Pokazałam na siebie palcem, jakby nie dowierzając, że mówi do mnie. Mimo że byłam jedyna w sali.
Nie byłam pewna, czy się zgodzić. Wiadomo, to dobry sposób na rozśpiewanie, ale ktoś może za chwilę tutaj przyjść, a tego na pewno nie chcemy. Przy okazji, nie przepadam za Liam'em,
- No, nie daj się prosić.
Usłyszałam błagalny głos chłopaka. Spojrzałam na jego uśmiech i wymiękłam. Wzięłam leżący na ziemi mikrofon. Raz się żyje. Ustałam obok chłopaka na podeście, starając się nie zwracać uwagi na powiększający się uśmiech na jego twarzy.
- Co śpiewamy? - spytałam, kiedy Liam wciąż się na mnie gapił z pedofilską miną. Nie żartuję. Ten uśmiech mnie przeraża.
- Promiscuous. Nelly Furtado i Timbalanda. Mam nadzieję, że znasz? - powiedział, odwracając się w stronę magnetofonu, aby włączyć podkład muzyczny.
Prychnęłam twierdząco. Każdy zna tą piosenkę, chodżby z radia. Kilka lat temu ją uwielbiałam, dlatego słowa są mi dobrze znane.
Na początku śpiewałam stojąc sztywno, jednak po chwili stanowczo się rozlużniłam. Rytm piosenki wprawił mnie w taneczny nastrój, a wesoła postawa Liam'a stanowczo mi się udzieliła. Już po chwili śpiewałam z uśmiechem na twarzy, delikatnie gestykulując i patrząc się na chłopaka, który swoją drogą miał naprawdę ładny głos. Ruszałam biodrami w rytm muzyki, wyśpiewując kwestię Nelly, która miała duży podtekst. Śpiewaliśmy w pewnym sensie o seksie, na co nie zwracaliśmy uwagi. Całkowicie się rozlużniłam i dałam się ponieść muzyce wraz z chłopakiem. Nie zauważyliśmy, kiedy w sali pojawili się pozostali, przysłuchując się naszemu śpiewu. Dokończyłam piosenkę z uśmiechem. O dziwo świetnie się bawiłam.
Odłożyłam mikrofon na stolik, dotykając przez przypadek dłoni Liam'a. Po moim ciele przeszedł dziwny dreszcz, który starałam się zignorować. Stałam tak przez chwilę, póki nie dotarły do mnie oklaski. To Paul, Lucy i Lucas klaskali, uśmiechając się do nas szeroko. Natomiast Sue nie była z tego za bardzo zadowolona. Okey, to bardzo delikatnie określenie. Była wkurzona na maksa.
- Co tu się do cholery dzieje?
Jej twarz przybrała delikatnie czerwony kolor, resztę przykryła tapeta. Swoją drogą, miała jej dzisiaj strasznie dużo. Pomalowane na brązowo usta wykrzywiła w grymasie, ściągając z siebie zapewne drogie futro.
- Śpiewamy.
Odpowiedział jej zdawkowo Liam, kończąc temat. Teraz wydał mi się jakiś dziwnie smutny, jakby obecność jego dziewczyny zepsuła ma humor. Może się pokłócili?
Postanowiłam przestać zamartwiać się nie własnymi sprawami i poszłam przywitać się z pozostałymi.
- Hej wam! - krzyknęłam, przytulając się do Paula. Tęskniłam za nim. Następnie dostałam całusa od Lucy.
- Laska, świetnie wam to wyszło - powiedziała, żując arbuzową gumę, która jest jej ulubioną.
- Lucy ma rację, piękny głos.
- To jak współgrały
- I te kocie ruchy
- Ta chemia
- Przestańcie, nie widzicie, że zestresowaliście dziewczynę?
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością do Lucasa. Na pewno nie było aż tak cudownie, jak mówią. Podobało mi się, ale nie należy tego aż tak dobrze oceniać. Po prostu śpiewaliśmy.
- Nie prawda ...
- Jesteś chamem! - krzyknęła Sue, przerywając moją wypowiedż. Uwaga, uwaga idę po popcorn! Szykuje się piękna kłótnia. Mimo że nienawidzę jak ludzie się kłócą, to nie jest mi przykro z powodu Sue.
- Nie gadaj, że będziesz mi teraz robiła jakieś chore akcje zazdrości!
- Nie jestem o nią zazdrosna.
Sue prychnęła, wskazując na mnie paznokciem.
- Ona nie jest warta mojego zachodu.
- Nie wtrącaj jej do tego!
Czy Liam właśnie się za mną wstawił? Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam, a oglądałam wiele hiszpańskich telenoweli.
- Cholera, możecie nie krzyczeć z samego rana?! - wykrzyczał Harry, trzaskając drzwiami od sali, przez co nieznacznie się skrzywił.
Jego widok mnie bardzo zaskoczył. Brązowe loki zaczesał zieloną bandamką, pod oczami miał ciemne zakola. Wyglądał jakby nie przespał całej nocy i
- Jak tam impreza?
i był na imprezie.
- Weż nic nie mów. Moja głowa zaraz wybuchnie. - odpowiedział Paulowi, po czym usiadł na krześle.
- Ile lasek zaliczyłeś?
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, który miałam ochotę zetrzeć.
- Przestałem liczyć po 5, chyba dlatego, że film mi się urwał.
Harry mówił o tym wszystkim, jakby sex z przypadkową dziewczyną był czymś normalnym. Był niewzruszony tym, że złamał serce każdej z tych dziewcząt, że skrzywdził mnie. Nie wiem, czemu poczułam się zdradzona i zraniona. Jestem pewna, że wyraz mojej twarzy przypominał, jakbym zjadła kwaśną cytrynę, a myślenie o nim i tych dziewczynach przyprawiło mnie o mdłości.
- Dobra, koniec gadania o laskach i innych dziewojach, które aktualnie wypłakują łzy szczęścia, ponieważ Harry je dotknął i przejdżmy do sprawy konkursu. - powiedziała Lucy, wyciągając z torby list.
Usiadłam obok dziewczyny, aby mieć dobry widok na informacje zawarte w liście.
Witam!
Chciałbym serdecznie zaprosić Chór Varsity na wzięcie udziału w konkursie pt:"Odkrycie młodych gwiazd" który odbędzie się w 3 etapach. Pierwszy z nich to ćwierćfinał w którym przewidujemy, że weżmie udział około 26 grup (grupa powinna składać z chłopaków lub dziewczyn, może być też wymieszana, liczbą uczestników nie może przekroczyć 10, wiek uczestników od 16 do 19 roku życia).Następnie do półfinału przejdzie 15 grup, w finale zobaczymy się tylko z 7 grupami.
Oto zasady panujące w ćwierćfinale.
- każdy chór śpiewa tylko jedną piosenkę
- strój oraz sprzęty muzyczne chór zapewnia sobie sam
- nie ma tematu konkursu, więc jest dowolność w wyborze piosenki ( nie może ona trwać dłużej niż 6 minut, piosenki można miksować, nie mogą to być prace napisane samodzielnie przez chór)
- opłata startowa wynosi 20 euro od osoby.
Zgłoszenia są przyjmowane do tygodnia od otrzymania listu na e-mail: młodegwiazdy@imply.com
Ćwierćfinał już 3 marca o godzinie 15 w Międzynarodowym Domu Kultury im. Jacksona w Londynie*
Życzę powodzenia! Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia
Chórów John Mac.
Te właśnie słowa przeczytała nam Lucy, po czym na sali zapanowało poruszenie. Każdy zaczął przekrzykiwać każdego. Lucy była bardzo poddenerwowana, Paul wymachiwał rękoma, krzycząc na Lucasa, a Harry zapalił papierosa mimo że nie wolno mu było.
Ja natomiast byłam jak:
- O co wam do cholery chodzi?
* Nie ma takiego Domu Kultury, został on wymyślony na cele opowiadania.
Moim marzeniem było wyjść z piekła. Musiałam jednak znależć kogoś, kto by mnie przez nie przeprowadził. Przez całe życie uczyłam się odróżniać diabły i anioły, dobrych ludzi od złych. Potem się zakochałam ...
sobota, 26 marca 2016
niedziela, 6 marca 2016
Rozdział 8 Kawa czarna jak jego dusza
Przykro mi mała. Nie masz 9 lat, ba bliżej ci do 19. Nikt cię nie
weżmie za rękę i nie przeprowadzi przez życie. Prawdopodobnie skopią ci
tyłek i zostawią samą, próbując zniszczyć na każdym kroku. Jeśli sama o
siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi za ciebie. Przyjaciele powiedzą
ci, że będzie dobrze, ale sama musisz sprawić, że tak właśnie się
stanie. Musisz wziąć się w garść i zacząć żyć.
Przez ostatnie dwa dni nie odbywały się próby chóru. Harry był wkurzony na wszystkich i nie chciał przyjść do szkoły. Nie jest to jedyny powód. List od organizatorki konkursu wciąż do nas nie dotarł. Nie wiemy, kiedy konkurs się odbędzie oraz jaki jest jego temat. Nie możemy nic zdziałać bez piosenki. Lucy uznała, że każdy z nas powinien samodzielnie popracować nad swoim głosem w domu, a spotkamy się, kiedy będziemy mieli jakiekolwiek informacje. Ostatnie dni spędziłam przy pianinie, śpiewając wszystkie piosenki jakie znałam. Starałam się rozśpiewać, ponieważ już dawno tego nie robiłam. Wiele piosenek doprowadzało mnie do łez, ponieważ boleśnie przypominały mi o mojej mamie. Jestem jednak pewna, że wszystkie szczęśliwe rzeczy, które dzieją się w moim życiu to jej zasługa. Mama jest ze mną na każdym kroku i opiekuje się mną. Chór to moja szansa na lepsze życie i nie zamierzam jej zmarnować.
Przejrzałam się w lustrze i głośno westchnęłam. Byłam zmęczona. W nocy nie mogłam spać, przez co rano głowa bolała mnie okropnie. Nawet leki przeciwbólowe przestały na mnie działać. Miałam ciemne wory pod oczami, których nawet najlepszy korektor nie chciał zakryć. Moje usta, pomalowane na czerwono, drżały. Wzięłam szczotkę do ręki i rozczesałam swoje włosy, krzywiąc się, kiedy natrafiałam na kołtuny. Miałam się spotkać z Lucy w kawiarni. Dziewczyna uznała, że nie może przesiedzieć ferii w domu i musimy się gdzieś ruszyć. Ubrałam się w ciemne jeansy i czarny sweter. Osobiście wolałabym leżeć w łóżku i nie pokazywać się nikomu na oczy. Podobała mi się wizja oglądania romantycznych filmów i picia kakao przez cały dzień. Założyłam na nogi moje ulubione, czarne botki na grubym obcasie. Był to prezent od babci na święta. Były śliczne i jestem pewna, że kosztowały jej całą rentę. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę wstanie się jej odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robi.
Na zegarku wybiła godzina 17. Cholera, byłam spóżniona. Zbiegłam po schodach na tyle szybko, na ile pozwoliły mi buty. O mało co, a nie przewróciłabym się, wpadając na babcię, która właśnie wychodziła z kuchni.
- Dziecko drogie, gdzie ci się tak śpieszy?
Spojrzałam na babcię, która wycierała ręce w zielony fartuch. Uśmiechnęła się do mnie ciepło, kiedy ucałowałam jej policzek.
- Idę się spotkać z Lucy - powiedziałam, owijając się grubym szalikiem w kratkę. Na dworze było przerażliwie zimno.
- Cudowna dziewczyna. Przyprowadż ją kiedyś do nas obiad.
- Obiecuję.
Ostatni raz obdarzyłam babcię uśmiechem i ruszyłam w stronę Starbucksa. Starałam się iść w miarę szybko, uważając równocześnie, aby nie przewrócić się na oblodzonym chodniku. Popadał deszcz z śniegiem, a z powodu tak niskiej temperatury wszystko zamarzło. Lucy nienawidzi, kiedy ktoś się spóżnia, a ja do punktualnych nie należę. Dotarłam do kawiarni piętnaście minut póżniej. Kiedy tylko weszłam, poczułam piękny zapach kawy. Kawiarnia była ładnie przystrojona, miała przytulny wygląd. Jak zwykle było tutaj bardzo dużo ludzi, którzy pragnęli się choć trochę ogrzać. Zdjęłam z siebie kurtkę i ruszyłam w stronę Lucy, która wesoło do mnie machała. Chwila .. wesoło? Myślałam, że będzie zła za moje spóżnienie. Przepchnęłam się przez grupę ludzi, mówiąc ciche przepraszam.
- Hej, sorki za spóżnienie.
Dziewczyna pocałowała mnie w policzek. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Wciąż nie mogę uwierzyć, dlaczego ludzie wyśmiewają się z jej wagi. Ma lekką nadwagę, ale co z tego? Ładnie się ubiera, ma piękne włosy, zawsze jest perfekcyjnie umalowana i śpiewa jak anioł. Dodatkowo ma złote serce i można na niej polegać. Jest dwudziesty pierwszy wiek, a ludzie wciąż patrzą się tylko na wagę, na wygląd, a nie na charakter. Potem się dziwią, że najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkali okazała się zwykłą, zdradziecką suką.
- Nic nie szkodzi. Nie jesteś jedyna.
Klapnęłam na krzesło, patrząc zdziwiona na Lucy. Byłam pewna, że same miałyśmy się tutaj spotkać.
- To kto jeszcze będzie z nami? - spytałam, stukając paznokciami o stół.
- Właściwie to ...
- Tutaj jesteście.
Podniosłam głowę, spoglądając na Paula, który był roześmiany, a jego policzki było mocno zaróżowione. Uśmiechnęłam się na ten widok, dopóki zza jego sylwetki nie wyłoniła się postać Harrego. Westchnęłam przerażona. A zapowiadało się tak cudownie. Jego zielone oczy patrzyły się na mnie przenikliwie. Wyglądał na zaskoczonego. Ugh ... więc nie tylko ja nie wiedziałam o dodatkowym gościu.
Ucałowałam Paula w policzek, a Harrego przywitałam zwykłym Hej. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, nawet przebywanie w jednym pomieszczeniu sprawia, że się denerwuje.
- Lucy, nie powiedziałaś mi, że będziemy mieli dodatkowych gościu - rozpoczęłam rozmowę, spoglądając wymownie na dziewczynę. Wydaje mi się, że o czymś takim powinnam zostać poinformowana.
- Wiem, przepraszam - Lucy zaczesała swoje długie, blond włosy na prawe ramię - ale dowiedziałam się chwilę temu.
Pokiwałam głową, spoglądając kątem oka na chłopaka siedzącego obok mnie. Obracał w dłoniach czarnego Iphona i patrzył się przez okno. Starał się nie zwracać na mnie uwagi.
- Dobra, przyszedłem na kawę - powiedział Paul, rozładowując napiętą atmosferę. - Idę zamawiać, więc co kto chce?
- Czarna.
Kiedy tylko Harry się odezwał, po moim ciele przeszły ciarki. Przypomniała mi się nasza rozmowa na pomoście. Westchnęłam, zamykając na chwilę oczy. Miałam o tym zapomnieć. Nie chcę sobie zepsuć wieczoru, ponieważ szanowny pan pobawię się twoimi uczuciami postanowił się tu zjawić.
- Jak twoja dusza? - spytałam, nie oczekując od niego odpowiedzi - Dla mnie będzie cappucino.
- Jasne słońce.
Uśmiechnęłam się ciepło do Paula, na co Harry prychnął pod nosem. O co mu chodzi? Jeśli się nie podoba, to niech wyjdzie. Nikt go na siłę nie trzyma.
- A i to ja stawiam. - powiedział Paul, kiedy zauważył jak wyciągam portfel.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Podziękowałam mu skinieniem głowy. Po chwili odszedł złożyć zamówienie wraz z Lucy, przez co zostałam sama z Harrym. Serio? Musieli mnie zostawić akurat z nim? Wzięłam serwetkę do ręki, starając się zająć czymkolwiek.
- Przepraszam.
Usłyszałam cichy szept obok siebie. Przysięgam, że chyba mi się coś wydawało i mam omamy słuchowe.
- Nie każ mi powtarzać, ponieważ tego nie zrobię.
Wow, więc mam się czuć zaszczycona, ponieważ wielki książę postanowił mnie przeprosić? Mam jeszcze klęknąć przed nim czy co? Prędzej to on powinien to zrobić.
- Dlaczego to zrobiłeś? - mój głos był przepełniony bólem. Ja naprawdę cierpiałam - Dlaczego mnie skrzywdziłeś?
- Chciałem ci pomóc.
Pokiwałam głową, nie zwracając uwagi na dłoń chłopaka, która dotknęła mojego ramienia.
- Następnym razem sprawdż lepiej w słowniku co znaczy słowo pomoc.
Wstałam gwałtownie i udałam się w stronę toalet. Nie miałam siły na rozmowę z nim. Teraz mnie przeprasza a powinien zastanowić się nad swoim czynem wcześniej. Rozumiem chciał mi ''pomóc", ale jeśli oczekiwał, że póżniej miałabym zapomnieć, to się mylił. Umyłam ręce i starłam tusz, który rozmazał mi się w kącikach. Nie jestem pewna, jak mam się przy nim zachować. Mam być spokojna, wyluzowana, obrażona? Dlaczego to jest takie trudne? Wzięłam kilka głębszych wdechów i wróciłam do stolika. Harry siedział skulony i wciąż bawił się swoim telefonem. Nie podniósł spojrzenia, kiedy usiadłam. Nie podziękował, kiedy po chwili dostał swoją kawę.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili ciszy Lucy, patrząc się na nas uważnie.
- A wygląda, żeby było?
- Harry - zganiał go Paul, mieszając swoją kawę.
- Co Harry? Co Harry? Nie będę udawał, że ją lubię. - w tym momencie wskazał na mnie palcem - Zachowuje się jak dziecko, ponieważ nie chce przyjąć moich przeproszeń. Królewna się znalazła.
Prychnął, zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Tak po prostu zostawił nas samych, oszołomionych zaistniałą sytuacją. Zrobiło mi się przykro. W pewnym sensie, w jakimś najmniejszym kawałku go choć trochę lubiłam, a teraz? Nie wydaje mi się, aby przyjażń była nam pisana. Ba, żadna bliska relacja nie jest nam pisana.
- Przepraszam za niego - powiedział Paul, spoglądając na mnie z smutkiem.
Nie miał za co. To nie on, a Harry powinien błagać mnie o przebaczenie. Jestem jednak świadoma, że prędko to nie nastąpi.
Wypiłam łyk kawy, zostawiając ślad mojej czerwonej szminki na brzegu filiżanki.
- Nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo cię nie lubi.
Ja wiem.
- Ja również nie wiem - skłamałam.
Jest zły na siebie, ponieważ wyrządził mi krzywdę, ale nie chce się do tego przyznać. Całą swoją złość przelewa na mnie, co sprawia, że cierpię. Harry się zmienia, mimo że nie chce do tego doprowadzić. Broni się przed wszystkim co dobre, ponieważ uważa, że na to nie zasługuje.
- Czy możemy o tym proszę nie rozmawiać? - spytałam, co od razu znalazło się z aprobatą moich przyjaciół. Mimo wszystko czułam przenikliwy wzrok Paula na sobie. Wiedziałam, że czeka mnie póżniej poważna rozmowa.
Piliśmy kawę i rozmawialiśmy na wszystkie możliwe tematy, omijając sprawę z Harrym. Poznałam kilka ciekawych historii na temat członków Varsity. Kiedyś Harry tak bardzo wkurzył się na Sue na balu, że wylał na jej suknię wartą kilka tysięcy poncz. Bądżmy szczerzy, czerwone plamy nie wyglądały uroczo z kamieniami Svarovskiego. Albo poznałam też kolejną historię. Był dzień egzaminów z języka angielskiego. Wiadomo, trzeba było przyjść ładnie ubranym, na galowo. Mniejsza z tym. Paul uznał, że musi go zdać na 101 %, więc przygotowywał się całą noc. Z tego powodu rano był potwornie zmęczony. Przyszedł do szkoły, ledwie otwierał oczy, a do sali wpadł spóżniony. No cóż, to nie to wywołało uśmiech innych, a jego piżama. Zgadza się, przyszedł na ważny egzamin do szkoły w piżamie, a raczej jej braku. Pojawił się w krótkich spodenkach z myszką Mickey. Jak to usłyszałam, to oplułam się kawą, a swoich śmiechem zwróciłam uwagę połowy osób w kawiarni. Lucy powiedziała, że gdzieś w internecie wciąż krążą jego zdjęcia. Sytuacja jest przezabawna, ale zastanawia mnie jedno. Jakim cudem nikt w drodze do szkoły nie zwrócił mu uwagi, jak on sam mógł tego nie zauważyć?
Spotkanie, pomimo incydentu na samym początku, przebiegło bardzo pomyślnie. Wydaje mi się, że potrzebowałam w swoim życiu osób, które uczyniłyby je lepszym. Znamy się bardzo krótko, jednak zaczynam darzyć ich coraz większymi uczuciami. Odnalazłam osoby, które się ze mnie nie śmieją. Mogę z nimi miło spędzić czas, wiem również, że w każdej chwili mogę na nich polegać.
- Właśnie! - krzyknął Paul, wyprowadzając mnie z dziwnego transu. W pewnym momencie przestałam ich słuchać, a skupiłam się na własnych myślach - Zapraszam was na imprezę.
Zachłysnęłam się kawą. Ja i impreza? Te słowa nie łączą się w żaden możliwy sposób. Byłam na jednej i uznałam, że nigdy więcej. Miałam wtedy 16 lat i był to najgorszy rok mojego nędznego życia. Pewnego dnia znalazłam w szafce anonimowe zaproszenie na imprezę, którą organizowała szkolna elita. Byłam zdziwiona, zwłaszcza, że podpisał ją Matt. Nigdy mnie nie lubił i zawsze znajdował okazję, aby się ze mnie pośmiać. Odrzuciłam zaproszenie, ale przez następny tydzień dostawał liściki i kwiaty. To zawsze były róże. Do dzisiaj przypominają mi, jak zdradzieckimi kwiatami są. Nie dziwię się, że mają kolce. W końcu uznałam, co mi szkodzi. Byłam głupią, zaślepioną dziewczyną, która pragnęła chodż trochę miłości. Przyjęłam zaproszenie i postanowiłam udać się na imprezę. Ubrałam moją jedyną sukienkę, nałożyłam na usta czerwoną szminkę, którą podkradłam mamie. Chciałam być ładna dla Matta. Przyszłam na imprezę, co zwróciło uwagę wszystkich zebranych. Śmiali się .... śmiali się ze mnie. Podeszłam do Matta, który trzymał na kolanach tlenioną blondynę. Przysięgam, że jej sztuczny biust praktycznie wylewał się z koszulki. Do dzisiaj pamiętam chichot Matta, pamiętam ten szyderczy śmiech, kiedy wskazywał na duży monitor. Przewijały się na nim zdjęcia, moje zdjęcia, moje nagie zdjęcia. Wszystkie zostały zrobione, kiedy brałam prysznic po wf-ie. Byłam pewna wtedy, że wszyscy już wyszli z szatni. Starałam się jak najszybciej wybiec z tego domu. Do dziś czuję obleśne ręce chłopaków na swoim ciele, czuję jak mnie popychają. Chciałam uciec, jednak ludzie zagracali mi drogę. Pokazywali na mnie palcami, wyzywali mnie. Złamali mnie doszczętnie. Zabrali kawałek mnie, jednak to nie był koniec. Zdjęcia zaczęły krążyć po internecie, a sprawa nie ucichła do końca roku szkolnego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo zażenowana. Taka naga. Nikomu tego nie życzę, naprawdę nikomu.
- Em, nie jestem pewna - odezwałam się, czując na sobie ciekawskie spojrzenia przyjaciół.
- Ale dlaczego? - spytała Lucy, stukając paznokciami o blat stolika - Przecież będzie fajnie.
- Wydaje mi się, że imprezy nie są dla mnie. - wzruszyłam ramionami.
- No proszę cię.
Paul podszedł do mnie i podając mi rękę, pomógł wstać.
- Zgódż się, proszę, prooooszę.
- Nie, ja chyba ...
Wtedy chłopak uklęknął przede mną na jedno kolano, zwracając uwagę ludzi w kawiarni.
- Mogę tak cały dzień - jego ciepłe usta dotknęły mojej dłoni - Chodż osobiście mi się to nie uśmiecha, więc proszę, powiedz tak.
Chłopak postawił mnie pod ścianą. Nie miałam wyjścia. Nie ważne jak bym się wykręciła, wiem, że i tak by mnie tam zabrali, chodżby i w piżamie. Bardzo mi zależy na ich przyjażni, więc jeśli pójdę z nimi na imprezę, to może nic mi nie zaszkodzi?
- Tak.
Ludzie zaczęli klaskać, kiedy chłopak wziął mnie w swoje ramiona i delikatnie okręcił. Zarumieniłam się, wracając na swoje miejsce. Ludzi chyba sobie za dużo wyobrazili. Upiłam łyka zimnej już kawy.
- Paul, nie jestem z ciebie zbyt zadowolona - powiedziała Lucy, karcąc chłopaka wzorkiem - żeby oświadczać się w Starbucksie i jeszcze nie dać jej pierścionka? Słaby z ciebie romantyk.
- Przepraszam. Czy ty, Jade, zostaniesz moją wybranką już do końca? - spytał, zakładając na mój palec najmniejszy z pierścionków Lucy. Mimo tego i tak było za duży.
Uśmiechnęłam się na słowa chłopaka.
- Przykro mi, ale nie. - podniosłam głowę, wczuwając się w swoją rolę - Kocham kogoś innego.
Paul spojrzał na mnie przerażony, a Lucy udawała,że ociera łzy.
- Proszę - zaczął łamiącym się głosem - powiedz mi, kto jest twoim wybrankiem?
- Brat kuzyna, zmarłego wujka od strony twojej siostry.
Przyjaciele spojrzeli na mnie zszokowani, a po chwili wspólnie się śmialiśmy. Jedno mogę przyznać. Jesteśmy dziwni, ale właśnie za to ich polubiłam. Są inni ode mnie, dzięki czemu cudownie się dopełniamy. Cały czas się śmieją i robią zamęt wokół siebie. Lubią, kiedy coś się dzieje i przy nich nigdy nie muszę się nudzić. Znamy się krótko, ale naprawdę dobrze się z nimi dogaduje.
Nagle Paul dostałam wiadomość na swoim telefonie. Przez chwilę mignęła mi tapeta z zdjęciem jego i Lucasa. Nie wiedziałam, że się przyjażnią. Wydawali się być obojętni wobec siebie na zajęciach.
- Niestety, ale muszę się już zbierać - westchnął chłopak, zakładając kurtkę - Lucy, kochanie podwieziesz mnie, prawda?
- Jeśli zmieścisz swój gruby tyłek do mojego auta, to pewnie.
- On nie jest gruby. Przy okazji wszyscy go kochają. Prawda Jade? - spytał się mnie, wskazując na tyłek.
Zaśmiałam się na ich wymianę zdań i energicznie pokiwałam głową
- Stanowczo.
Kiedy i Lucy wstała, również zaczęłam się ubierać. Moja kawa się skończyła, nie miałam też potrzeby siedzieć sama w kawiarni. Na dworze była bardzo ciemno, zbliżała się 20. Powinna stanowczo wracać do domu, aby babcia nie zaczęła się o mnie martwić. Nigdy nie wiadomo, jakiego zboczeńca można spotkać po drodze.
- Podwiozę cię - powiedziała Lucy, kiedy wyszliśmy na mrożne powietrze. Otuliłam się szczelniej szalikiem.
- Nie chcę robić problemu ...
- To nie było pytanie, tylko stwierdzenie - zarządziła dziewczyna, zatrzymując się przez samochodem. Nie jestem dobra w te klocki, więc nawet nie rozpoznałam marki. Wiem tylko, że jest biały i cholernie drogi.
Usiadłam na tylnym siedzeniu, wdychając zapach skóry i cytryny. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, a wiedziałam, że czeka mnie nieprzespana noc. Kolejna z rzędu. Uśmiechnęłam się mimo wszystko, kiedy przyjaciele zaczęli śpiewać. Po chwili dołączyłam się do nich, wykrzykując słowa piosenki Dynamite. Już dawno nie czułam się taka wolna i szczęśliwa. Otworzyłam okno, nie przejmując się lodowatym powietrzem, które wleciało do środka. Uniosłam ręce do góry i zamknęłam oczy. Pochłaniałam tą chwilę całą sobą.
Notka od autorki: Witam ponownie! Jak wrażenia po rozdziale? Mam nadzieję, że warto było na niego poczekać. Jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność. Zostawiajcie po sobie komentarze! Czekam na wasze opinie.
Zapraszam również na moje drugie opowiadanie: http://smoke-with-me.blogspot.com
Następny rozdział już w niedzielę!
All the love,
Anastazja.
Przez ostatnie dwa dni nie odbywały się próby chóru. Harry był wkurzony na wszystkich i nie chciał przyjść do szkoły. Nie jest to jedyny powód. List od organizatorki konkursu wciąż do nas nie dotarł. Nie wiemy, kiedy konkurs się odbędzie oraz jaki jest jego temat. Nie możemy nic zdziałać bez piosenki. Lucy uznała, że każdy z nas powinien samodzielnie popracować nad swoim głosem w domu, a spotkamy się, kiedy będziemy mieli jakiekolwiek informacje. Ostatnie dni spędziłam przy pianinie, śpiewając wszystkie piosenki jakie znałam. Starałam się rozśpiewać, ponieważ już dawno tego nie robiłam. Wiele piosenek doprowadzało mnie do łez, ponieważ boleśnie przypominały mi o mojej mamie. Jestem jednak pewna, że wszystkie szczęśliwe rzeczy, które dzieją się w moim życiu to jej zasługa. Mama jest ze mną na każdym kroku i opiekuje się mną. Chór to moja szansa na lepsze życie i nie zamierzam jej zmarnować.
Przejrzałam się w lustrze i głośno westchnęłam. Byłam zmęczona. W nocy nie mogłam spać, przez co rano głowa bolała mnie okropnie. Nawet leki przeciwbólowe przestały na mnie działać. Miałam ciemne wory pod oczami, których nawet najlepszy korektor nie chciał zakryć. Moje usta, pomalowane na czerwono, drżały. Wzięłam szczotkę do ręki i rozczesałam swoje włosy, krzywiąc się, kiedy natrafiałam na kołtuny. Miałam się spotkać z Lucy w kawiarni. Dziewczyna uznała, że nie może przesiedzieć ferii w domu i musimy się gdzieś ruszyć. Ubrałam się w ciemne jeansy i czarny sweter. Osobiście wolałabym leżeć w łóżku i nie pokazywać się nikomu na oczy. Podobała mi się wizja oglądania romantycznych filmów i picia kakao przez cały dzień. Założyłam na nogi moje ulubione, czarne botki na grubym obcasie. Był to prezent od babci na święta. Były śliczne i jestem pewna, że kosztowały jej całą rentę. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę wstanie się jej odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robi.
Na zegarku wybiła godzina 17. Cholera, byłam spóżniona. Zbiegłam po schodach na tyle szybko, na ile pozwoliły mi buty. O mało co, a nie przewróciłabym się, wpadając na babcię, która właśnie wychodziła z kuchni.
- Dziecko drogie, gdzie ci się tak śpieszy?
Spojrzałam na babcię, która wycierała ręce w zielony fartuch. Uśmiechnęła się do mnie ciepło, kiedy ucałowałam jej policzek.
- Idę się spotkać z Lucy - powiedziałam, owijając się grubym szalikiem w kratkę. Na dworze było przerażliwie zimno.
- Cudowna dziewczyna. Przyprowadż ją kiedyś do nas obiad.
- Obiecuję.
Ostatni raz obdarzyłam babcię uśmiechem i ruszyłam w stronę Starbucksa. Starałam się iść w miarę szybko, uważając równocześnie, aby nie przewrócić się na oblodzonym chodniku. Popadał deszcz z śniegiem, a z powodu tak niskiej temperatury wszystko zamarzło. Lucy nienawidzi, kiedy ktoś się spóżnia, a ja do punktualnych nie należę. Dotarłam do kawiarni piętnaście minut póżniej. Kiedy tylko weszłam, poczułam piękny zapach kawy. Kawiarnia była ładnie przystrojona, miała przytulny wygląd. Jak zwykle było tutaj bardzo dużo ludzi, którzy pragnęli się choć trochę ogrzać. Zdjęłam z siebie kurtkę i ruszyłam w stronę Lucy, która wesoło do mnie machała. Chwila .. wesoło? Myślałam, że będzie zła za moje spóżnienie. Przepchnęłam się przez grupę ludzi, mówiąc ciche przepraszam.
- Hej, sorki za spóżnienie.
Dziewczyna pocałowała mnie w policzek. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Wciąż nie mogę uwierzyć, dlaczego ludzie wyśmiewają się z jej wagi. Ma lekką nadwagę, ale co z tego? Ładnie się ubiera, ma piękne włosy, zawsze jest perfekcyjnie umalowana i śpiewa jak anioł. Dodatkowo ma złote serce i można na niej polegać. Jest dwudziesty pierwszy wiek, a ludzie wciąż patrzą się tylko na wagę, na wygląd, a nie na charakter. Potem się dziwią, że najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkali okazała się zwykłą, zdradziecką suką.
- Nic nie szkodzi. Nie jesteś jedyna.
Klapnęłam na krzesło, patrząc zdziwiona na Lucy. Byłam pewna, że same miałyśmy się tutaj spotkać.
- To kto jeszcze będzie z nami? - spytałam, stukając paznokciami o stół.
- Właściwie to ...
- Tutaj jesteście.
Podniosłam głowę, spoglądając na Paula, który był roześmiany, a jego policzki było mocno zaróżowione. Uśmiechnęłam się na ten widok, dopóki zza jego sylwetki nie wyłoniła się postać Harrego. Westchnęłam przerażona. A zapowiadało się tak cudownie. Jego zielone oczy patrzyły się na mnie przenikliwie. Wyglądał na zaskoczonego. Ugh ... więc nie tylko ja nie wiedziałam o dodatkowym gościu.
Ucałowałam Paula w policzek, a Harrego przywitałam zwykłym Hej. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, nawet przebywanie w jednym pomieszczeniu sprawia, że się denerwuje.
- Lucy, nie powiedziałaś mi, że będziemy mieli dodatkowych gościu - rozpoczęłam rozmowę, spoglądając wymownie na dziewczynę. Wydaje mi się, że o czymś takim powinnam zostać poinformowana.
- Wiem, przepraszam - Lucy zaczesała swoje długie, blond włosy na prawe ramię - ale dowiedziałam się chwilę temu.
Pokiwałam głową, spoglądając kątem oka na chłopaka siedzącego obok mnie. Obracał w dłoniach czarnego Iphona i patrzył się przez okno. Starał się nie zwracać na mnie uwagi.
- Dobra, przyszedłem na kawę - powiedział Paul, rozładowując napiętą atmosferę. - Idę zamawiać, więc co kto chce?
- Czarna.
Kiedy tylko Harry się odezwał, po moim ciele przeszły ciarki. Przypomniała mi się nasza rozmowa na pomoście. Westchnęłam, zamykając na chwilę oczy. Miałam o tym zapomnieć. Nie chcę sobie zepsuć wieczoru, ponieważ szanowny pan pobawię się twoimi uczuciami postanowił się tu zjawić.
- Jak twoja dusza? - spytałam, nie oczekując od niego odpowiedzi - Dla mnie będzie cappucino.
- Jasne słońce.
Uśmiechnęłam się ciepło do Paula, na co Harry prychnął pod nosem. O co mu chodzi? Jeśli się nie podoba, to niech wyjdzie. Nikt go na siłę nie trzyma.
- A i to ja stawiam. - powiedział Paul, kiedy zauważył jak wyciągam portfel.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Podziękowałam mu skinieniem głowy. Po chwili odszedł złożyć zamówienie wraz z Lucy, przez co zostałam sama z Harrym. Serio? Musieli mnie zostawić akurat z nim? Wzięłam serwetkę do ręki, starając się zająć czymkolwiek.
- Przepraszam.
Usłyszałam cichy szept obok siebie. Przysięgam, że chyba mi się coś wydawało i mam omamy słuchowe.
- Nie każ mi powtarzać, ponieważ tego nie zrobię.
Wow, więc mam się czuć zaszczycona, ponieważ wielki książę postanowił mnie przeprosić? Mam jeszcze klęknąć przed nim czy co? Prędzej to on powinien to zrobić.
- Dlaczego to zrobiłeś? - mój głos był przepełniony bólem. Ja naprawdę cierpiałam - Dlaczego mnie skrzywdziłeś?
- Chciałem ci pomóc.
Pokiwałam głową, nie zwracając uwagi na dłoń chłopaka, która dotknęła mojego ramienia.
- Następnym razem sprawdż lepiej w słowniku co znaczy słowo pomoc.
Wstałam gwałtownie i udałam się w stronę toalet. Nie miałam siły na rozmowę z nim. Teraz mnie przeprasza a powinien zastanowić się nad swoim czynem wcześniej. Rozumiem chciał mi ''pomóc", ale jeśli oczekiwał, że póżniej miałabym zapomnieć, to się mylił. Umyłam ręce i starłam tusz, który rozmazał mi się w kącikach. Nie jestem pewna, jak mam się przy nim zachować. Mam być spokojna, wyluzowana, obrażona? Dlaczego to jest takie trudne? Wzięłam kilka głębszych wdechów i wróciłam do stolika. Harry siedział skulony i wciąż bawił się swoim telefonem. Nie podniósł spojrzenia, kiedy usiadłam. Nie podziękował, kiedy po chwili dostał swoją kawę.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili ciszy Lucy, patrząc się na nas uważnie.
- A wygląda, żeby było?
- Harry - zganiał go Paul, mieszając swoją kawę.
- Co Harry? Co Harry? Nie będę udawał, że ją lubię. - w tym momencie wskazał na mnie palcem - Zachowuje się jak dziecko, ponieważ nie chce przyjąć moich przeproszeń. Królewna się znalazła.
Prychnął, zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Tak po prostu zostawił nas samych, oszołomionych zaistniałą sytuacją. Zrobiło mi się przykro. W pewnym sensie, w jakimś najmniejszym kawałku go choć trochę lubiłam, a teraz? Nie wydaje mi się, aby przyjażń była nam pisana. Ba, żadna bliska relacja nie jest nam pisana.
- Przepraszam za niego - powiedział Paul, spoglądając na mnie z smutkiem.
Nie miał za co. To nie on, a Harry powinien błagać mnie o przebaczenie. Jestem jednak świadoma, że prędko to nie nastąpi.
Wypiłam łyk kawy, zostawiając ślad mojej czerwonej szminki na brzegu filiżanki.
- Nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo cię nie lubi.
Ja wiem.
- Ja również nie wiem - skłamałam.
Jest zły na siebie, ponieważ wyrządził mi krzywdę, ale nie chce się do tego przyznać. Całą swoją złość przelewa na mnie, co sprawia, że cierpię. Harry się zmienia, mimo że nie chce do tego doprowadzić. Broni się przed wszystkim co dobre, ponieważ uważa, że na to nie zasługuje.
- Czy możemy o tym proszę nie rozmawiać? - spytałam, co od razu znalazło się z aprobatą moich przyjaciół. Mimo wszystko czułam przenikliwy wzrok Paula na sobie. Wiedziałam, że czeka mnie póżniej poważna rozmowa.
Piliśmy kawę i rozmawialiśmy na wszystkie możliwe tematy, omijając sprawę z Harrym. Poznałam kilka ciekawych historii na temat członków Varsity. Kiedyś Harry tak bardzo wkurzył się na Sue na balu, że wylał na jej suknię wartą kilka tysięcy poncz. Bądżmy szczerzy, czerwone plamy nie wyglądały uroczo z kamieniami Svarovskiego. Albo poznałam też kolejną historię. Był dzień egzaminów z języka angielskiego. Wiadomo, trzeba było przyjść ładnie ubranym, na galowo. Mniejsza z tym. Paul uznał, że musi go zdać na 101 %, więc przygotowywał się całą noc. Z tego powodu rano był potwornie zmęczony. Przyszedł do szkoły, ledwie otwierał oczy, a do sali wpadł spóżniony. No cóż, to nie to wywołało uśmiech innych, a jego piżama. Zgadza się, przyszedł na ważny egzamin do szkoły w piżamie, a raczej jej braku. Pojawił się w krótkich spodenkach z myszką Mickey. Jak to usłyszałam, to oplułam się kawą, a swoich śmiechem zwróciłam uwagę połowy osób w kawiarni. Lucy powiedziała, że gdzieś w internecie wciąż krążą jego zdjęcia. Sytuacja jest przezabawna, ale zastanawia mnie jedno. Jakim cudem nikt w drodze do szkoły nie zwrócił mu uwagi, jak on sam mógł tego nie zauważyć?
Spotkanie, pomimo incydentu na samym początku, przebiegło bardzo pomyślnie. Wydaje mi się, że potrzebowałam w swoim życiu osób, które uczyniłyby je lepszym. Znamy się bardzo krótko, jednak zaczynam darzyć ich coraz większymi uczuciami. Odnalazłam osoby, które się ze mnie nie śmieją. Mogę z nimi miło spędzić czas, wiem również, że w każdej chwili mogę na nich polegać.
- Właśnie! - krzyknął Paul, wyprowadzając mnie z dziwnego transu. W pewnym momencie przestałam ich słuchać, a skupiłam się na własnych myślach - Zapraszam was na imprezę.
Zachłysnęłam się kawą. Ja i impreza? Te słowa nie łączą się w żaden możliwy sposób. Byłam na jednej i uznałam, że nigdy więcej. Miałam wtedy 16 lat i był to najgorszy rok mojego nędznego życia. Pewnego dnia znalazłam w szafce anonimowe zaproszenie na imprezę, którą organizowała szkolna elita. Byłam zdziwiona, zwłaszcza, że podpisał ją Matt. Nigdy mnie nie lubił i zawsze znajdował okazję, aby się ze mnie pośmiać. Odrzuciłam zaproszenie, ale przez następny tydzień dostawał liściki i kwiaty. To zawsze były róże. Do dzisiaj przypominają mi, jak zdradzieckimi kwiatami są. Nie dziwię się, że mają kolce. W końcu uznałam, co mi szkodzi. Byłam głupią, zaślepioną dziewczyną, która pragnęła chodż trochę miłości. Przyjęłam zaproszenie i postanowiłam udać się na imprezę. Ubrałam moją jedyną sukienkę, nałożyłam na usta czerwoną szminkę, którą podkradłam mamie. Chciałam być ładna dla Matta. Przyszłam na imprezę, co zwróciło uwagę wszystkich zebranych. Śmiali się .... śmiali się ze mnie. Podeszłam do Matta, który trzymał na kolanach tlenioną blondynę. Przysięgam, że jej sztuczny biust praktycznie wylewał się z koszulki. Do dzisiaj pamiętam chichot Matta, pamiętam ten szyderczy śmiech, kiedy wskazywał na duży monitor. Przewijały się na nim zdjęcia, moje zdjęcia, moje nagie zdjęcia. Wszystkie zostały zrobione, kiedy brałam prysznic po wf-ie. Byłam pewna wtedy, że wszyscy już wyszli z szatni. Starałam się jak najszybciej wybiec z tego domu. Do dziś czuję obleśne ręce chłopaków na swoim ciele, czuję jak mnie popychają. Chciałam uciec, jednak ludzie zagracali mi drogę. Pokazywali na mnie palcami, wyzywali mnie. Złamali mnie doszczętnie. Zabrali kawałek mnie, jednak to nie był koniec. Zdjęcia zaczęły krążyć po internecie, a sprawa nie ucichła do końca roku szkolnego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo zażenowana. Taka naga. Nikomu tego nie życzę, naprawdę nikomu.
- Em, nie jestem pewna - odezwałam się, czując na sobie ciekawskie spojrzenia przyjaciół.
- Ale dlaczego? - spytała Lucy, stukając paznokciami o blat stolika - Przecież będzie fajnie.
- Wydaje mi się, że imprezy nie są dla mnie. - wzruszyłam ramionami.
- No proszę cię.
Paul podszedł do mnie i podając mi rękę, pomógł wstać.
- Zgódż się, proszę, prooooszę.
- Nie, ja chyba ...
Wtedy chłopak uklęknął przede mną na jedno kolano, zwracając uwagę ludzi w kawiarni.
- Mogę tak cały dzień - jego ciepłe usta dotknęły mojej dłoni - Chodż osobiście mi się to nie uśmiecha, więc proszę, powiedz tak.
Chłopak postawił mnie pod ścianą. Nie miałam wyjścia. Nie ważne jak bym się wykręciła, wiem, że i tak by mnie tam zabrali, chodżby i w piżamie. Bardzo mi zależy na ich przyjażni, więc jeśli pójdę z nimi na imprezę, to może nic mi nie zaszkodzi?
- Tak.
Ludzie zaczęli klaskać, kiedy chłopak wziął mnie w swoje ramiona i delikatnie okręcił. Zarumieniłam się, wracając na swoje miejsce. Ludzi chyba sobie za dużo wyobrazili. Upiłam łyka zimnej już kawy.
- Paul, nie jestem z ciebie zbyt zadowolona - powiedziała Lucy, karcąc chłopaka wzorkiem - żeby oświadczać się w Starbucksie i jeszcze nie dać jej pierścionka? Słaby z ciebie romantyk.
- Przepraszam. Czy ty, Jade, zostaniesz moją wybranką już do końca? - spytał, zakładając na mój palec najmniejszy z pierścionków Lucy. Mimo tego i tak było za duży.
Uśmiechnęłam się na słowa chłopaka.
- Przykro mi, ale nie. - podniosłam głowę, wczuwając się w swoją rolę - Kocham kogoś innego.
Paul spojrzał na mnie przerażony, a Lucy udawała,że ociera łzy.
- Proszę - zaczął łamiącym się głosem - powiedz mi, kto jest twoim wybrankiem?
- Brat kuzyna, zmarłego wujka od strony twojej siostry.
Przyjaciele spojrzeli na mnie zszokowani, a po chwili wspólnie się śmialiśmy. Jedno mogę przyznać. Jesteśmy dziwni, ale właśnie za to ich polubiłam. Są inni ode mnie, dzięki czemu cudownie się dopełniamy. Cały czas się śmieją i robią zamęt wokół siebie. Lubią, kiedy coś się dzieje i przy nich nigdy nie muszę się nudzić. Znamy się krótko, ale naprawdę dobrze się z nimi dogaduje.
Nagle Paul dostałam wiadomość na swoim telefonie. Przez chwilę mignęła mi tapeta z zdjęciem jego i Lucasa. Nie wiedziałam, że się przyjażnią. Wydawali się być obojętni wobec siebie na zajęciach.
- Niestety, ale muszę się już zbierać - westchnął chłopak, zakładając kurtkę - Lucy, kochanie podwieziesz mnie, prawda?
- Jeśli zmieścisz swój gruby tyłek do mojego auta, to pewnie.
- On nie jest gruby. Przy okazji wszyscy go kochają. Prawda Jade? - spytał się mnie, wskazując na tyłek.
Zaśmiałam się na ich wymianę zdań i energicznie pokiwałam głową
- Stanowczo.
Kiedy i Lucy wstała, również zaczęłam się ubierać. Moja kawa się skończyła, nie miałam też potrzeby siedzieć sama w kawiarni. Na dworze była bardzo ciemno, zbliżała się 20. Powinna stanowczo wracać do domu, aby babcia nie zaczęła się o mnie martwić. Nigdy nie wiadomo, jakiego zboczeńca można spotkać po drodze.
- Podwiozę cię - powiedziała Lucy, kiedy wyszliśmy na mrożne powietrze. Otuliłam się szczelniej szalikiem.
- Nie chcę robić problemu ...
- To nie było pytanie, tylko stwierdzenie - zarządziła dziewczyna, zatrzymując się przez samochodem. Nie jestem dobra w te klocki, więc nawet nie rozpoznałam marki. Wiem tylko, że jest biały i cholernie drogi.
Usiadłam na tylnym siedzeniu, wdychając zapach skóry i cytryny. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, a wiedziałam, że czeka mnie nieprzespana noc. Kolejna z rzędu. Uśmiechnęłam się mimo wszystko, kiedy przyjaciele zaczęli śpiewać. Po chwili dołączyłam się do nich, wykrzykując słowa piosenki Dynamite. Już dawno nie czułam się taka wolna i szczęśliwa. Otworzyłam okno, nie przejmując się lodowatym powietrzem, które wleciało do środka. Uniosłam ręce do góry i zamknęłam oczy. Pochłaniałam tą chwilę całą sobą.
Notka od autorki: Witam ponownie! Jak wrażenia po rozdziale? Mam nadzieję, że warto było na niego poczekać. Jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność. Zostawiajcie po sobie komentarze! Czekam na wasze opinie.
Zapraszam również na moje drugie opowiadanie: http://smoke-with-me.blogspot.com
Następny rozdział już w niedzielę!
All the love,
Anastazja.
wtorek, 1 marca 2016
WIELKI POWRÓT
Przepraszam, bardzo, bardzo przepraszam. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście i znajdą się osoby, które będą czytały moje opowiadanie. Przepraszam, jeśli kogoś zawiodłam moją nieobecnością. Nie byłam jednak w stanie napisać żadnego nowego rozdziału. Miałam duże problemy zdrowotne i rodzinne. Przez mój stan zdrowia nie byłam w stanie rozmyślać nad opowiadaniem. Bardzo was przepraszam, jednak nie martwcie się, nie zapomniałam o was. Obiecuję, że nie zniknę tak więcej. Od teraz, rozdziały będą dodawane w każdą niedzielę. Mam nadzieję, że ten dzień wam będzie pasował. Życzę wam miłego tygodnia i do zobaczenia w niedzielę. Kocham was i jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność.
All the love,
Anastazja
All the love,
Anastazja
Subskrybuj:
Posty (Atom)