sobota, 26 marca 2016

Rozdział 9 My tylko śpiewamy.

Wszystko było "w porządku". Chodziłam do szkoły, piłam kawę, odrabiałam lekcje a nawet się uśmiechałam. Każdego dnia byłam jakby wyprana z uczuć, maskując wszystko sztucznym śmiechem i głupimi odzywkami. Nikt jednak nie zauważał jak bardzo cierpiałam, ponieważ myślałam. Nie ma nic gorszego niż nasze myśli, ponieważ to one nas doszczętnie zabijają. Wypełniają pustkę, wprowadzając mętlik w naszych głowach. Umieramy, pochłaniani przez własne myśli.


Po raz kolejny poprawiłam swoje włosy, które latały dookoła mojej twarzy z powodu strasznego wiatru. Na pewno wyglądałam jak strach na wróble w wersji deluxe. Szłam do szkoły na długo wyczekiwaną próbę. Podobno przyszedł wczoraj list od organizatorki, więc mogliśmy się wziąć do pracy. Tęskniłam za niektórymi osobami, a niektórych wolałabym w ogóle nie ujrzeć. Mam nadzieję, że śpiew chodż trochę poprawi mój humor. Od rana chodzę naburmuszona, nawet głupia suszarka doprowadziła mnie do łez. Stanowczo powinnam się uspokoić. Wzięłam głęboki wdech, po czym otworzyłam drzwi prowadzące do szkoły. Od razu poczułam nieprzyjemny zapach środków do mycia podłóg. Kroczyłam korytarzem, poprawiając co chwila opadającą z ramienia torbę wypełnioną nutami. Lucy prosiła mnie, abym zabrała ich kilka. Będziemy musieli wybrać jakąś piosenkę i moje zbiory mogą  być przydatne.
Weszłam do sali - uwaga, zapiszcie ten dzień w kalendarzu - pół godziny wcześniej. Tak, Ja Jade Black nie spożniłam się gdzieś a nawet jestem przed czasem. W sali jak zwykle panował bałagan oraz oświetlenie nie było najlepsze. Zamknęłam za sobą drzwi, dostrzegając kogoś w sali. To był Liam. Nie sądziłam, że go tutaj spotkam. Szczerze mówiąc, to wolałabym bym być sama, aby pomyśleć i pośpiewać w spokoju. Dziwi mnie również, że jest tutaj sam, bez Sue. Myślałam, że są nierozłączni.
Liam był ubrany w czarne spodnie i bluzę naszej szkolnej drużyny sportowej. Trzymał w ręku mikrofon, więc zapewne moje przyjście przerwało jego plany.
- Em ... cześć - powiedziałam nieśmiało, wieszając swoją kurtkę na jednym z krzeseł.
- Cześć. Właśnie miałem śpiewać.
Pokiwałam głową, nie wiedząc co odpowiedzieć chłopakowi. Jeszcze nigdy nie słyszałam jak Liam śpiewa, więc szczerze mówiąc to byłam bardzo ciekawa.
- Nie chciałabyś może zaśpiewać ze mną?
Przystanęłam, spoglądając zdziwiona na chłopaka. Pokazałam na siebie palcem, jakby nie dowierzając, że mówi do mnie. Mimo że byłam jedyna w sali.
Nie byłam pewna, czy się zgodzić. Wiadomo, to dobry sposób na rozśpiewanie, ale ktoś może za chwilę tutaj przyjść, a tego na pewno nie chcemy. Przy okazji, nie przepadam za Liam'em,
- No, nie daj się prosić.
Usłyszałam błagalny głos chłopaka. Spojrzałam na jego uśmiech i wymiękłam. Wzięłam leżący na ziemi mikrofon. Raz się żyje. Ustałam obok chłopaka na podeście, starając się nie zwracać uwagi na powiększający się uśmiech na jego twarzy.
- Co śpiewamy? - spytałam, kiedy Liam wciąż się na mnie gapił z pedofilską miną. Nie żartuję. Ten uśmiech mnie przeraża.
- Promiscuous. Nelly Furtado i Timbalanda. Mam nadzieję, że znasz? - powiedział, odwracając się w stronę magnetofonu, aby włączyć podkład muzyczny.
Prychnęłam twierdząco. Każdy zna tą piosenkę, chodżby z radia. Kilka lat temu ją uwielbiałam, dlatego słowa są mi dobrze znane.
Na początku śpiewałam stojąc sztywno, jednak po chwili stanowczo się rozlużniłam. Rytm piosenki wprawił mnie w taneczny nastrój, a wesoła postawa Liam'a stanowczo mi się udzieliła. Już po chwili śpiewałam z uśmiechem na twarzy, delikatnie gestykulując i patrząc się na chłopaka, który swoją drogą miał naprawdę ładny głos. Ruszałam biodrami w rytm muzyki, wyśpiewując kwestię Nelly, która miała duży podtekst. Śpiewaliśmy w pewnym sensie o seksie, na co nie zwracaliśmy uwagi. Całkowicie się rozlużniłam i dałam się ponieść muzyce wraz z chłopakiem. Nie zauważyliśmy, kiedy w sali pojawili się pozostali, przysłuchując się naszemu śpiewu. Dokończyłam piosenkę z uśmiechem. O dziwo świetnie się bawiłam.
Odłożyłam mikrofon na stolik, dotykając przez przypadek dłoni Liam'a. Po moim ciele przeszedł dziwny dreszcz, który starałam się zignorować. Stałam tak przez chwilę, póki nie dotarły do mnie oklaski. To Paul, Lucy i Lucas klaskali, uśmiechając się do nas szeroko. Natomiast Sue nie była z tego za bardzo zadowolona. Okey, to bardzo delikatnie określenie. Była wkurzona na maksa.
- Co tu się do cholery dzieje?
Jej twarz przybrała delikatnie czerwony kolor, resztę przykryła tapeta. Swoją drogą, miała jej dzisiaj strasznie dużo. Pomalowane na brązowo usta wykrzywiła w grymasie, ściągając z siebie zapewne drogie futro.
- Śpiewamy.
Odpowiedział jej zdawkowo Liam, kończąc temat. Teraz wydał mi się jakiś dziwnie smutny, jakby obecność jego dziewczyny zepsuła ma humor. Może się pokłócili?
Postanowiłam przestać zamartwiać się nie własnymi sprawami i poszłam przywitać się z pozostałymi.
- Hej wam! - krzyknęłam, przytulając się do Paula. Tęskniłam za nim. Następnie dostałam całusa od Lucy.
- Laska, świetnie wam to wyszło - powiedziała, żując arbuzową gumę, która jest jej ulubioną.
- Lucy ma rację, piękny głos.
- To jak współgrały
- I te kocie ruchy
- Ta chemia
- Przestańcie, nie widzicie, że zestresowaliście dziewczynę?
Uśmiechnęłam się z wdzięcznością do Lucasa. Na pewno nie było aż tak cudownie, jak mówią. Podobało mi się, ale nie należy tego aż tak dobrze oceniać. Po prostu śpiewaliśmy.
 - Nie prawda ...
- Jesteś chamem! - krzyknęła Sue, przerywając moją wypowiedż. Uwaga, uwaga idę po popcorn! Szykuje się piękna kłótnia. Mimo że nienawidzę jak ludzie się kłócą, to nie jest mi przykro z powodu Sue.
- Nie gadaj, że będziesz mi teraz robiła jakieś chore akcje zazdrości!
- Nie jestem o nią zazdrosna.
Sue prychnęła, wskazując na mnie paznokciem.
- Ona nie jest warta mojego zachodu.
- Nie wtrącaj jej do tego!
Czy Liam  właśnie się za mną wstawił? Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam, a oglądałam wiele hiszpańskich telenoweli.
- Cholera, możecie nie krzyczeć z samego rana?! - wykrzyczał Harry, trzaskając drzwiami od sali, przez co nieznacznie się skrzywił.
Jego widok mnie bardzo zaskoczył. Brązowe loki zaczesał zieloną bandamką, pod oczami miał ciemne zakola. Wyglądał jakby nie przespał całej nocy i
- Jak tam impreza?
i był na imprezie.
- Weż nic nie mów. Moja głowa zaraz wybuchnie. - odpowiedział Paulowi, po czym usiadł na krześle.
- Ile lasek zaliczyłeś?
Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, który miałam ochotę zetrzeć.
- Przestałem liczyć po 5, chyba dlatego, że film mi się urwał.
Harry mówił o tym wszystkim, jakby sex z przypadkową dziewczyną był czymś normalnym. Był niewzruszony tym, że złamał serce każdej z tych dziewcząt, że skrzywdził mnie. Nie wiem, czemu poczułam się zdradzona i zraniona. Jestem pewna, że wyraz mojej twarzy przypominał, jakbym zjadła kwaśną cytrynę, a myślenie o nim i tych dziewczynach przyprawiło mnie o mdłości.
- Dobra, koniec gadania o laskach i innych dziewojach, które aktualnie wypłakują łzy szczęścia, ponieważ Harry je dotknął  i przejdżmy do sprawy konkursu.  - powiedziała Lucy, wyciągając z torby list.
Usiadłam obok dziewczyny, aby mieć dobry widok na informacje zawarte w liście.
   Witam!
Chciałbym serdecznie zaprosić Chór Varsity na wzięcie udziału w konkursie pt:"Odkrycie młodych gwiazd" który odbędzie się w 3 etapach. Pierwszy z nich to ćwierćfinał w którym przewidujemy, że weżmie udział około 26 grup (grupa powinna składać z chłopaków lub dziewczyn, może być też wymieszana, liczbą uczestników nie może przekroczyć 10, wiek uczestników od 16 do 19 roku życia).Następnie do półfinału przejdzie 15 grup, w finale zobaczymy się tylko z 7 grupami. 
Oto zasady panujące w ćwierćfinale.  
- każdy chór śpiewa tylko jedną piosenkę
- strój oraz sprzęty muzyczne chór zapewnia sobie sam
- nie ma tematu konkursu, więc jest dowolność w wyborze piosenki ( nie może ona trwać dłużej niż 6 minut, piosenki można miksować, nie mogą to być prace napisane samodzielnie przez chór)
- opłata startowa wynosi 20 euro od osoby. 
Zgłoszenia są przyjmowane do tygodnia od otrzymania listu na e-mail: młodegwiazdy@imply.com
Ćwierćfinał już 3 marca o godzinie 15 w Międzynarodowym Domu Kultury im. Jacksona w Londynie*
Życzę powodzenia!                                                                                                                                                                     Przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia            
                                                                    Chórów John Mac. 
Te właśnie słowa przeczytała nam Lucy, po czym na sali zapanowało poruszenie. Każdy zaczął przekrzykiwać każdego. Lucy była bardzo poddenerwowana, Paul wymachiwał rękoma, krzycząc na Lucasa, a Harry zapalił papierosa mimo że nie wolno mu było.
Ja natomiast byłam jak:
- O co wam do cholery chodzi?       





* Nie ma takiego Domu Kultury, został on wymyślony na cele opowiadania.                              
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz