niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 8 Kawa czarna jak jego dusza

Przykro mi mała. Nie masz 9 lat, ba bliżej ci do 19. Nikt cię nie weżmie za rękę i nie przeprowadzi przez życie. Prawdopodobnie skopią ci tyłek i zostawią samą, próbując zniszczyć na każdym kroku. Jeśli sama o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi za ciebie. Przyjaciele powiedzą ci, że będzie dobrze, ale sama musisz sprawić, że tak właśnie się stanie. Musisz wziąć się w garść i zacząć żyć.

 Przez ostatnie dwa dni nie odbywały się próby chóru. Harry był wkurzony na wszystkich i nie chciał przyjść do szkoły. Nie jest to jedyny powód. List od organizatorki konkursu wciąż do nas nie dotarł. Nie wiemy, kiedy konkurs się odbędzie oraz jaki jest jego temat. Nie możemy nic zdziałać bez piosenki. Lucy uznała, że każdy z nas powinien samodzielnie popracować nad swoim głosem w domu, a spotkamy się, kiedy będziemy mieli jakiekolwiek informacje. Ostatnie dni spędziłam przy pianinie, śpiewając wszystkie piosenki jakie znałam. Starałam się rozśpiewać, ponieważ już dawno tego nie robiłam. Wiele piosenek doprowadzało mnie do łez, ponieważ boleśnie przypominały mi o mojej mamie. Jestem jednak pewna, że wszystkie szczęśliwe rzeczy, które dzieją się w moim życiu to jej zasługa. Mama jest ze mną na każdym kroku i opiekuje się mną. Chór to moja szansa na lepsze życie i nie zamierzam jej zmarnować.
   Przejrzałam się w lustrze i głośno westchnęłam. Byłam zmęczona. W nocy nie mogłam spać, przez co rano głowa bolała mnie okropnie. Nawet leki przeciwbólowe przestały na mnie działać. Miałam ciemne wory pod oczami, których nawet najlepszy korektor nie chciał zakryć. Moje usta, pomalowane na czerwono, drżały. Wzięłam szczotkę do ręki i rozczesałam swoje włosy, krzywiąc się, kiedy natrafiałam na kołtuny. Miałam się spotkać z Lucy w kawiarni. Dziewczyna uznała, że nie może przesiedzieć ferii w domu i musimy się gdzieś ruszyć. Ubrałam się w ciemne jeansy i czarny sweter. Osobiście wolałabym leżeć w łóżku i nie pokazywać się nikomu na oczy. Podobała mi się wizja oglądania romantycznych filmów i picia kakao przez cały dzień. Założyłam na nogi moje ulubione, czarne botki na grubym obcasie. Był to prezent od babci na święta. Były śliczne i jestem pewna, że kosztowały jej całą rentę. Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę wstanie się jej odwdzięczyć za wszystko, co dla mnie robi.
 Na zegarku wybiła godzina 17. Cholera, byłam spóżniona. Zbiegłam po schodach na tyle szybko, na ile pozwoliły mi buty. O mało co, a nie przewróciłabym się, wpadając na babcię, która właśnie wychodziła z kuchni.
- Dziecko drogie, gdzie ci się  tak śpieszy?
Spojrzałam na babcię, która wycierała ręce w zielony fartuch. Uśmiechnęła się do mnie ciepło, kiedy ucałowałam jej policzek.
- Idę się spotkać z Lucy - powiedziałam, owijając się grubym szalikiem w kratkę. Na dworze było przerażliwie zimno.
- Cudowna dziewczyna. Przyprowadż ją kiedyś do nas obiad.
- Obiecuję.
Ostatni raz obdarzyłam babcię uśmiechem i ruszyłam w stronę Starbucksa. Starałam się iść w miarę szybko, uważając równocześnie, aby nie przewrócić się na oblodzonym chodniku. Popadał deszcz z śniegiem, a z powodu tak niskiej temperatury wszystko zamarzło. Lucy nienawidzi, kiedy ktoś się spóżnia, a ja do punktualnych nie należę. Dotarłam do kawiarni piętnaście minut póżniej. Kiedy tylko weszłam, poczułam piękny zapach kawy. Kawiarnia była ładnie przystrojona, miała przytulny wygląd. Jak zwykle było tutaj bardzo dużo ludzi, którzy pragnęli się choć trochę ogrzać. Zdjęłam z siebie kurtkę i ruszyłam w stronę Lucy, która wesoło do mnie machała. Chwila .. wesoło? Myślałam, że będzie zła za moje spóżnienie. Przepchnęłam się przez grupę ludzi, mówiąc ciche przepraszam.
- Hej, sorki za spóżnienie.
Dziewczyna pocałowała mnie w policzek. Jak zwykle wyglądała ślicznie. Wciąż nie mogę uwierzyć, dlaczego ludzie wyśmiewają się z jej wagi. Ma lekką nadwagę, ale co z tego? Ładnie się ubiera, ma piękne włosy, zawsze jest perfekcyjnie umalowana i śpiewa jak anioł. Dodatkowo ma złote serce i można na niej polegać. Jest dwudziesty pierwszy wiek, a ludzie wciąż patrzą się tylko na wagę, na wygląd, a nie na charakter. Potem się dziwią, że najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkali okazała się zwykłą, zdradziecką suką.
- Nic nie szkodzi. Nie jesteś jedyna.
Klapnęłam na krzesło, patrząc zdziwiona na Lucy. Byłam pewna, że same miałyśmy się tutaj spotkać.
- To kto jeszcze będzie z nami? - spytałam, stukając paznokciami o stół.
- Właściwie to ...
- Tutaj jesteście.
 Podniosłam głowę, spoglądając na Paula, który był roześmiany, a jego policzki było mocno zaróżowione. Uśmiechnęłam się na ten widok, dopóki zza jego sylwetki nie wyłoniła się postać Harrego. Westchnęłam przerażona. A zapowiadało się tak cudownie. Jego zielone oczy patrzyły się na mnie przenikliwie. Wyglądał na zaskoczonego. Ugh ... więc nie tylko ja nie wiedziałam o dodatkowym gościu.
 Ucałowałam Paula  w policzek, a Harrego przywitałam zwykłym Hej. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, nawet przebywanie w jednym pomieszczeniu sprawia, że się denerwuje.
- Lucy, nie powiedziałaś mi, że będziemy mieli dodatkowych gościu - rozpoczęłam rozmowę, spoglądając wymownie na dziewczynę. Wydaje mi się, że o czymś takim powinnam zostać poinformowana.
- Wiem, przepraszam - Lucy zaczesała swoje długie, blond włosy na prawe ramię - ale dowiedziałam się chwilę temu.
Pokiwałam głową, spoglądając kątem oka na chłopaka siedzącego obok mnie. Obracał w dłoniach czarnego Iphona i patrzył się przez okno. Starał się nie zwracać na mnie uwagi.
- Dobra, przyszedłem na kawę - powiedział Paul, rozładowując napiętą atmosferę. - Idę zamawiać, więc co kto chce?
- Czarna.
Kiedy tylko Harry się odezwał, po moim ciele przeszły ciarki. Przypomniała mi się nasza rozmowa na pomoście. Westchnęłam, zamykając na chwilę oczy. Miałam o tym zapomnieć. Nie chcę sobie zepsuć wieczoru, ponieważ szanowny pan pobawię się twoimi uczuciami postanowił się tu zjawić.
- Jak twoja dusza? - spytałam, nie oczekując od niego odpowiedzi  - Dla mnie będzie cappucino.
 - Jasne słońce.
 Uśmiechnęłam się ciepło do Paula, na co Harry prychnął pod nosem. O co mu chodzi? Jeśli się nie podoba, to niech wyjdzie. Nikt go na siłę nie trzyma.
- A i to ja stawiam. - powiedział Paul, kiedy zauważył jak wyciągam portfel.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Podziękowałam mu skinieniem głowy. Po chwili odszedł złożyć zamówienie wraz z Lucy, przez co zostałam sama z Harrym. Serio? Musieli mnie zostawić akurat z nim? Wzięłam serwetkę do ręki, starając się zająć czymkolwiek.
- Przepraszam.
Usłyszałam cichy szept obok siebie. Przysięgam, że chyba mi się coś wydawało i mam omamy słuchowe.
- Nie każ mi powtarzać, ponieważ tego nie zrobię.
Wow, więc mam się czuć zaszczycona, ponieważ wielki książę postanowił mnie przeprosić? Mam jeszcze klęknąć przed nim czy co? Prędzej to on powinien to zrobić.
- Dlaczego to zrobiłeś? - mój głos był przepełniony bólem. Ja naprawdę cierpiałam - Dlaczego mnie skrzywdziłeś?
- Chciałem ci pomóc.
Pokiwałam głową, nie zwracając uwagi na dłoń chłopaka, która dotknęła mojego ramienia.
- Następnym razem sprawdż lepiej w słowniku co znaczy słowo pomoc.
Wstałam gwałtownie i udałam się w stronę toalet. Nie miałam siły na rozmowę z nim. Teraz mnie przeprasza a powinien zastanowić się nad swoim czynem wcześniej. Rozumiem chciał mi ''pomóc", ale jeśli oczekiwał, że póżniej miałabym zapomnieć, to się mylił. Umyłam ręce i starłam tusz, który rozmazał mi się w kącikach. Nie jestem pewna, jak mam się przy nim zachować. Mam być spokojna, wyluzowana, obrażona? Dlaczego to jest takie trudne? Wzięłam kilka głębszych wdechów i wróciłam do stolika. Harry siedział skulony i wciąż bawił się swoim telefonem. Nie podniósł spojrzenia, kiedy usiadłam. Nie podziękował, kiedy po chwili dostał swoją kawę.
- Wszystko w porządku? - spytała po chwili ciszy Lucy, patrząc się na nas uważnie.
- A wygląda, żeby było?
- Harry - zganiał go Paul, mieszając swoją kawę.
- Co Harry? Co Harry? Nie będę udawał, że ją lubię. - w tym momencie wskazał na mnie palcem - Zachowuje się jak dziecko, ponieważ nie chce przyjąć moich przeproszeń. Królewna się znalazła.
Prychnął, zabrał swoją kurtkę i wyszedł. Tak po prostu zostawił nas samych, oszołomionych zaistniałą sytuacją. Zrobiło mi się przykro. W pewnym sensie, w jakimś najmniejszym kawałku go choć trochę lubiłam, a teraz?  Nie wydaje mi się, aby przyjażń była nam pisana. Ba, żadna bliska relacja nie jest nam pisana.
- Przepraszam za niego - powiedział Paul, spoglądając na mnie z smutkiem.
Nie miał za co. To nie on, a Harry powinien błagać mnie o przebaczenie. Jestem jednak świadoma, że prędko to nie nastąpi.
Wypiłam łyk kawy, zostawiając ślad mojej czerwonej szminki na brzegu filiżanki.
- Nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo cię nie lubi.
Ja wiem.
- Ja również nie wiem - skłamałam.
Jest zły na siebie, ponieważ wyrządził mi krzywdę, ale nie chce się do tego przyznać. Całą swoją złość przelewa na mnie, co sprawia, że cierpię. Harry się zmienia, mimo że nie chce do tego doprowadzić. Broni się przed wszystkim co dobre, ponieważ uważa, że na to nie zasługuje.
- Czy możemy o tym proszę nie rozmawiać? - spytałam, co od razu znalazło się z aprobatą moich przyjaciół. Mimo wszystko czułam przenikliwy wzrok Paula na sobie. Wiedziałam, że czeka mnie póżniej poważna rozmowa.
Piliśmy kawę i rozmawialiśmy na wszystkie możliwe tematy, omijając sprawę z Harrym. Poznałam kilka ciekawych historii na temat członków Varsity. Kiedyś Harry tak bardzo wkurzył się na Sue na balu, że wylał na jej suknię wartą kilka tysięcy poncz. Bądżmy szczerzy, czerwone plamy nie wyglądały uroczo z kamieniami Svarovskiego. Albo poznałam też kolejną historię. Był dzień egzaminów z języka angielskiego. Wiadomo, trzeba było przyjść ładnie ubranym, na galowo. Mniejsza z tym. Paul uznał, że musi go zdać na 101 %, więc przygotowywał się całą noc. Z tego powodu rano był potwornie zmęczony. Przyszedł do szkoły, ledwie otwierał oczy, a do sali wpadł spóżniony. No cóż, to nie to wywołało uśmiech innych, a jego piżama. Zgadza się, przyszedł na ważny egzamin do szkoły w piżamie, a raczej jej braku. Pojawił się w krótkich spodenkach z myszką Mickey. Jak to usłyszałam, to oplułam się kawą, a swoich śmiechem zwróciłam uwagę połowy osób w kawiarni. Lucy powiedziała, że gdzieś w internecie wciąż krążą jego zdjęcia. Sytuacja jest przezabawna, ale zastanawia mnie jedno. Jakim cudem nikt w drodze do szkoły nie zwrócił mu uwagi, jak on sam mógł tego nie zauważyć?
Spotkanie, pomimo incydentu na samym początku, przebiegło bardzo pomyślnie. Wydaje mi się, że potrzebowałam w swoim życiu osób, które uczyniłyby je lepszym. Znamy się bardzo krótko, jednak zaczynam darzyć ich coraz większymi uczuciami. Odnalazłam osoby, które się ze mnie nie śmieją. Mogę z nimi miło spędzić czas, wiem również, że w każdej chwili mogę na nich polegać.
- Właśnie! - krzyknął Paul, wyprowadzając mnie z dziwnego transu. W pewnym momencie przestałam ich słuchać, a skupiłam się na własnych myślach - Zapraszam was na imprezę.
Zachłysnęłam się kawą. Ja i impreza? Te słowa nie łączą się w żaden możliwy sposób. Byłam na jednej i uznałam, że nigdy więcej. Miałam wtedy 16 lat i był to najgorszy rok mojego nędznego życia. Pewnego dnia znalazłam w szafce anonimowe zaproszenie na imprezę, którą organizowała szkolna elita. Byłam zdziwiona, zwłaszcza, że podpisał ją Matt. Nigdy mnie nie lubił i zawsze znajdował okazję, aby się ze mnie pośmiać. Odrzuciłam zaproszenie, ale przez następny tydzień dostawał liściki i kwiaty. To zawsze były róże. Do dzisiaj przypominają mi, jak zdradzieckimi kwiatami są. Nie dziwię się, że mają kolce. W końcu uznałam, co mi szkodzi. Byłam głupią, zaślepioną dziewczyną, która pragnęła chodż trochę miłości. Przyjęłam zaproszenie i postanowiłam udać się na imprezę.  Ubrałam moją jedyną sukienkę, nałożyłam na usta czerwoną szminkę, którą podkradłam mamie. Chciałam być ładna dla Matta. Przyszłam na imprezę, co zwróciło uwagę wszystkich zebranych. Śmiali się .... śmiali się ze mnie. Podeszłam do Matta, który trzymał na kolanach tlenioną blondynę. Przysięgam, że jej sztuczny biust praktycznie wylewał się z koszulki. Do dzisiaj pamiętam  chichot Matta, pamiętam ten szyderczy śmiech, kiedy wskazywał na duży monitor. Przewijały się na nim zdjęcia, moje zdjęcia, moje nagie zdjęcia. Wszystkie zostały zrobione, kiedy brałam prysznic po wf-ie. Byłam pewna wtedy, że wszyscy już wyszli z szatni. Starałam się jak najszybciej wybiec z tego domu. Do dziś czuję obleśne ręce chłopaków na swoim ciele, czuję jak mnie popychają. Chciałam uciec, jednak ludzie zagracali mi drogę. Pokazywali na mnie palcami, wyzywali mnie. Złamali mnie doszczętnie. Zabrali kawałek mnie, jednak to nie był koniec. Zdjęcia zaczęły krążyć po internecie, a sprawa nie ucichła do końca roku szkolnego. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo zażenowana. Taka naga. Nikomu tego nie życzę, naprawdę nikomu.
- Em, nie jestem pewna - odezwałam się, czując na sobie ciekawskie spojrzenia przyjaciół.
- Ale dlaczego? - spytała Lucy, stukając paznokciami o blat stolika - Przecież będzie fajnie.
- Wydaje mi się, że imprezy nie są dla mnie. - wzruszyłam ramionami.
- No proszę cię.
Paul podszedł do mnie i podając mi rękę, pomógł wstać.
- Zgódż się, proszę, prooooszę.
- Nie, ja chyba ...
Wtedy chłopak uklęknął przede mną na jedno kolano, zwracając uwagę ludzi w kawiarni.
- Mogę tak cały dzień - jego ciepłe usta dotknęły mojej dłoni - Chodż osobiście mi się to nie uśmiecha, więc proszę, powiedz tak.
Chłopak postawił mnie pod ścianą. Nie miałam wyjścia. Nie ważne jak bym się wykręciła, wiem, że i tak by mnie tam zabrali, chodżby i w piżamie. Bardzo mi zależy na ich przyjażni, więc jeśli pójdę z nimi na imprezę, to może nic mi nie zaszkodzi?
- Tak.
Ludzie zaczęli klaskać, kiedy chłopak wziął mnie w swoje ramiona i delikatnie okręcił. Zarumieniłam się, wracając na swoje miejsce. Ludzi chyba sobie za dużo wyobrazili. Upiłam łyka zimnej już kawy.
- Paul, nie jestem z ciebie zbyt zadowolona - powiedziała Lucy, karcąc chłopaka wzorkiem - żeby oświadczać się w Starbucksie i jeszcze nie dać jej pierścionka? Słaby z ciebie romantyk.
- Przepraszam. Czy ty, Jade, zostaniesz moją wybranką już do końca? - spytał, zakładając na mój palec najmniejszy z pierścionków Lucy. Mimo tego i tak było za duży.
Uśmiechnęłam się na słowa chłopaka.
- Przykro mi, ale nie. - podniosłam głowę, wczuwając się w swoją rolę - Kocham kogoś innego.
Paul spojrzał na mnie przerażony, a Lucy udawała,że ociera łzy.
- Proszę - zaczął łamiącym się głosem - powiedz mi, kto jest twoim wybrankiem?
- Brat  kuzyna, zmarłego wujka od strony twojej siostry.
Przyjaciele spojrzeli na mnie zszokowani, a po chwili wspólnie się śmialiśmy. Jedno mogę przyznać. Jesteśmy dziwni, ale właśnie za to ich polubiłam. Są inni ode mnie, dzięki czemu cudownie się dopełniamy. Cały czas się śmieją i robią zamęt wokół siebie. Lubią, kiedy coś się dzieje i przy nich nigdy nie muszę się nudzić. Znamy się krótko, ale naprawdę dobrze się z nimi dogaduje.
Nagle Paul dostałam wiadomość na swoim telefonie. Przez chwilę mignęła mi tapeta z zdjęciem jego i Lucasa. Nie wiedziałam, że się przyjażnią. Wydawali się być obojętni wobec siebie na zajęciach.
- Niestety, ale muszę się już zbierać - westchnął chłopak, zakładając kurtkę - Lucy, kochanie podwieziesz mnie, prawda?
- Jeśli zmieścisz swój gruby tyłek do mojego auta, to pewnie.
- On nie jest gruby. Przy okazji wszyscy go kochają. Prawda Jade? - spytał się mnie, wskazując na tyłek.
Zaśmiałam się na ich wymianę zdań i energicznie pokiwałam głową
- Stanowczo.
Kiedy i Lucy wstała, również zaczęłam się ubierać. Moja kawa się skończyła, nie miałam też potrzeby siedzieć sama w kawiarni. Na dworze była bardzo ciemno, zbliżała się 20. Powinna stanowczo wracać do domu, aby babcia nie zaczęła się o mnie martwić. Nigdy nie wiadomo, jakiego zboczeńca można spotkać po drodze.
- Podwiozę cię - powiedziała Lucy, kiedy wyszliśmy na mrożne powietrze. Otuliłam się szczelniej szalikiem.
- Nie chcę robić problemu ...
- To nie było pytanie, tylko stwierdzenie - zarządziła dziewczyna, zatrzymując się przez samochodem. Nie jestem dobra w te klocki, więc nawet nie rozpoznałam marki. Wiem tylko, że jest biały i cholernie drogi.
Usiadłam na tylnym siedzeniu, wdychając zapach skóry i cytryny. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, a wiedziałam, że czeka mnie nieprzespana noc. Kolejna z rzędu. Uśmiechnęłam się mimo wszystko, kiedy przyjaciele zaczęli śpiewać. Po chwili dołączyłam się do nich, wykrzykując słowa piosenki Dynamite. Już dawno nie czułam się taka wolna i szczęśliwa. Otworzyłam okno, nie przejmując się lodowatym powietrzem, które wleciało do środka. Uniosłam ręce do góry i zamknęłam oczy. Pochłaniałam tą chwilę całą sobą.






Notka od autorki: Witam ponownie! Jak wrażenia po rozdziale? Mam nadzieję, że warto było na niego poczekać. Jeszcze raz bardzo przepraszam za moją nieobecność. Zostawiajcie po sobie komentarze! Czekam na wasze opinie.
Zapraszam również na moje drugie opowiadanie: http://smoke-with-me.blogspot.com
Następny rozdział już w niedzielę!

All the love,
  Anastazja.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz